Odpowiedzi

2010-01-03T23:59:03+01:00
Styczeń roku 1966. W Nigerii toczy się wojna domowa. Jestem korespondentem na tej wojnie. W pochmurny dzień wyjeżdżam z Lagos. Na rogatce patrole policji zatrzymują wszystkie wozy. Rewidują bagażniki, szukają broni. Prują worki z kukurydzą: może w tej kukurydzy jest amunicja?

Droga prowadzi teraz przez zielone okolice, płaskie wzgórza zarośnięte dusznym, gęstym buszem. Jest to droga laterytowa, o rdzawym kolorze, o złej, zdradliwej nawierzchni.

Te wzgórza, ta droga, wioski przy drodze, to kraj Jorubów zamieszkujących południowo-zachodnią Nigerię. Stanowią oni jedną czwartą ludności Nigerii. Niebo Jorubów pełne jest bogów, a ziemia - pełna królów. Największy bóg nazywa się Oduduwa i mieszka wysoko, wyżej niż gwiazdy, nawet wyżej niż słońce. Za to królowie mieszkają blisko ludzi. W każdym mieście jest król, w każdej wiosce. Jorubowie są z tego dumni - patrzą na świat z wyższością, bo żaden naród nie ma tylu królów co oni.

(W roku 1962 Jorubowie podzielili się na dwa obozy: ogromna większość należy do partii UPGA, znikoma mniejszość należy do partii NNDP. Partia mniejszości, dzięki fałszerstwom centralnego rządu Nigerii, zdobyła władzę w prowincji Jorubów. Rząd centralny wolał mieć w prowincji słabszą partię u władzy, ponieważ w ten sposób mógł łatwiej kontrolować Jorubów i temperować ich ambicje separatystyczne. W tej sytuacji partia ogromnej większości - UPGA - znalazła się w opozycji. Oszukana i rozżalona większość przystąpiła do walki. Jesienią roku 1965 odbyły się w prowincji Jorubów wybory. Było oczywiste, że zwyciężyła partia większości - UPGA. A jednak rząd centralny, lekceważąc wyniki wyborów i nastroje Jorubów, ogłosił zwycięstwo marionetkowej NNDP, która utworzyła swój rząd. Większościowcy, protestując przeciw oficjalnym wynikom wyborów, też utworzyli swój rząd. Jakiś czas istniały dwa rządy. Rząd większościowców osadzono w końcu w więzieniu. Wówczas UPGA rozpoczęła otwartą wojnę przeciw rządowi mniejszości.)

Więc mamy nieszczęście, mamy wojnę. Jest to niesprawiedliwa, brudna, chuligańska wojna, w której wszystkie metody są dozwolone, byle najszybciej powalić przeciwnika i zdobyć władzę. Ta wojna potrzebuje dużo ognia, więc ploną domy, płoną plantacje, na ulicach i drogach leżą zwęglone zwłoki.

Cała ziemia Jorubów stoi w płomieniach.

Jadę drogą, o której mówią, że biały tędy żywcem nie przejdzie. Jadę zobaczyć, czy nie przejdzie, bo muszę wszystkiego sam doświadczyć. Wiem, że człowiek odczuwa dreszcz, kiedy w lesie podejdzie blisko lwa. Podszedłem blisko lwa, żeby wiedzieć, jak to jest. Musiałem to poznać, a wiedziałem, że nikt mi tego nie opisze. Ja też nie potrafię tego opisać. Również nie potrafię opisać nocy na Saharze. Gwiazdy nad Saharą są ogromne. Takich gwiazd nie ma nigdzie na świecie. Kołyszą się nad piaskiem jak wielkie żyrandole. Światło tych gwiazd jest zielone. Nocą Sahara jest zielona jak mazowiecka łąka.

Może jeszcze zobaczę Saharę i zobaczę drogę, która mnie niosła przez kraj Jorubów. Tą drogą wjechałem na wzgórze, a kiedy zjeżdżałem ze szczytu, zobaczyłem w dole pierwszą płonącą barierę.

Było za późno, żeby się cofnąć.

