Odpowiedzi

2009-09-17T23:03:33+02:00
Od setek lat trwa dyskusja nad datą przyjęcia przez ludność mieszkającą na terenie Polski chrześcijaństwa. Oficjalną datę przyjęcia chrześci­jaństwa w naszym państwie podaje się zwyczajowo rok 966, jednak wraz z ciągłymi pracami archeologicznymi, które maja na celu odkrywanie przeszłości naszego kraju, pojawiają się wciąż nowe ślady poddające w wątpliwość oficjalną datę chrystianizacji Polski. Proces chrystianizacji ziem polskich rozpoczął się najprawdopodobniej blisko sto lat wcze­śniej i wiązał się z misją śww. Cyryla i Metodego. Apostołowie Słowian przyszli na świat w pierwszej połowie IX w. w Salonikach (starożytna Tessaloniki). Obaj bracia otrzymali bardzo staranne wykształcenie. Metody, zanim obrał życie zakonne, uzy­skał wysokie stanowisko administracyjne w Macedonii. Młodszy od niego Konstantyn (imię zakonne - Cyryl), został przyjacielem patriarchy Focjusza. Zyskał sobie przydomek „filozofa” i był dobrze widzia­ny na dworze cesarskim w Konstantyno­polu. Mimo to podążył śladami starszego brata i wybrał życie mnisze. To właśnie on jako pierwszy, rozpoczął działalność mi­syjną i w roku 855 udał się do Arabów, gdzie z wyznawcami islamu prowadził dys­putę o Świętej Trójcy. Pięć lat później, tym razem z Metodym, udał się do Chazarów, na skutek przysłanego stamtąd poselstwa z prośbą o misjonarzy. W 861 roku obaj bracia odnoszą duży sukces w Bułgarii, gdzie udaje im się ochrzcić księcia tego państwa - Borysa I. W świetle tych wyni­ków nie dziwi więc fakt, że gdy w dwa lata później władca Wielkich Moraw - Rościsław I, postanowił przyjąć chrześcijaństwo, cesarz bizantyjski, Michał III, przysłał do niego obu braci. Nie bez znaczenia był przy tym fakt, iż obaj doskonale władali języ­kiem słowiańskim
.
Po przybyciu na Morawy, śww. Cyryl i Metody wzięli się ostro do pracy. Najpierw założyli seminarium duchowne, a potem, po ułożeniu alfabetu, zajęli się tłumaczeniem Pisma Świętego na język słowiański. Alfa­bet przez nich stworzony jest nazywany „cyrylicą”- od imienia jednego z braci lub „głagolicą” - od słowiańskiego „głagoł” (słowo). Łagodne podejście do ludzi i fakt, że posługiwali się językiem zrozumiałym dla ogółu, szybko przysporzył im popular­ności. Widząc co się dzieje, biskupi niemiec­cy, w obawie przed ograniczeniem ich wła­snych wpływów, złożyli skargę w Rzymie. Należy w tym miejscu wspomnieć, że w owych czasach Kościół nie był jeszcze po­dzielony, toteż zwierzchnikiem obu braci, oprócz patriarchy Konstantynopola, był tak­że biskup Rzymu, któremu przysługiwał ty­tuł „Primus inter pares” („Pierwszy wśród równych”) i tym samym honorowe zwierzchnictwo nad światem chrześcijańskim. Głów­nym zarzutem stawianym Apostołom Sło­wian był język. Według ówczesnych pojęć tylko trzy języki nadawały się do liturgii: hebrajski, łacina i greka, zgodnie z napisami, które Poncjusz Piłat umieścił na Krzyżu Pańskim. Cyryl i Metody odparli atak twierdząc, iż takie rozumowanie jest niczym innym jak tylko „trójjęzyczną herezją Piła­ta”, a Boga można godnie chwalić w każ­dym języku. Papież uznał taką argumenta­cję i zaakceptował obrządek słowiański (jego następcy na przemian język ten uznawali, to znów opowiadali się przeciw niemu, aż w końcu definitywnie zakazali sprawowania li­turgii po słowiańsku). W trakcie pobytu w Rzymie Cyryl zmarł, a Metody, który powró­cił na Morawy, osadzony został przez roz­sierdzonych biskupów niemieckich na dwa i pół roku w więzieniu. W kilka lat później, po śmierci Metodego (885 r.), łacinnicy dopro­wadzili do usunięcia jego uczniów z terenu Wielkich Moraw.

