Odpowiedzi

2010-01-05T18:33:26+01:00
Stasiu, jesteś bohaterem książki, której akcja toczy

się w Afryce. Powiedz, jak to się stało, że ty, syn polskiego inżyniera, znalazłeś się na tym

kontynencie.

Staś: Rzeczywiście Afryka, a w szczególności Egipt to właściwie moja ojczyzna. Tu się

urodziłem w Port – Saidzie. Mój ojciec uczestniczył w 1863 roku w powstaniu styczniowym

w Polsce i za to został zesłany na Sybir przez władze carskie. Udało mu się uciec z Rosji i

przedostał się za granicę. To świetny inżynier, więc szybko przyjęto go do pracy w

angielskiej firmie budującej kanały. I tak tata trafił do Port – Saidu, gdzie pracuje przy

budowie Kanału Sueskiego.

Dz: A twoja matka?

S: Mama niestety nie żyje. Była Francuzką. Właściwie to wcale jej nie znałem. Zmarła tuż po

moich urodzinach.

Dz: podobno nazywają cię dzieckiem pustyni. Skąd się wzięło to określenie?

S: Koledzy taty mnie tak nazwali. Od maleńkości nie umiałem usiedzieć na jednym miejscu.

Wciąż biegałem po pustyni. Wszędzie mnie było pełno. Tata mi na to pozwalał, bo bawiłem

się z arabskimi dziećmi i uczyłem się ich języka. No, a poza tym ruch to zdrowie!

Dz: Ale arabski to nie jedyny język, jaki znasz, prawda?

S: Tak. Dobrze mówię po angielsku. Chodzę przecież do angielskiej szkoły. Znam też

francuski i oczywiście polski. Tata bardzo dba o to, bym nie zapomniał mowy moich

przodków. Z Murzynami też się dogaduję. Poznałem ich język bardzo dobrze w czasie

wędrówki po Afryce.

Dz: Co robisz poza nauką? Masz jakieś hobby?

S: Uwielbiam spędzać wolny czas aktywnie. Jeżdżę konno albo pływam. Arabowie mówią, że

jestem najlepszym pływakiem w Port – Saidzie. Lubię też strzelać, najczęściej do dzikich

kaczek. Moim największym marzeniem był własny sztucer. Tata podarował mi go na

gwiazdkę. Później bardzo mi się przydał, kiedy wędrowaliśmy w dżungli.

Dz: Dużo czasu spędzasz też z Nel.

S: Tak. Nasi ojcowie razem pracują, przyjaźnią się. Nasze domy są obok siebie. Trudno,

żebyśmy nie spędzali wspólnie czasu. Nel to jednak jeszcze mała dziewczynka. Ma dopiero 8

lat i kiedy jest pod moją opieką, muszę wymyślać różne zabawy. Najczęściej wcielam się w

jej dzielnego rycerza i bronię przed każdym wrogiem. Choć przyznaję, że nie jest to

wymarzone zajęcie dla takiego chłopaka jak ja.

Dz: Los sprawił, że rolę obrońcy Nel musiałeś odegrać naprawdę. Bardzo się bałeś

porywaczy?

S: Właściwie to nie miałem czasu zastanawiać się nad tym. Porwanie było dla mnie szokiem,

ale szybko przystosowałem się do tej sytuacji i próbowałem oszukać porywaczy i uciec.

Niestety nie udawało mi się to.

Dz: W końcu ich zabiłeś. To chyba dramatyczne przeżycie dla 14 – latka?

S: Tak. Czułem się fatalnie. Traktowali nas okropnie, zwłaszcza Gebhr, ale żadnego z nich

nie nienawidziłem do tego stopnia, by zabić. To był po prostu moment. Musiałem podjąć

błyskawiczną decyzję. Albo nasza wolność albo ich życie.

Dz: Wahałeś się?

S: Tak, ale przez sekundę. Wiedziałem, że nie ma innej możliwości uwolnienia nas.

Dz: Później czyhało na was mnóstwo niebezpieczeństw w dzikiej dżungli. Miałeś chwile

zwątpienia czy zawsze wierzyłeś, że wrócicie do domu?

S: Oczywiście, że wątpiłem, ale musiałem z tym walczyć. Nie mogłem dać po sobie poznać,

że czuję się bezradny. Nel by tego nie przeżyła. Ona tak bezgranicznie mi ufała, że przy niej

musiałem zawsze być pełen wiary w powodzenie naszej wędrówki. Zresztą opatrzność chyba

nad nami czuwała. Zawsze zdarzało się coś, co nam pomagało. Nawet wtedy, gdy myślałem ,

że Nel umrze na febrę, ni stąd ni zowąd odnalazłem obóz Lindego i przywiozłem na czas

chininę.

Dz: Którą z przygód uważasz za najniebezpieczniejszą?

S: Wszyscy pewnie myślą, że opowiem teraz o zabiciu lwa albo o wędrówce nocą przez

dżunglę. Nie, to nie było najstraszniejsze. Pewnie mi nie uwierzycie, ale najbardziej bałem się

spotkania z Mahdim. Nie mogłem przyjąć jego wiary, choć dobrze wiedziałem, co nam grozi.

Stojąc przed nim, czułem, jak ocieram się o śmierć. Wystarczyło jedno jego słowo, a

bylibyśmy martwi. Kiedy w końcu powiedział, że mamy jechać do Smaina, poczułem się,

jakby darowano mi drugie życie.

Dz: Nie masz dość Afryki po tych wszystkich przygodach?

S: Nie, skądże. Co prawda niedługo wyjeżdżam z tatą do Europy, bo kończy on już pracę

przy budowie kanału, ale do Afryki chętnie wrócę, choćby po to, by odwiedzić Kinga.

Zostawiliśmy go przecież w Mombasie i teraz trochę za nim tęsknimy. Mam też nadzieję, że

jeszcze kiedyś zobaczę Kalego. To naprawdę niesamowity przyjaciel. Wśród Wa – himów z

pewnością moglibyśmy spędzić ciekawe wakacje.

Dz: Dziękuję ci za rozmowę. (dziennikarz wstaje i podaje rękę Stasiowi) Moim i państwa

gościem był Staś Tarkowski, bohater książki „W pustyni i w puszczy”.

Oklaski widowni. Obaj chłopcy wychodzą. W tle znów słychać fragment piosenki „Rzeka

marzeń”.