Drogę blokowały płonące kłody drzew. Na środku drogi paliło się wielkie ognisko. Zwolniłem, a potem stanąłem, bo nie sposób było jechać dalej. Zobaczyłem kilkunastu młodych ludzi. Kilku miało strzelby, kilku trzymało noże, reszta uzbrojona była w maczety. Ubrani jednakowo: w niebieskie koszule z białymi rękawami. Były to kolory opozycji, kolory UPGA. Na głowach mieli czapki niebiesko-białe z napisem: UPGA. Do koszul przypięte fotografie chiefa Awolowo. Chief Awolowo to przywódca opozycji, partyjne bożyszcze.

Byłem w rękach aktywistów UPGA. Musieli się zdrowo napalić haszyszu, bo mieli w oczach nieprzytomność, obłęd. Byli mokrzy od potu, opętani, w amoku.

Teraz dopadli mnie i wyciągnęli z samochodu. Słyszałem ich wrzask: ?UPGA! UPGA!? Na tej drodze panowała UPGA. Moją władzą była teraz UPGA. Poczułem trzy końce noży przystawione do pleców i zobaczyłem kilka maczet (są to afrykańskie kosy) wymierzonych w moją głowę. Dwóch działaczy stało kilka kroków dalej celując do mnie ze strzelb, gdybym próbował uciekać. Stałem otoczony. Naokoło widziałem spocone twarze, rozlatane spojrzenia, widziałem noże i lufy.

Moje afrykańskie doświadczenie uczy mnie, że w takiej sytuacji najgorzej objawić moment załamania, najgorzej zrobić jakiś odruch samoobrony, bo to ich ośmieli, bo wyzwoli w nich nową falę agresji.

W Kongu przystawiali nam automaty do brzuchów. Nie wolno było drgnąć. Najważniejszy był bezruch. Żeby ten bezruch w sobie wyrobić, trzeba treningu i woli, bo wszystko w człowieku krzyczy, żeby uciekać albo skoczyć typowi na kark. Ale oni zawsze są w gromadzie i śmierć jest wtedy pewna. To jest taka chwila, w której on, Czarny, bada mnie, szuka we mnie słabego miejsca. On boi się uderzyć w moje twarde miejsce, bo w nim siedzi za dużo strachu przed Białym, i dlatego szuka mojego słabego miejsca. Chce mnie uderzyć i dlatego szuka we mnie słabości. Więc teraz ja z kolei muszę ukryć całą swoją słabość, muszę tę słabość gdzieś schować bardzo głęboko w sobie. To jest Afryka, ja jestem w Afryce. Oni nie wiedzą, że nie jestem ich wrogiem. Oni wiedzą, że jestem Biały, a jedyny Biały, jakiego znali, to kolonialista, przez którego zostali spodleni i teraz chcą mu za to przyłożyć.

Paradoks tej sytuacji: mam zginąć odpowiadając za kolonializm, mam zginąć za handlarzy niewolników, mam zginać za nahajkę białego plantatora, mam zginąć, ponieważ lady Lugard kazała nosić się w lektyce.

Ci na drodze chcieli forsy. Chcieli, żebym wstąpił do partii, żebym został członkiem UPGA i żebym za to zapłacił. Dałem im 5 szylingów. To było za mało, bo któryś palnął mnie z tyłu w głowę. Poczułem ból w czaszce. Za moment - znowu bomba w głowę. Po trzecim ciosie poczułem ogromne zmęczenie. Zmęczony i senny zapytałem, ile chcą forsy.

Chcieli pięć funtów.

Wszystko w Afryce drożeje. W Kongu żołnierze przyjmowali do partii za paczkę papierosów i jeden cios kolby. A tu już dostałem parę razy i jeszcze mam płacić 5 funtów. Widocznie zawahałem się, bo szef, który nadzorował całą akcję, krzyknął do aktywistów: ?Podpalcie samochód!?, a to był samochód nie mój, tylko naszego państwa, peugeot, który mnie nosił po Afryce. Na tego peugeota któryś chlusnął benzyną.

Zrozumiałem, że to był koniec dyskusji i że nie mam wyjścia. Dałem im 5 funtów. Zaczęli je sobie wydzierać.

