Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2010-01-03T22:06:07+01:00
Po polsku:
Jak spędziłem Sylwestra? Nie ma co tu dużo pisać, ale można ująć to wszystko w krótkim stwierdzeniu: „Oj, było cudownie!” Dużo świeżego puchu. Górska zimowa sceneria wręcz powalała na kolana swym pięknem. Od rana, wraz z całą dość liczną grupą w takim właśnie miejscu spędzaliśmy ten ostatni dzień roku. Były wycieczki oraz zimowe zabawy. Mimo tłumu turystów warunki narciarskie były tak cudowne, że po prostu nie można było się świetnie nie bawić. A to był mój pierwszy raz, kiedy to założyłem na nogi te dwie deski z zadartymi nosami. Moim instruktorem była bardzo sympatyczna koleżanka, która to właśnie namówiła mnie na ten wypad.

Po godzinie i opanowaniu chyba wszystkich możliwych technik upadania, udało mi się w końcu przejechać pługiem 200-metrowy odcinek oślej łączki i nie najechać zarówno sobie nartą na nartę jak i nie staranować mojej, chyba jakoś lepiej uzdolnionej, instruktorki. Niestety po południu ludzi było już tak wiele, że swoją osobą stwarzałem realne zagrożenie dla ich zdrowia i życia. Dlatego wolałem wrócić do schroniska i odpocząć przed tym, co było jeszcze dziś w planie.

Wkrótce nastał przepiękny wieczór, którego mrok rozświetlał srebrzysty blask półksiężyca jednocześnie tworząc na śniegu wspaniałe obrazy złożone z milionów błyszczących punkcików. Sanki były gotowe do kuligu – głównej atrakcji tego dnia. Jeszcze tylko losowanie miejsc... Ten przywilej, jak zwykle przekonany o swoim braku szczęścia, wolałem oddać w ręce mojej koleżanki, z którą to razem spędzaliśmy te ostatnie godziny starego roku. I nie zawiodłem się – trafiło nam się najlepsze miejsce: na samym końcu! Oczywiście jechaliśmy razem. Ona siadła z przodu, ja za nią pozwalając jej wygodnie oprzeć się o mnie.

Gwałtownie szarpnięcie i ruszyliśmy leśnym duktem zasypanym śniegiem ciągnięci przez starą, ale żwawą klacz. Mimo śniegu i lodu takiego szybkiego galopu nie powstydziłyby się nawet konie wyścigowe. A tu przecież do ciągnięcia poza dużymi saniami, na których było ok. 20 osób, jeszcze sznur małych sanek. Każdy z zakrętów był oznajmiany przez głośny pisk wszystkich uczestników tej imprezy, lecz zdecydowanie najgłośniej przez tą drobniutką osóbkę siedzącą tuż przede mną. Zabawa była wprost cudowna. Z drzew sypał się na nas drobniutki srebrzysty pyłek.

Trasa zaczęła wieść nieco z górki. Koń przyspieszył jeszcze bardziej. To było bardziej ekscytujące od jazdy w wesołym miasteczku. A w szczególności jadąc na samym końcu. Jednakże wszystko musi mieć także swoje plusy i minusy. Na którymś z zakrętów nie utrzymaliśmy się i padliśmy na śnieg pchnięci potężną siłą odśrodkową. Co robić? Cały długi szaleńczy pojazd uciekał. Nie było czasu do zastanowienia – trzeba gonić. Tym bardziej, że byliśmy w samym środku gęstego lasu.

Szybko dopadłem naszych sanek i wskoczyłem na nie. Ale moja „współpodróżniczka” nie nadążała. „Szybciej, szybciej” wołałem i jednocześnie myślałem, co tu zrobić. Lód i śnieg nie ułatwiał pogoni. Jednak brakowało już tak niewiele. Jechałem tyłem na sankach i wyciągałem rękę... Jeszcze tylko troszeczkę... Szaleńczy pościg szybko wysysał siły. To ostatnia szansa: „skacz!” zawołałem i złapałem ją za ręce. Niestety do sanek nie udało się doskoczyć. Jednak z całej sił trzymaliśmy się silnie zaciskając dłonie. Nie można było puścić. Zebrałem wszystkie siły i jednocześnie kładąc się na sankach wciągnąłem ją. Udało się! Strasznie zmęczeni, ale znów na swym śnieżnym pojeździe. I tak leżąc dojechaliśmy do końca tego biegu; tak ekscytującego, jakiego jeszcze w życiu nie doświadczyliśmy.

Potem było ognisko. Po tej małej kąpieli w śnieżnych zaspach z naszych ubrań unosiły się kłęby pary. Wyglądało to bardzo zabawnie. Przez te kilka ostatnich godzin, jakie zostały do godziny „zero” opowiadaliśmy sobie o przeżyciach minionego dnia. Atmosfera była bardzo wesoła.

Na chwilę przed północą wszyscy byli już gotowi. Zaczęło się końcowe odliczanie... Szampany schłodzone w śniegu już czekały. Jeszcze tylko 3... 2... 1... I Nowy rok! Strzeliły korki oraz przepiękne fajerwerki.

* * *

Wstałem z łóżka i podszedłem do okna. Niebo było rozświetlone tysiącem przepięknych, kolorowych gwiazdeczek sztucznych ogni. Sąsiad z góry głośno oznajmiał nadejście nowego roku... Po pięciu minutach wróciłem i przykryłem głowę poduszką próbując wrócić do mojej koleżanki i górskich scenerii... I tak oto spędziłem tego Sylwestra.

