Musze napisac na jutro na polski opowiadanie,list czy co kolwiek bo forma ma byc dowolna i temat tez tylko musza sie w nim znalezc takie slowka jak:orzekac, przygasac,salonowy,szpiczasty,rezim,rekomendacja,tafla,metamorfoza,witraz prosze pomuszcie:) pilne:):)

1

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-07T22:28:32+01:00
No to ja proponuję opowiadanie :)

Mała baletnica z chińskiej porcelany stała wytrwale na wierzchu pozytywki. Już od wielu godzin trzymała uniesioną w górę, porcelanową nóżkę.
Ogień w kominku już dawno przygasł, ostatnie żarzące się węgielki odbijały swe światło w paciorkowatych oczkach baletnicy.
Do pokoju wbiegł salonowy piesek Pani Darsi - mały York z czerwoną kokardką na głowie.
- Nadal stoisz na baczność? - pies przysiadł na czerwonym, puchatym dywanie.
- Jeszcze tylko parę godzin... Ona zaraz pójdzie spać - szepnęła baletniczka i zerknęła w stronę kominka - Zobacz która jest godzina?
York szczeknął na zgodę i szybciutko wybiegł do holu.
Stał tam piękny, mahoniowy zegar ze szpiczastymi wieżyczkami i kukułką. Tego typu sprzęty rekomendowały najlepsze sklepy z antykami. Pies przez chwilę wpatrywał się w zdobioną tarczę i oblizywał pyszczek myśląc intensywnie.
Zawsze mylił wskazówki... W końcu odczytał godzinę i merdając ogonem pobiegł do sypialni Pani Darsi.
- Za pół godziny będzie dziewiąta - szczeknął. Dostrzegł jak baletnicy drży nóżka z wyczerpania - No usiądź... Przecież ona nie zauważy...
Porcelanowa tancerka tylko pokręciła szybko głową.
Gdyby York miał ramiona, pewnie by nimi wzruszył z rezygnacją.
Podrapał się tylną łapą po głowie zrzucając koszmarną kokardę.
Wskoczył na wysokie łóżko z jedwabną, złotą pościelą i zanurzył w niej pyszczek.
- Jak cię tu zobaczy to dostaniesz baty - szepnęła baletniczka i wzdrygnęła się na myśl o panującym w domu reżimie.
- Ona nie była taka zawsze - zaskomlał York.
- Nie była? - zdziwiła się baletnica i aż opuściła nogę.
- Gdy umarł Pan Darsi, popadła w załamanie. Wtedy przeszła swoją pierwszą metamorfozę.
Próbowała rzucić się w wir prac i zapomnieć...
Nałogowo zaczęła haftować, grać na tym wielkim, czarnym instrumencie co stoi w salonie...
- Fortepianie - wpadła mu w słowo chińska figurka.
- Fortepianie - powtórzył pies i kontynuował - Często chodziła do kościoła, nie tylko w niedzielę... A potem zwiedzała antykwariaty i przynosiła... - zwierzę się zawahało i zerknęło lękliwie na baletnicę.
- Co przynosiła? - zainteresowała się tancereczka i przysiadła na brzegu pozytywki.
- Przynosiła coraz to nowe figurki - powiedział cichutko York.
Baletnica spojrzała ze strachem w czarne oczy psa.
- Jak to... nowe? Co się działo ze starymi? - wyszeptały jej różowiutkie usta a blade policzki zaróżowiły się.
- Twierdziła, że tamte się psuły... Ale one były całkiem dobre... To ona chciała mieć pretekst by kupić nowe...
Czoło baletnicy zmarszczyło się nieznacznie, jak tafla wody przy delikatnym wietrze.
- Nie rozumiem... Ale nie wiem czy chcę rozumieć... To wszystko co mówisz jest dziwne... Boję się właścicielki... Ona zawsze patrzy na mnie z lekką pogardą...
- W jej mniemaniu jesteś zbyt idealna - mruknął pies i ziewnął zakopując się głębiej w pościel.
- Naprawdę jestem? - zarumieniła się z zadowolenia chińska baletnica i poprawiła skrzącą, różową spódniczkę.
- Tak naprawdę trudno orzec, co rozumie się pod 'idealny' - powiedział powoli York.
Baletnica już otwierała usta by coś powiedzieć, gdy za witrażem wstawionym w drzwi do sypialni, zamajaczyła postać w wymyślnej fryzurze.
- Wróciła! - zdążył szczeknąć pies gdy do pokoju weszła Pani Darsi.
York nie zdążył zeskoczyć z łóżka a baletniczka stanąć w swojej idealnej pozycji. Zdążyła się tylko przewrócić i udawać, że leży tak od wielu godzin.
- Ty niewdzięczny darmozjadzie! - wykrzyknęła kobieta i ruszyła w stronę psa.
York szybko zeskoczył z łóżka i próbował uciekać przed rozwścieczoną właścicielką. Nie zdążył i oberwał boleśnie torebką po pyszczku.
Baletniczka zacisnęła powieki i syknęła gdy usłyszała wysoki pisk bólu ze strony jej jedynego przyjaciela.
- Wynocha na dwór brudny kundlu! - krzyczała na psa Pani Darsi.
Ale York nie myślał teraz o sobie.
Nie myślał o tym jak ciężka była torebka Pani Darsi, ani o tym, że musi spędzić kolejną noc na dworze jak zwykły przybłęda.
On teraz smucił się w myślach, bo wiedział jaki los czeka 'figurkę z defektem'...
Szybko uciekł do holu.
W tym czasie Pani Darsi podeszła do toaletki i zobaczyła leżącą tancereczkę. Spojrzała na nią z niesmakiem.
- Chińskie badziewie... Nawet ustać nie może - warknęła i chwyciła w jedną dłoń pozytywkę, a w drugą przestraszoną tancereczkę.
"Czy stanie się ze mną to samo, o czym mówił pies?"
Pani Darsi zobaczyła Yorka pod drzwiami wejściowymi.
Butem wypędziła go na dwór, gdy tylko otworzyła drzwi.
Podeszła do wielkich kontenerów na śmieci i wrzuciła baletniczkę do jednego z nich.
Gdy upadała, stłukła się jej jedna, śnieżnobiała nóżka.
Baletniczka zapłakała porcelanowymi łzami. Rozejrzała się.
Zewsząd była ciemność.
Nagle usłyszała cichy głosik:
- Wyrzuciło cię jakieś dziecko?
- Nie... - odpowiedziała cichutko i otarła łzy smukłą dłonią - Jestem figurką z wyimaginowanym defektem...