Odpowiedzi

2009-09-23T13:01:42+02:00
Zwierciadło, tak dziś powszechne, że prawie nie zwracamy na nie uwagi, jest nieodłącznym elementem współczesnego życia. Powszechnie wiadomo, że zwierciadła wykorzystuje współczesna nauka, medycyna, wojsko. Zwierciadło od niepamiętnych czasów towarzyszy człowiekowi, będąc jednym z najdawniejszych wynalazków ludzkości i tym samym stało się częścią jego kultury.
Na przestrzeni wieków zostało udoskonalone; z drobnej płytki miedzianej lub brązowej, łatwo śniedziejącej i matowiejącej, przeobraziło się z czasem w taflę powleczoną na odwrocie warstwą srebra lub aluminium, zdolną odbijać do 98 proc. światła. Z przedmiotu zbytku, dostępnego tylko dla nielicznych, będącego nieraz oznaką przynależności do klas wyższych, przemieniło się ono w przedmiot codziennego, powszechnego użytku. Porównania i obrazy związane ze zwierciadłem grały dużą rolę w poglądzie na świat niemal wszystkich kultur na przestrzeni wieków. Jednym z elementów tego poglądu na świat było pojmowanie przedmiotów widzialnych – zarówno rzeczywistych, jak i przedstawionych w malarstwie lub rzeźbie – jako znaków, symboli tego, co niewidzialne. Dla człowieka średniowiecznego przedmioty zmysłowe były „zwierciadłami”, w których odbijały się przedmioty niezmysłowe i nadzmysłowe. Zarówno Biblia, jak i cały świat widzialny były jednym wielkim zwierciadłem świata niewidzialnego. Pamiętając o tym, że lustra średniowieczne, podobnie jak lustra starożytne, dawały odbicia niezbyt czyste i wyraźne, odbicie jest zawsze czymś pośledniejszym od przedmiotu odbijającego się. Mimo to, w odbiciu zawiera się coś z przedmiotu odbijającego się. Coś z doskonałości i wspaniałości tego przedmiotu udziela się jego odbiciu.

Dlatego, być może, w XV i XVI wieku malarze niderlandzcy – wielbiciele rzeczywistości i miłośnicy szczegółów widzianych z bliska – tak często przedstawiali w swych obrazach zwierciadła. Lustro musiało ich pociągać szczególnie swym zmysłowym czarem. Jako malarze byli oni miłośnikami świateł i kolorów, wszystkiego co połyskliwe i błyszczące. Pławili się w przedstawianiu refleksów świetlnych na gładkich powierzchniach mosiężnych dzbanów lub kryształowych karafek. Tym bardziej musiały ich pociągać odbicia rzeczy w polerowanej tafli zwierciadła, powstająca tutaj gra barw i blasków. Budzi nasz zachwyt maestria z jaką przedstawiali w obrazie przedmiot i jego odbicie, oraz ukazywanie jakiejś rzeczy z jeszcze innego punktu widzenia, z jeszcze jednej strony, na przykład tej samej postaci od przodu i od tyłu, lub tej samej głowy na wprost i z profilu. Najciekawsze wydaje się wprowadzenie do obrazu przy pomocy odbicia w zwierciadle postaci lub rzeczy znajdujących się poza przestrzenią przedstawioną w obrazie, jak gdyby przed obrazem. W słynnym obrazie Jana van Eycka przedstawiającym Zaślubiny Arnolfinich, widzimy wiszące w głębi pokoju na ścianie wypukłe lustro, w którym odbija się wyraźnie nie tylko para małżonków, ale także część pokoju.

Taki właśnie sposób wprowadzenia do obrazu za pomocą odbicia w zwierciadle postaci i rzeczy znajdujących się poza przestrzenią przedstawioną, wykorzystał dwa wieki później Velazquez w obrazie Damy dworu, włączając do obrazu, przy pomocy odbicia w lustrze, parę królewską. Podobnie czterysta lat później wykorzysta ten efekt Manet w Barze w Follies Bergères, ukazując wielką i zatłoczoną ludzkimi postaciami salę baru. Można by przytaczać niezliczone przykłady wzięte z malarstwa każdej niemal epoki.