Do dziś pozostaje kwestią otwartą, któ­ry z obrządków obaj bracia przetłumaczyli na język słowiański: łacińsko-rzymski czy też może grecko-bizantyjski? Sami Apostołowie Słowian byli Grekami i misjonarzami Konstantynopola, a więc bliższy był im obrzą­dek wschodni. Najprawdopodobniej jednak liturgia, którą stworzyli była mieszana: po części rzymska, a po części bizantyjska.

Naturalnie, można by w tym miejscu po­stawić pytanie: co to wszystko ma wspól­nego z naszym krajem, przecież powyższe fakty dotyczą państwa wielkomorawskiego? Okazuje się jednak, że ma i to wiele.

Jak pamiętamy z historii, tereny dzisiej­szej Polski były niegdyś zamieszkiwane przez różne grupy plemienne: Ślężan, Dziadoszan, Polan, itp. Jedno z najsilniejszych państewek stworzyli jednak Wiślanie zaj­mujący tereny obecnej Małopolski. To wła­śnie o ich władcy, w kontekście misji braci sołuńskich, wspomina „Żywot św. Metodego”: „Pogański książę bardzo potężny, sie­dząc w Wiśle (Wiślech) urągał chrześcija­nom i szkody im wyrządza!!, posławszy więc do niego rzekł Metody: dobrze byłoby, gdy­byś się dał ochrzcić dobrowolnie na swej ziemi, bo inaczej będziesz wzięty w niewo­lę i zmuszony przyjąć chrzest na ziemi cu­dzej; wspomnisz moje słowo; tak się też sta­ło”. Wkrótce potem Świętopełek podbił kraj Wiślan. Wraz z obcym wojskiem na ziemię polskie wkroczyli też misjonarze cyrylo-metodiańscy, by dokonać chrztu miejscowej lud­ności. Uratowało to ją od strasznej niedoli, gdyż według ówczesnych poglądów, każdy pojmany poganin mógł zostać sprzedany w niewolę, czego nie wolno było uczynić z czło­wiekiem spod znaku krzyża. Fakty powyż­sze potwierdza list arcybiskupa Theotmara z Salzburga z 900 r., w którym to autor skarży się papieżowi, że cały wschód (Małopolska) jest już nawrócony przez uczniów Metodego, wskutek czego misjonarze bawarscy nie mają tam co robić. Tak więc na przeszło sześćdziesiąt lat przed przyjęciem chrztu ła­cińskiego, całe południowe połacie naszego kraju były już schrystianizowane w obrząd­ku słowiańskim, będącym prekursorem reli­gii prawosławnej!

To, że pod koniec IX w. chrześcijań­stwo w Małopolsce było faktem dokona­nym, potwierdzają też odkrycia archeolo­giczne. W 1954 r. w Wiślicy odkopano szczątki niewielkiego kościółka z epoki przedromańskiej. Pod jego północną ścia­ną odkryto gipsowe dno chrzcielnicy, któ­ra stanowiła wsparcie całej konstrukcji. Skoro użyto jej jako fundamentu oznacza to, że od dłuższego czasu musiała być nie używana. Ponieważ kościół pochodził z X w., więc samo baptysterium wykorzystywano dużo wcześniej, gdzieś na początku stule­cia. A na początku stulecia na tych tere­nach istniał tylko obrządek słowiański. Tak więc fakt istnienia tej chrzcielnicy potwier­dza tezę o masowym rozprzestrzenieniu się chrześcijaństwa w jego wschodnim rycie. Także w Krakowie odnaleziono ślady ar­cheologiczne dowodzące obecności w tym mieście obrządku innego niż łaciński. W 1961 r. odkryto pod kościołem św. Salwatora na Zwierzyńcu podobną do wiślickiej czworokątną budowlę z absydą, co jeszcze bardziej może utwierdzać nas w przekona­niu, że znajdujemy się na gruncie tej samej tradycji. Obok reliktów budowli sakralnych, na Śląsku archeologowie natrafili na groby biskupów niełacińskiego obrządku z X w. Jeden z hierarchów w skostniałych palcach dzierżył wschodnią ikonę. Również resztki szat liturgicznych wskazywały na bizantyj­skie powiązania. Co ciekawe, podobne gro­by odnaleziono także na Wawelu.

