Odpowiedzi

2010-01-08T19:44:02+01:00
Były wakacje. Pewnego deszczowego, okropnego dnia, wraz z moimi dwoma najlepszymi kolegami siedzieliśmy w rejonowej bibliotece. Postanowiliśmy w wakacje przeżyć jakąś fascynującą przogodę. Chcieliśmy zwiedzić zamek, szukaliśmy w przewodnikach turystycznych.Wreszczie ustaliliśmy, że będzie to zamek w Ludwikowie.

- To wymarzone miejsce na naszą wakacyjną przygodę. Według przewodnika w zamku jest hotel, restauracja i sklep z pamiątkami- powiedziałem zachwycony

- Owszem, powinniśmy tam pojechać! - odparł Daniel

- Wy chyba zwariowaliście! Chcecie wakację spędzić w jakimś upiornym zamku - krzyknął jak zawsze tchórzliwy Jakub.

- No wiesz, jak nie chcesz, to nie musisz z nami jechać, poradzimy sobie bez ciebie -odparliśmy- wiedząc, że Jakub nie będzie miał wyboru i pojedzie z nami.

- Jak zwykle macie na mnie sposób. Tym razem też wam się udało. Kiedy wyjeżdzamy?

- Za dwa dni. Pojedziemy autkiem Daniela. Spotkamy się przed jego domem o 16.30 - odpowiedziałem

- W takim razie do zobaczenia w piątek - powiedzieli razem Daniel i Jakub. Podczas podróży rozpętała się okropna burza. Chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Daniel był świetnym kierowcą, więc szybko nam się to udało.

- Wreszcie jesteśmy na miejscu, już prawie zasnąłem w samochodzie! - Jak zwykle narzekał Jakub.

- Jeżeli nie chcesz przemoknąć to lepiej bierz swoje bagaże i chodźmy do zamku, hotelu - odpowiedziałem.

- Wojtek ma rację - poparł mnie Daniel.

Po paru minutach byliśmy u wejścia do zamku. Zapukaliśmy. Otworzyła nam bardzo miła pani. Okazało się, że w hotelu oprócz nas nie ma nikogo. Nie pytaliśmy dlaczego, bowiem byliśmy zmęczeni i chcieliśmy jak najszybciej się położyć. Obsługa wskazała nam pokój.

- Jak wam się tu podoba? - zapytałem moich przyjaciół.

Po raz pierwszy w życiu usłyszałem, że Jakub był w dobrym nastroju, a o Danielu chyba nie muszę mówić, bo to oczywiste, że mu się podobało. W ubraniach położyliśmy się na łóżkach

Zaczęliśmy snuć plany na jutrzejszy dzień.

- Jak ci się wydaje, dlaczego w tym hotelu nikt nie mieszka? - zapytał mnie Daniel.

- Nie wiem, zapytajmy gospodyni.

Wszyscy poparli mój pomysł, dlatego zeszliśmy poszukać gospodyni. Wreszcie znaleźliśmy ją.

Gospodyni powiedziała, że w hotelu nikt nie mieszka, ponieważ jakiś duch prześladuje zamek. Ostatnio zdemolował restaurację. Najgorsze jest to, że porwał córkę gospodyni.

Gdy tylko właścicielka zaczynała o tym mówić, to od razu zaczynała płakać. Powiedziałem jej, żeby się nie martwiła, bo spróbujemy jej pomóc. Dała nam możliwość przeszukania całego zamku i powiedziała, że możemy mieszkać tu za darmo. Po minie Jakuba wywnioskowałem, że znów zacznie narzekać. Gdy wróciliśmy do pokoju, Jakub wykrzyknął:

- Co ty znów wymyśliłeś, mam już dość twoich szalonych pomysłów, niedosyć, że wyciągnąłeś mnie do jakiegoś ohydnego zamku to jeszcze masz zamiar bawić się w detektywa. Przepraszam, że ci to mówię Wojtku, ale chyba upadłeś na głowę.

- A wy co, znowu się kłócicie? Moim zdaniem Wojtek dobrze zrobił oferując tej kobiecie pomoc. W końcu przyjechaliśmy tu, żeby zaznać jakiś przygód, a ty znów narzekasz, a w dodatku obrażasz Wojtka - wstawił się za mną Daniel

- Przepraszam, chyba znowu mną poniosło.

Podszedł do mnie i podał mi rękę. Ja oczywiście wcale się nie pogniewałem.

Po tak burzliwych wydarzenich pierwszego dnia poszliśmy spać ....

Następnego dnia zaczęliśmy dochodzenie. Pierwszym naszym krokiem było wybranie się do sali tronowej. W tamtym pomieszceniu nic nie znaleźliśmy. Doszliśmy tylko do tego, że w tronie brakuje jednego z kryształów. Następnie udaliśmy się do południowej części zamku.

Tam spotkaliśmy rycerza Ludwika.

- Hej! Wy tam! Pomóżcie mi, całe moja zbroja wypadła z szafy na mnie. Od kilku godzin się z tym męczę.

- Dobrze, zraz ci pomożemy.

Po paru minutach rycerz odzyskał wolność.

- Muszę wam się odwdzięczyć. Po co tu przyjechaliście?

- Chcemy wyjawić tajemnicę ducha zamku i odnaleźć córkę gospodyni.

- Dam wam wskazówkę! Musicie iść do zbrojowni, tam znajdziecie ściereczkę, dajcie ją gospodyni, a otrzymacie wskazówkę!

- Dzięki! Jesteś super!- odpowiedzieliśmy w pośpiechu.

Po godzinie odnaleźliśmy zbrojownię.