Po niemiecku:
So verbrachte ich Silvester? Es gibt nichts zu viel schreiben hier, aber Sie können alles in eine kurze Erklärung gesagt: "Oh, es war wundervoll!" Viel frische Pulver. Winterlandschaft auch Klettern auf den Knien powalała ihre Schönheit. Vom frühen Morgen, mit allen recht große Gruppe in diesem Ort verbrachten wir den letzten Tag des Jahres. Ehemalige Reisen und Winterspaß. Trotz der Massen von Touristen Ski-Bedingungen waren so schön, dass ich einfach nicht spielen nicht sehr gut. Und das ist mein erstes Mal war, als ich machte mich auf den Füßen, die beiden Boards zadartymi Nasen. Mein Lehrer war sehr netter Kollege, der überzeugt mich war es auf dieser Reise.

Nach einer Stunde und wahrscheinlich beherrscht alle möglichen Techniken upadania gelang es mir, endlich Pflug 200 Pass-Meter Länge oślej Łączki und die beiden Skier und die Skier sind nicht meine eindringen staranować es sei denn, irgendwie begabt, Ausbilder. Leider waren am Nachmittag schon so viele Menschen, dass seine erstellt eine echte Gefahr für ihre Gesundheit und ihr Leben. Deshalb wollte ich zurück in die Herberge und entspannen, bevor der Plan, was heute.

Bald war ein schöner Abend, Glanz der Dunkelheit silbernen Halbmond Schein auf den Schnee bei gleichzeitiger Schaffung wunderschöne Kunstwerke von Millionen von helle Punkte erzielt. Sled bereit für Schlittenfahrt - die Hauptattraktion des Tages. Nur eine Menge Plätze ... Dieses Privileg, wie immer über sein Pech überzeugt, zog ich es in den Händen meines Kollegen verlassen, mit wem sie es gemeinsam verbrachte die letzten Stunden des alten Jahres. Und seien Sie nicht enttäuscht sein - gingen wir in die beste Wahl: ganz am Ende! Der Kurs, fuhren wir zusammen. Sie saß in der ersten, ich bin für sie das ihr den Zugang bequem auf mich verlassen.

Jerk heftig und begann Wald vista begraben Schnee gezogen von einem alten, aber lebhafte Stute. Trotz Schnee und Eis ist nicht so schnellen Galopp powstydziłyby selbst Rennpferde. Und hier noch abziehen großen Schlitten, der etwa 20 Personen, eine Reihe von kleinen Schlitten hatte. Jede der Ecken war das laute Quietschen von allen Teilnehmern an dieser Veranstaltung bekannt, aber bei weitem das lauteste der drobniutką Osöbka Sitzung vor mir. Fun war einfach wunderbar. Die Bäume ausgegossen ist in unsere kleine Silber Speck.

Die Strecke begann eine leicht bergab führen. Das Pferd abgeholt hat sogar noch mehr. Es war aufregend, in ein Fahrgeschäft. Und in allem, fahren am Ende. Allerdings muss auch alles haben ihre Vor-und Nachteile. An einer der Ecken sind wir nicht gehalten, um den Schnee und schob padliśmy mächtigen Zentrifugalkraft. Was ist zu tun? Die ganze wahnsinnig lange Flucht des Fahrzeugs. Es war keine Zeit zu denken - Sie jagen. Je mehr wir in der Mitte des dichten Wald wurden.

Schnell holte mit unseren Schlitten und sprang auf sie. Aber mein "współpodróżniczka" nicht Schritt halten. "Schneller, schneller", rief ich, während ich dachte, was wir tun könnten. Eis und Schnee werden nicht helfen, zu jagen. Jedoch nicht mehr so wenig. Ich ritt wieder auf den Schlitten und streckte die Hand ... Just a little ... Mad Jagd schnell ausgesaugt der Stärke. Dies ist die letzte Chance, "jump!" Ich weinte, und griff in die Hände. Leider konnte den Schlitten nicht doskoczyć. Jedoch alle Kräfte, hielten wir die Hände fest ballte. Konnte nicht loslassen. Ich sammelte alle Kräfte und zur gleichen Zeit damit, auf einem Schlitten zog sie heraus. Erfolg! Schrecklich müde, aber wieder auf dem Schnee Fahrzeug. Und so erreichten wir das Ende des des Rennens lag, so spannend, was mehr im Leben nicht erfahren.

Dann war es Lagerfeuer. Nach diesem kleinen Sprung in den Schneeverwehungen unserer Kleidung in der Dampf stieg. Es sah sehr lustig. In den letzten paar Stunden, bis sie sich "Null" Wir haben Sie über die Erfahrungen der letzten Tage. Die Atmosphäre war sehr fröhlich. Kurz vor Mitternacht, alle waren bereit. Es begann the final countdown ... Champagner gekühlt im Schnee warteten schon. Doch nur 3 .. 2 .. 1 .. Und New Year! Strzeliły Staus, und einem gewaltigen Feuerwerk.

* * *
Ich erhob mich aus dem Bett und ging zum Fenster. Der Himmel war mit Tausenden von schönen, bunten Feuerwerk gwiazdeczek lit. Nachbarn mit lauter Stimme verkündet das Aufkommen des neuen Jahres ... Nach fünf Minuten kam ich zurück und bedeckte seinen Kopf Kissen versuchen, um wieder zurück zu meinem Freund und Berglandschaft ... Und so verbrachten wir den New Year's Eve.
1 5 1