Nowy władca Wielkich Moraw, Świę­topełek I zdecydował się zlikwidować ob­rządek słowiański i przyjąć misjonarzy ła­cińskich. Po śmierci Metodego wypędził jego uczniów z kraju. Część z nich jednak pozostała i w kilka lat później, po upadku państwa wielkomorawskiego, schroniła się w chrystianizowanej już od dłuższego cza­su Małopolsce. Jeden z nich - arcybiskup Gorazd, wyznaczony na następcę Metode­go, osiadł w Wiślicy i z niej kierował rozle­głą metropolią słowiańską. Stamtąd wysyłał swoich misjonarzy na północ, wschód i zachód. Być może to właśnie oni byli ta­jemniczymi wędrowcami, o których wspo­mina kronika Galia Anonima w opowieści o szlachetnym i gościnnym Piaście Koło­dzieju. Jeżeli w istocie tak było, oznaczało by to, iż obrządek słowiański rozprzestrze­nił się na znacznie większe połacie naszego kraju. Z uwagi na skąpe źródła pisane pochodzące z tamtego okresu, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy rzeczywiście tak się stało. Średniowieczni kronikarze związani z tradycją łacińską, starali się za wszelką cenę zatrzeć ślady świadczące o obecności nurtu słowiańskiego w początkach chrześcijaństwa polskiego. Nawet za cenę fałszerstw. Dzisiaj możemy więc opierać się jedynie na wyko­paliskach archeologicznych.

Oprócz wspomnianych już odkryć w Wiślicy, na Śląsku i na Wawelu dowodem na istnienie obrządku wschodniego pod koniec X w. jest także „Katalog biskupów krakowskich”, w którym na pierwszym miejscu figurują Prochor i Prokulf. Oba imiona są pochodzenia słowiańskiego. In­nym dowodem jest informacja podana w kronice Galia Anonima o istnieniu w Pol­sce w czasach Bolesława Chrobrego dwóch metropolii. Według średniowiecznych po­jęć, gdy jakieś księstwo czy królestwo przyj­mowało chrześcijaństwo, na jego terenie ustanawiano jedno arcybiskupstwo, które swymi granicami obejmowało całe państwo. Skąd więc w Polsce druga metropolia? Je­dyną logiczną odpowiedzią jest fakt istnie­nia dwóch obrządków chrześcijańskich. Zakończeniem procesu chrystianizacji ziem polskich było przyjęcie przez Miesz­ka I chrztu łacińskiego w roku 966. Krok ten zadecydował o ostatecznym obliczu chrześcijaństwa polskiego i jego stopniowym rozprzestrzenieniu się na terytorium całego państwa.

Wszystkie powyższe fakty świadczą o tym, iż prawosławie na ziemiach polskich nie jest wyznaniem obcym. Towarzyszy ono Polsce od zarania dziejów i ma tutaj niewątpliwie swoje stałe miejsce, natomiast śww. Cyryl i Metody powinni zawsze pozostawać w naszej pamięci jako „Oświeciciele Słowian” i patroni narodów wywodzących się ze wspólnego słowiańskiego korzenia.