Odpowiedzi

2010-01-08T22:50:23+01:00


Stało się to, co musiało się stać. „Puls Biznesu” podaje, że wprowadzenie waluty europejskiej na początku 2009 roku nie spowodowało wzrostu inflacji na Słowacji. Sama operacja zmiany waluty doprowadziła do wzrostu poziomu cen o 0,15 punktu procentowego, czyli o coś niezauważalnego, pozostającego na poziomie błędu szacunku. Inflacja idzie na Słowacji swoim torem i nie ma wiele wspólnego ze zmianą waluty.



Na Słowacji powtórzył się więc wzorzec braku wpływu technicznej zmiany waluty na poziom cen. Jak wszędzie wynikało to z odpowiedniego przygotowania się kraju do tej skomplikowanej operacji. Tak jak na początku transformacji Słowacy uczyli się od Polski zasad prywatyzacji, tak my teraz możemy czerpać nauki z wprowadzania euro. Na korzystanie z doświadczeń innych krajów europejskich nie bardzo można liczyć – minęło bowiem już tyle czasu od tej operacji, że zdążono zapomnieć o jej szczegółach.



Jest więc czego zazdrościć Słowakom. Oczywiście euro-sceptycy powiedzą, że trzeba poczekać z oceną, że pojawił się efekt cappuccino. Przypominam że chodzi tu o zjawisko szybszego wzrostu cen artykułów tanich i często kupowanych niż pozostałych dóbr i usług. Doniesienia „Pulsu Biznesu” zaprzeczają pojawieniu się efektu cappuccino. Co ważniejsze, aż 83 procent Słowaków jest zadowolonych z nowej waluty.



Przy okazji stwierdzam powszechnie obserwowany fakt, że media wolą złe informacje od dobrych, zatem o zadowoleniu Słowaków z euro mało kto pisze. Znacznie więcej jest doniesień o obawach i zagrożeniach. Można odnieść wrażenie, że za pesymistycznymi informacjami o euro na Słowacji i nie tylko, stoją przeciwnicy wprowadzenia euro w Polsce.
1 1 1