Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-04T20:16:24+01:00
Robotnik nr 223231 - dla przyjaciół Aleks, choć androidy raczej nie posiadały imion - wszedł do zimnego, rozległego pomieszczenia. Po ścianach ciągnęły się kilometry kabli, przewodów i łańcuchów, z sufitu zwieszały się monitory wyświetlające rzędy cyferek, z których niewiele rozumiał. Pośrodku pokoju stało coś, co wyglądało jak staromodna szafa. Dwudziesty, może dwudziesty pierwszy wiek. Dawno już takich nie było. Do niej biegły ze wszystkich stron rurki, kabelki i promienie laserów. Obok niej krzątał się Naczelny Naukowiec. Coś przestawiał, wciskał guziki na licznych klawiaturach stojących luzem bądź podłączonych do buczących cicho komputerów, przełączał, wyjmował jedną część po to, by natychmiast włożyć ją gdzie indziej.
- Niech żyje Galaktyka! - przywitał się Robotnik, wyciągając rękę w geście pozdrowienia.
- Niech żyje, niech żyje - mruknął na odczepnego Naukowiec, nie odrywając wzroku od kabli i migających diod.
- Naczelne Dowództwo się niecierpliwi - oznajmił android, podchodząc bliżej. - Kiedy to coś będzie gotowe?
- Nie coś! - obruszył się staruszek, przygładzając nieco rozczochrane włosy. - Odmładzarka!
- Mniejsza. Kiedy będzie gotowa?
Naukowiec nie odpowiedział. Wyjął jeszcze kilka części, włożył kilka innych, błysnęło kilka światełek, coś zabuczało, zamruczało - i z "szafy" buchnął tuman pary.
- Właśnie skończyłem - odparł z dumą, wycierając pot z pomarszczonego czoła. - Idź, Aleks, powiedz im, że mogą zacząć zwozić pacjentów.
- "Aleks" jestem dla przyjaciół - burknął. - Nie dla ciebie, starcze.
- Ty nie masz przyjaciół - Naukowiec uśmiechnął się pobłażliwie. - Nikt nie ma przyjaciół. Nawet mój Wehikuł Czasu nie pomógł w tej kwestii. Ludzie zatracili bezpowrotnie zdolność przyjaźni i chyba nie dadzą rady znów się jej nauczyć.
Przez chwilę panowała cisza. Staruszek podszedł do jednego z komputerów i zaczął coś pisać, szybko przebierając palcami. Robotnik nr 223231 nie mógł nadążyć wzrokiem za naciskanymi przyciskami.
- W zasadzie, jak to działa? - spytał, chcąc trochę rozluźnić atmosferę.
- Wolisz wersję krótszą, czy dłuższą? - odpowiedział pytaniem Naukowiec, uśmiechając się drwiąco.
- Krótszą.
- Najprościej mówiąc... - skończył pisać i wstał. - Wchodzisz do środka - poklepał ścianę szafy - ja włączam maszynę, ustawiam lata tym pokrętłem - wskazał na jedno z licznych - po pięciu minutach wychodzisz. Młodszy o tyle lat, o ile ustawiłem.
- To cudowne! - Robotnikowi bardzo się podobało. - Czy to recepta na nieśmiertelność?
- Nie wiem - Naukowiec westchnął. - Zobaczymy.
Robotnik wyszedł, by ogłosić Naczelnemu Dowództwu Galaktyki radosną wieść. Wreszcie ludzie będą mogli być wiecznie młodzi i piękni. Doskonali. Tacy, jakimi zawsze chcieli być.
- Ech... - Naukowiec westchnął, siadając w fotelu, zdejmując okulary i podpierając siwą głowę na ręku. - Co oni chcą tym osiągnąć... po co... - wstał i podszedł do okna, zrobionego z pancernego szkła. Na zewnątrz rozciągała się panorama międzygalaktycznego miasta. Wśród zawieszonych w powietrzu domów ślizgały się statki kosmiczne. Na horyzoncie, za kopułą, błyskały gwiazdy i szlak Drogi Mlecznej. Najmocniej świeciło sztuczne słońce, które ochroniło ludzkość przed zagładą, gdy naturalna gwiazda wyczerpała swe paliwo i spuchła, pochłaniając Ziemię. Ci, którzy przetrwali, starzeli się bardzo szybko. A dzieci rodziły się coraz rzadziej. Powoli zamykano szkoły i przedszkola. Receptą na to miał być wynalazek Naczelnego Naukowca.
- Odmłodzą się, znów dorosną, znów się zestarzeją, znów się odmłodzą... - westchnął. - I ludzkość nigdy nie wyginie.
Ale za jaką cenę?
4 3 4