Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-04T14:33:32+01:00
O Odysei:
Po przetransportowaniu sprzętu do niewielkiej miejscowości Cabanaconde, skąd zdecydowali rozpocząć spływ, musieli zorganizować karawanę osłów, by przetransportować sprzęt na dno kanionu, 2 kilometry w dół, po wąskiej, górskiej ścieżce...
Przewidując, że spływ zajmie im 7 - 8 dni, na tyle przygotowali zapasy żywności (na więcej nie pozwalały zresztą fundusze ekspedycji, nie było też możliwości zakupienia prowiantu od ubogich Indian).
Sprzęt polskiej wyprawy składał się z 2 kajaków, którymi mieli płynąć kajakarze Piotr Chmieliński i Andrzej Piętowski. Pozostali uczestnicy: Jacek Bogucki, Stefan Danielski i Jerzy Majcherczyk, Krzysztof Kraśniewski mieli płynąć pontonem, na którego dnie umocowali 50 kg bagażu.
Rzeka wymagała od nich niesamowitej uwagi i szacunku. Na każdym - nieznanym metrze mogli się spotkać z nieznanym - mogły to być wiry i wciągające pod wodę odwoje, zwężenia, gdzie gwałtowny spadek nurtu nie pozwalał już na kontrolowany spływ, wodospady, podwodne głazy grożące rozpruciem kajaków i pontonu. Mogło się zdarzyć wszystko i - zdarzyło się - prawie wszystko! Płynęli nurtem górskiej rzeki, gdzie łatwiej było o bystrza V i VI klasy, niż spokojne fragmenty wody. Średni spadek terenu na 1 kilometr przekraczał często 50 metrów! Nie można było płynąć w zaplanowanym tempie, co stawiało pod znakiem zapytania możliwości wyżywienia członków ekspedycji w niezaplanowanym okresie.

Kajakarze płynęli przodem, starając się wybadać trudne fragmenty. Wielokrotnie obydwaj byli w wielkich tarapatach i tylko olbrzymiemu doświadczeniu mogą zawdzięczać to że nie skończyło się tragicznie. Płynęli we dwójkę, do czasu, kiedy kajak Andrzeja Piętowskiego został rozbity w strzępy i nie można było go posklejać. Andrzej musiał wtedy dosiąść się do pontonu, którego załodze również zdarzały się wywrotki. Drobnych otarć i skaleczeń nikt nie liczył.Wielokrotnie musieli przenosić sprzęt po kamiennych głazach, lub spuszczać go w dół na linach. Czasem znalezienie miejsca na biwak było niemożliwe. Spali wtedy śród skał. Często musieli łatać rozprute dno pontonu i sklejać kajaki. Bardzo przydały się doświadczenia z wcześniejszych dokonań - Colca nie pozwoliłaby się pokonać nowicjuszom. Chociaż również oni musieli zapłacić okup bogom wody. Dobrze, że skończyło się utratą kajaka, liny alpinistycznej, fragmentów odzieży i pieniędzy całej wyprawy. Gorzej, że brakowało żywności!
Pocieszające było to, że płynęli nadal. Wielkich doznań dostarczała sama rzeka. Takich widoków nie widział jeszcze nikt przed nimi. W najgłębszym miejscu ściany kanionu wznosiły się na prawym brzegu do wysokości 4 200 metrów! Jest to dwukrotna wysokość Wielkiego Kanionu Kolorado!
Należy podkreślić raz jeszcze, że eksploracja Kanionu Colca była możliwa jedynie dzięki wielkiemu doświadczeniu i zaangażowaniu całego polskiego zespołu!

a tego drugiego nie wiem