Ale pozwolili jechać dalej. Dwóch chłopców odsunęło na bok płonące kłody. Rozejrzałem się dokoła siebie. Po obu stronach drogi, w lesie, była wioska i tłum z tej wioski przyglądał się temu, co się działo na drodze. Ludzie milczeli, ktoś w tłumie trzymał sztandar UPGA. Wszyscy mieli do koszul przypięte fotografie Chiefa Awolowo. Najbardziej podobały mi się dziewczęta. Nagie do pasa, miały wypisane na swoich pełnych piersiach nazwę partii: na prawej piersi - UP, na lewej - GA.

Ruszyłem w drogę.

Nie mogłem zawrócić: pozwalali jechać tylko naprzód. Więc jechałem dalej przez kraj walczący, tuman kurzu za mną. Ładny jest tutaj krajobraz, cały w mocnych kolorach, Afryka taka, jaką lubię. Cicho, pusto, czasem ptak jakiś poderwie się przed wozem. Tylko w głowie mi huczy jak w młynie. Ale pusta droga i samochód stopniowo przywracają spokój.

Teraz już znałem cenę: UPGA żądała ode mnie 5 funtów. Miałem już tylko 4,5 funta i jeszcze 50 kilometrów drogi. Minąłem wieś, która się paliła, pustą wieś, ludzie uciekli do buszu. Dwie kozy pasły się przy drodze, po drodze włóczył się dym.

Za wsią płonęła nowa bariera.

Aktywiści w mundurach UPGA, z nożami w ręku, kopali jakiegoś kierowcę, który nie chciał dać wpisowego. Obok stał człowiek, pobity, skrwawiony - też nie miał na składkę, Wszystko wyglądało jak przy pierwszej barierze. Przy tej drugiej barierze, zanim zdążyłem zgłosić chęć wstąpienia do UPGA, dostałem dwa straszne haki w brzuch i podarli mi koszulę. Przeszukali mi kieszenie i zabrali wszystkie pieniądze.

Czekałem, kiedy mnie spalą, bo UPGA dużo ludzi pali żywcem. Spalone trupy widziałem tu często. Szef operacji przy tej barierze zdzielił mnie pięchą w twarz, w ustach poczułem ciepłą słodycz. Potem oblał mnie benzolem, bo tu palą ludzi w benzolu, który zapewnia spalenie doszczętne.

Poczułem zwierzęcy strach, strach, który mnie poraził, jak paraliż, stałem jak wbity w ziemię, jak zakopany w ziemi po szyję. Czułem, że oblewa mnie pot, ale pod skórą czułem takie zimno, jakbym stał nagi na wielkim mrozie.

Chciałem żyć, ale życie mnie opuściło. Chciałem żyć, ale nie umiałem obronić życia. Moje życie będzie ginąć w nieludzkim bólu, będzie odchodzić w płomieniach.

Czego ode mnie chcieli? Przystawili mi noże do oczu. Przystawili mi nóż do serca. Szef operacji upychał forsę w kieszeni i ryczał do mnie, ział na mnie schlany piwem: ?Power! UPGA must get power! We want power! UPGA is power P (?Władzy! UPGA musi zdobyć władzę! My chcemy władzy! UPGA - to władza!?). Był rozdygotany, ponosiła go namiętność do władzy, szalał za władzą, samo słowo władza wprawiało go w ekstazę, w najwyższe upojenie. Miał twarz zalaną potem, żyły na skroniach, oczy nabiegłe krwią, szaleństwem. Był szczęśliwy, zaczął się śmiać z radości. Wszyscy zaczęli się śmiać. Ten śmiech mnie uratował.

Kazali mi jechać.

Tłumek przy barierze wołał ?UPGA!? i podnosił w górę ręce rozstawiając dwa palce w kształcie litery V: zwycięstwo UPGA na wszystkich frontach.