Zastosowanie porównań i obrazów związanych z lustrem znajdujemy także na terenie literatury. Średniowieczni pisarze – by nie sięgać czasów dawniejszych – używali równie często obrazów i porównań związanych z lustrem, nadając im nieco inny sens niż na przykład pisarze renesansu. Dla tych pierwszych, to, co widzialne, było „zwierciadłem” tego, co niewidzialne. Renesans wymagał od sztuki zwierciadlanego odbicia natury lub rzeczywistości, w jej wymiarze postrzegalnym, danym w doświadczeniu. Wyrazu „zwierciadło” używano w znaczeniu wiernego opisu czy wiernego obrazu. Przykładem może być tytuł dzieła Mikołaja Reja z 1567 roku: Zwierciadło albo kształt, w którym każdy snadnie się może swym sprawom jako w zwierciadle przypatrzyć.

Również teatr tamtych czasów miał być odzwierciedleniem natury. Około roku 1600 Shakespeare włożył w usta Hamleta znaną kwestię, w której stawia teatrowi za zadanie odzwierciedlanie natury: ...abyś nie przekroczył granic natury: wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwne jest zamiarowi teatru, którego przeznaczeniem jak dawniej, tak i teraz było i jest służyć niejako za zwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno (Hamlet, akt III, scena 2). Także Shakespeare w Henryku (akt I, scena 2) nazwał Henryka V „zwierciadłem wszystkich królów chrześcijańskich”. Podobne porównanie teatru do zwierciadła poczynił prawie w tym samym czasie Lope de Vega: (...) wszystko co widzimy w rzeczywistości, cała mieszanina strachu i śmiechu, smutku, radości i zła (...) stoi jak zwierciadło przed nami i w nim każdy może zobaczyć siebie twarzą w twarz – głupiec i mędrzec, starzec i młodzieniec, król i niewolnik, mąż i żona, dziewica i wdowa.

Ludzie Baroku i Rokoka lubili zwierciadła ze względu na osiągane dzięki nim efekty przestrzenno-wzrokowe: wielkie zwierciadła ścienne powiększały pozornie głębię pomieszczenia, rozszerzały ją niemal w nieskończoność. Ustawiane często naprzeciw siebie, nieraz pod kątem, odbijały przedmioty, stiuki, plafony, porcelanę – w sposób zaskakujący i nieobliczalny roztaczały w świetle dziennym lub przy blasku świec migotliwą grę świateł i połysków, zacierały granice, wytwarzały swoistą tajemniczość, pewną nieprzejrzystość optyczną i intelektualną, wabiącą oko i niepokojącą umysł. Sale zwierciadlane miały przy tym urok niespodzianki. Dzięki rozmieszczonym w różnych punktach lustrom można było ujrzeć nagle siebie w jakiejś niespodziewanej postawie, przegięciu, skrócie. Upodobanie do tego co nieprzejrzyste, nieuchwytne, „malarskie”, daje się zauważyć również w zastosowaniu sadzawek przed fasadami pałacowymi: odbicie bryły budynku pałacowego w lustrze wody czyniły je ruchomymi, falującymi, drgającymi.

Człowiek przeglądający się w lustrze, człowiek wpatrzony w swe własne odbicie, zafascynowany nim, jest jednym z odwiecznych tematów malarstwa, liryki i powieści. Szukamy zwierciadeł, aby oglądać naszą urodę, luster z wody, ze szkła albo z kochających oczu – mówi Zofia Nałkowska w powieści Lustra. Czasami ktoś zwraca się do lustra po to, by dzięki niemu poznać lepiej samego siebie, swoją powierzchowność, postawę, wyraz twarzy; czasem po to, by uświadomić sobie, jak go widzą inni, niekiedy po to, by poprzez swą powierzchowność wniknąć głębiej we własną duszę, zadać sobie pytanie „kim jestem?”.