- No, jesteśmy- powiedział Daniel

- Ciarki mi chodzą po plecach odkąd tu weszliśmy- znów narzekał Jakub.

- Zobaczcie, jest ściereczka!- krzyknąłem podekscytowany

Podnieśliśmy ściereczkę i już mieliśmy wychodzić, gdy nagle za naszymi plecami ktoś powiedział strasznym głosem:

- Odłóżcie ściereczkę i nie wtykajcie nosa w nieswoje sprawy, bo inaczej będziecie mieli kłopoty.

-Tttto duch!- Krzyknęliśmy i ze ściereczką w ręku zaczęliśmy uciekać.

Po długim biegu znaleźliśmy się znowu przed zamkiem.

- Lepiej stąd wyjeżdżajmy- powiedział oszołomiony Jakub.

- Ani mi się śni!-krzyknąłem.

- Proponuję głosowanie- odparł Daniel.

Po kilku minutach wracaliśmy do zamku. Postanowiliśmy pójść do pokoju gospodyni i oddać jej ściereczkę, tak jak mówił rycerz Ludwik. Zastaliśmy gospodynię w nieco lepszym humorze.

-Witajcie chłopcy, jak tam sobie radzicie?

- Dobrze proszę pani- odparliśmy.

-Właściwie to my tu przyszliśmy, żeby oddać pani ściereczkę. Rycerz Ludwik powiedział nam, że jest pani potrzebna. Proszę- powiedziałem oddając ściereczkę.

-Bardzo wam dziękuję. Przez cały dzień jej szukałam. Muszę was wynagrodzić, macie tu 7 złoty. Więcej nie mam.

- Bardzo dziękujemy.

Postanowiliśmy coś sobie kupić za te 7 złoty. Poszliśmy do sklepu, który był na terenie zamku.

-Ja bym radził kupić butelkę Coli, w końcu chodzimy na długie wędrówki po zamku, więc przyda się do picia- powiedziałem.

Wszyscy mnie poparli. Jeszcze nie wiedzieliśmy jak nam się ta butelka przyda....

Jakub z Danielem chcieli coś zjeść, więc poszliśmy do restauracji. Zobaczyliśmy na własne oczy, co może zrobić duch. Restauracja była rzeczywiści zdemolowana. Kelnerka zaprosiła nas do pomieszczenia służbowego, żebyśmy coś zjedli.

-Ta restauracja jest trochę zniszczona- powiedziałem.

- To przez tego strasznego ducha, wtargnął tu kiedyś i wszystko zniszczył- odpowiedziała kelnerka.

W tej samej chwili pojawił się właśnie ten przerażający duch. Teraz go widzieliśmy dokładnie, był srebrzysto-biały i miał okropne czarne oczy.

- Ostrzegałem was, ale nie posłuchaliście- powiedział gburowatym, przerażającym głosem.

W jednej chwili zbliżył się do Jakuba, złapał go i przemieścił w stronę sali tronowej. Próbowaliśmy go dogonić, ale on nam uciekł przenikając przez ścianę. To było niewiarygodne.

- Sami widzicie co się tu dzieje- powiedziała kelnerka.

- Owszem, jest niedobrze, ale proszę się nie przejmować, już chyba wiem co musimy zrobić- powiedziałem.

- Chodź Daniel, musimy iść.

Poszliśmy do zbrojowni.

- Pamiętasz ten stary posąg z którego wynurzył się duch, musimy go odsunąć- powiedziałem.

Okazało się, że posągu nie da się odsunąć.

- Już wiem, musimy polać ten posąg czymś tłustym, może wtedy pójdzie łatwiej!- wykrzyknąłem podekscytowany.

Pobiegliśmy do jadalni po olej. Po paru minutach byliśmy z powrotem przy posągu.

- Wylej z butelki olej na posąg- powiedziałem do Daniela.

Po wylaniu oleju spróbowaliśmy odsunąć posąg.

-Poszło jak z płatka!- wykrzyknął Daniel.

- Wygląda, że to tajne przejście, wchodźmy do środka!

W pomieszczeniu było ciemno, ponuro i strasznie, drzwi zatrzasnęły się, a przed nami pojawił się duch.

- No to mamy państwa dociekliwych- śmiał się wniebogłosy.

- Zapraszam, zapraszam, jest tu wasz przyjaciel.

Na środku sali ujrzeliśmy związanego Jakuba. Duch odleciał i zniknął. Odwiązaliśmy Jakuba i poszliśmy spróbować otworzyć drzwi. Drzwi ani drgnęły, a na dodatek przed nami pojawił się duch. Wyglądało na to, że się już stąd nie wydostaniemy. Chciało nam się pić i byliśmy głodni. Nagle przypomniałem sobie o butelce Coli w plecaku. Wypiliśmy po kilka łyków. Rozzłoszczony, pozostałością butelki rzuciłem w ducha. Duch zrobił się cały brązowy i zaczął się kurczyć, aż wreszcie zniknął. Pozostało tylko po nim brudne prześcieradło. Podniosłem prześcieradło, a pod nim leżała maleńka plastkikowa figurka do złudzenia przypominająca rycerza Ludwika. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Po zniknięciu ducha rycerza Ludwika drzwi same otworzyły się, a przed nami stanęła trochę od nas starsza dziewczyna, córka gospodyni.

- Cześć jestem Joasia. Mama zaprasza na podwieczorek szalonych detektywów.

Jak się później okazało Joasia wcale nie została porwana, tylko wyjechała po cichu z zamku na parę dni. Tak oto skończyła się ta historia. Duch został zdemaskowany i córka gospodyni odnalazła się.
1 1 1