Jakieś cztery kilometry dalej płonęła trzecia bariera. Droga tu była prosta i już z daleka widziałem dym, a potem ogień i aktywistów. Nie mogłem zawrócić: z tyłu miałem dwie bariery. Mogłem tylko jechać naprzód. Byłem w potrzasku, wpadałem z jednej pułapki w drugą. Ale teraz nie miałem już pieniędzy na wykup i wiedziałem, że jeśli nie dam składki, spalą samochód. Nade wszystko nie chciałem być bity. Byłem zdemolowany, miałem koszulę w strzępach i cuchnąłem benzolem.

Zostało mi jedno wyjście - wziąć barierę rozpędem. Było to ryzyko, bo mogłem rozwalić wóz albo wóz mógł się spalić. Ale nie miałem wyboru.

Wcisnąłem gaz do dechy. Barierę była o kilometr. Strzałka szybkościomierza skoczyła naprzód, 110 - 120 - 140. Wóz dygotał, chwyciłem mocniej kierownicę. Przygniotłem klakson. Zobaczyłem, już blisko, ogień w poprzek całej drogi. Aktywiści wymachiwali nożami, żebym stanął. Zobaczyłem, że dwaj z nich zamachnęli się w samochód butelkami z benzyną, i przez sekundę pomyślałem - no to koniec - teraz to koniec - ale nie było odwrotu. Już nie było odwro...

Runąłem w ogień, wóz skoczył, pod spodem załomotała blacha, w szybę sypnęło iskrami. I nagle - bariera, ogień, krzyki były za mną. Butelki nie dosięgły mnie. Noże mnie nie dosięgły. Gnany przerażeniem przejechałem jeszcze kilometr, a potem stanąłem, aby zobaczyć, czy nie pali się wóz. Nie palił się. Byłem cały mokry. Odeszły mnie siły, byłem niezdolny do walki, byłem odsłonięty, bezbronny. Siedziałem na piachu, mdliło mnie. Naokoło wszystko było obce. Niebo i drzewa obce. Obce wzgórza i pola manioku. Nie mogłem dłużej tu zostać, więc pojechałem, dotarłem do miasteczka, które nazywa się Idiroko. Przy wjeździe stał posterunek policji, tam się zatrzymałem. Policjanci siedzieli na ławce. Dali mi się obmyć i ogarnąć.

Chciałem wrócić do Lagos, ale nie mogłem wrócić sam. Komendant zaczął organizować eskortę. Ale policjanci bali się jechać w pojedynkę. Trzeba było gdzieś pożyczyć wóz, więc komendant poszedł do miasteczka. Siedziałem na ławce i czytałem ?Nigerian Tribune? - gazetę UPGA. Cała gazeta poświęcona była działalności partii oraz metodom, jakimi partia walczy o władzę. ?W dalszym ciągu - czytałem - trwa nasza gniewna walka. M.in. nasi aktywiści spalili żywcem ośmioletnią uczennicę Janet Bosede Ojo z Ikere. Ojciec dziewczynki głosował na NNDP?. Czytałem dalej: ?W Ilesha został żywcem spalony farmer Alek Aleke. Grupa aktywistów zastosowała wobec niego metodę (, metoda zwana też tutaj <świecami UPGA>). Farmer wracał na swoje pole, kiedy aktywiści schwytali go i kazali mu rozebrać się do naga. Farmer rozebrał się, padł na kolana i błagał o litość. W tej pozycji został spryskany benzolem i spalony?. Cała gazeta była pełna takich doniesień. UPGA walczyła o władzę, płomień tej walki pochłaniał ludzi.

Komendant wrócił, ale bez samochodu. Wyznaczył trzech policjantów, którzy pojechali w moim wozie. Bali się jechać. W końcu wsiedli, wystawili karabiny przez okna i tak jechaliśmy jak w pancernym wozie. Przy pierwszej barierze dopalał się ogień, ale nie było już nikogo. Przy dwóch dalszych barierach praca szła na całego, ale widząc policję aktywiści nas przepuszczali. Policjanci nie pozwolili za nic zatrzymać wozu - nie chcieli zadzierać z aktywem. Rozumiałem ich - oni tu mieszkają i chcą żyć. Dzisiaj mieli karabiny, ale normalnie policja chodzi tu bez broni. Wielu policjantów zginęło w okolicy.

O zmierzchu byliśmy w Lagos. 1966 Ryszard Kapuściński
3 2 3