Twarz ludzka, tak jak ciało, nie jest nigdy całkowicie symetryczna. Widok odwrócony własnej postaci i własnej twarzy, jaki spostrzegamy patrząc w lustro, sprawia inne wrażenie, niż widok naszej twarzy i postaci, jaki ma ktoś, kto patrzy na nas bezpośrednio. Widzimy siebie inaczej, niż nas widzą inni. Lustro umożliwia nam oglądanie samych siebie i tym samym pomaga nam uświadomić sobie swą odrębność cielesną, oraz po części, psychiczną. Z drugiej strony – jakby nas rozdwaja: na tego, kto patrzy w lustro i na tego, kto się w nim odbija, i wobec drugiego człowieka, którego spostrzegamy w lustrze, możemy niekiedy przeżywać skomplikowane stany psychiczne. Motyw odbicia w zwierciadle zespala się z często spotykanym w literaturze światowej – z motywem sobowtóra.

Przyjrzyjmy się, w jaki sposób sztuka filmowa daje wyraz zainteresowaniu omawianym tematem. W niemym filmie z 1924 r. Portier z hotelu „Atlantic” Friedricha Murnaua, opowiadającym o tragicznej starości, refleksy świetlne odbijające się w szklanych szybach drzwi wejściowych jak w lustrze, odbijają tragedię starego portiera. Filmowa opowieść z 1941 roku – „Obywatel Kane” Orsona Wellesa, jest zwierciadłem odbijającym losy Ameryki pierwszego 40-lecia XX wieku. W scenie przesyconej tragizmem, bohater, po utracie ukochanej osoby, błąka się po wielkich lustrzanych salach pałacu; lustra odbijają i zwielokrotniają jego rozbicie wewnętrzne i tragedię tego człowieka. W innym filmie Orsona Wellesa „Dama z Szanghaju”, istnieje niezapomniana sekwencja, w której lustra stanowią filmowy środek wyrazu: lustra uchylne, ustawione pod różnymi kątami powodują, że sylwetki strzelających do siebie mężczyzn zaczynają żyć własnym życiem: przechodząc z jednego miejsca na drugie, ulegają podwojeniu, potrojeniu i zwielokrotnieniu, powodując wrażenie, że każdy z tych mężczyzn istnieje w wielu wymiarach, zjawia się w wielu miejscach jednocześnie. Kolejne chybione strzały rozpryskują lustrzane tafle na setki nowych, potłuczonych kawałeczków, wizerunków tych osób i tej już w końcu nierzeczywistej sytuacji. W filmie „Wstręt” – z 1963 r. Romana Polańskiego, w lustrze szafy pojawiają się postacie nieistniejące w rzeczywistości, będące wytworem chorej wyobraźni bohaterki. Lustro pokazuje tu rozdwojenie psychiczne bohaterki: osoba przeglądająca się w lustrze nie jest już tą samą, której obraz odbija się w lustrze. Lustro jest tu symbolem tego, co niewidzialne, a co, być może, tkwi ukryte głęboko w każdym z nas; zło tkwiące w każdym człowieku, zwierzę, zagrażające nie tylko sobie, ale i przypadkowo spotkanym ludziom. Film Andrieja Tarnowskiego „Zwierciadło” pokazując wewnętrzne życie człowieka, w którym przeszłość przeplata się z teraźniejszością, jak w zwierciadle pokazuje trzy czasy, w których żyje artysta. Jak w lustrze prawdy, które wiernie zachowuje, wchłania w siebie pamięć wszystkich odbitych w czasoprzestrzeni rzeczy, spraw i ludzi, takimi, jakimi są w istocie – to zwierciadło najwyższej próby.

W wielu kulturach na przestrzeni dziejów rozpowszechniona była wiara w moc zwierciadła. Etnologowie tłumaczą to zjawisko szczególnym rodzajem tego przedmiotu. Wiara w jego mądrość i wszechwiedzę tłumaczy się jego „doświadczeniem”, tym, że każde zwierciadło odbija, bierze w siebie, wchłania przecież tyle rzeczy, spraw i ludzi...
13 2 13