Odpowiedzi

2009-09-20T12:40:05+02:00
Noe zapowiadał, ale słuchać się nam nie chciało. Pewnego słonecznego dnia tak jak zawsze rano wyszedłem nad rzekę łowić ryby. Po złapaniu dwóch poczułem kroplę deszczu na czubku mojego nosa. Pewne znowu będzie padać. Wtem kolejne i kolejne krople kapały na moje ubranie i ciało. Spojrzałem na rzekę, w odbiciu zobaczyłem straszne chmury i machinalnie zwróciłem swoja głowę na niebo słysząc okropny trzask. Z każdej strony świata piętrzyły się czarne chmury, które zmieniały się na białe po kolejnych błyskawicach. Rozpadało się na dobre. Uciekłem do domu. Lało, grzmiało, moja rodzina i ja byliśmy przerażeni. Takiej burzy ani ja, ani mój ojciec, a nawet dziadek nigdy nie widział! Z każdej strony huk jak stu gromów, błysk. Ku końcowi to wszystko się nie miało. Bałem sie. KAżdy by się bał. Padliśmy na kolana i poczęliśmy się modlić. Do Boga. Wtem zerwał się wicher ogromny porywając drzewa i wózki, stragany ludzi. Koniec świata. Patrząc w niebo miało się wrażenie jakby zaraz spadło na ciebie. Cały świat opanowała ciemność. Deszcz wciąż lał, a ilośc wody w rzekach gwałtownie rosła. Po czym wylały. Nasze pola zostały zalane. Straciliśmy głowne źródło utrzymania. Stan wody znacznie się podwyższał dosięgnał naszych domostw. Uciekliśm,y na dach. Przemoczeni do suchej nitki patrzyliśmy na naszych sąsiadów koczuj.acych również jak my na dachu. A nasze oczy były przerazone. Woda dosięgała dachu i juz nas dotykala. Wszędzie woda. Zmówiliśmy ostanie modlitwy i żywiół pochłonął i nas. Jescze przez chwilę utrzymywaliśmy się na powierzchni, jednak sił nie starczyło.