Odpowiedzi

2010-01-09T12:24:33+01:00
Tuwim Julian

Zdarzenie na próbie


Na próbie rewii w pustym teatrze
Wiał z mrocznej sceny piwniczny chłód,
Komik, markując, trzy po trzy plótł
Rozśmieszające nikczemne słowa.
Nie było świateł, jaskrawych złud,
Nie było masek, pozorów umownych,
Zmyśleń czarownych wieczornej elektry,
Nie było magicznego, uwodnego spektru
Gorejącego w orkiestrze metaliczną łuną,
Nic.
Surowa była i grobowa
Głęboka scena kabaretowej rewii.
Komik bełkotał nagie, pieniężne słowa
Na tle wisielczej sznurowni
(Straszny jest teatr odarty z ułudy)
I pięćset krzeseł, audytorium nudy,
Zajęły smutne, bezforemne widma,
Chrząkające coraz wymowniej,
Że ta sala, jak na śmierć, jest za widna,
A jak na życie - zbyt ciemna.
Nie są to żadne alegorie ani metafory.
Dosłownie:
Zasiadły stłamszone pokrowce-upiory,
No i - fochy, pretensje, humory...
I zaczęły sączyć mżące, słotne światło,
Jak na neurastenię chore reflektory,
Albo inaczej:
Wszystkie zaczęły ćmić
Wilgotne papierosy z jesiennych, miejskich liści.
Albo tak:
Gazowe lampy owinięto krepą,
A dzwonom z mokrej waty
Kazano requiem bić.
Summa summarum:
Jak gdyby w lesie,
Na Litwie,
Listopadowym w deszcz wieczorem,
Po omacku, na oślep,
Chory.

Komik zeszedł ze sceny bez braw,
Zziębnięty. Tarł ręce.
- "Ależ tu jak w psiarni, dyrektorze"...
Nie widział upiornej gapy ani śmiertelnych spraw.
- "Tak, tak"... - odrzekłem. I nie odezwałem się już więcej.
Napływało szare, pochłaniające morze.
2010-01-09T12:24:37+01:00
Tuwim Julian

Zdarzenie na próbie


Na próbie rewii w pustym teatrze
Wiał z mrocznej sceny piwniczny chłód,
Komik, markując, trzy po trzy plótł
Rozśmieszające nikczemne słowa.
Nie było świateł, jaskrawych złud,
Nie było masek, pozorów umownych,
Zmyśleń czarownych wieczornej elektry,
Nie było magicznego, uwodnego spektru
Gorejącego w orkiestrze metaliczną łuną,
Nic.
Surowa była i grobowa
Głęboka scena kabaretowej rewii.
Komik bełkotał nagie, pieniężne słowa
Na tle wisielczej sznurowni
(Straszny jest teatr odarty z ułudy)
I pięćset krzeseł, audytorium nudy,
Zajęły smutne, bezforemne widma,
Chrząkające coraz wymowniej,
Że ta sala, jak na śmierć, jest za widna,
A jak na życie - zbyt ciemna.
Nie są to żadne alegorie ani metafory.
Dosłownie:
Zasiadły stłamszone pokrowce-upiory,
No i - fochy, pretensje, humory...
I zaczęły sączyć mżące, słotne światło,
Jak na neurastenię chore reflektory,
Albo inaczej:
Wszystkie zaczęły ćmić
Wilgotne papierosy z jesiennych, miejskich liści.
Albo tak:
Gazowe lampy owinięto krepą,
A dzwonom z mokrej waty
Kazano requiem bić.
Summa summarum:
Jak gdyby w lesie,
Na Litwie,
Listopadowym w deszcz wieczorem,
Po omacku, na oślep,
Chory.

Komik zeszedł ze sceny bez braw,
Zziębnięty. Tarł ręce.
- "Ależ tu jak w psiarni, dyrektorze"...
Nie widział upiornej gapy ani śmiertelnych spraw.
- "Tak, tak"... - odrzekłem. I nie odezwałem się już więcej.
Napływało szare, pochłaniające morze.



Proszę bardzo:)
Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-09T12:24:52+01:00
Na próbie rewii w pustym teatrze
Wiał z mrocznej sceny piwniczny chłód,
Komik, markując, trzy po trzy plótł
Rozśmieszające nikczemne słowa.
Nie było świateł, jaskrawych złud,
Nie było masek, pozorów umownych,
Zmyśleń czarownych wieczornej elektry,
Nie było magicznego, uwodnego spektru
Gorejącego w orkiestrze metaliczną łuną,
Nic.
Surowa była i grobowa
Głęboka scena kabaretowej rewii.
Komik bełkotał nagie, pieniężne słowa
Na tle wisielczej sznurowni
(Straszny jest teatr odarty z ułudy)
I pięćset krzeseł, audytorium nudy,
Zajęły smutne, bezforemne widma,
Chrząkające coraz wymowniej,
Że ta sala, jak na śmierć, jest za widna,
A jak na życie - zbyt ciemna.
Nie są to żadne alegorie ani metafory.
Dosłownie:
Zasiadły stłamszone pokrowce-upiory,
No i - fochy, pretensje, humory...
I zaczęły sączyć mżące, słotne światło,
Jak na neurastenię chore reflektory,
Albo inaczej:
Wszystkie zaczęły ćmić
Wilgotne papierosy z jesiennych, miejskich liści.
Albo tak:
Gazowe lampy owinięto krepą,
A dzwonom z mokrej waty
Kazano requiem bić.
Summa summarum:
Jak gdyby w lesie,
Na Litwie,
Listopadowym w deszcz wieczorem,
Po omacku, na oślep,
Chory.

Komik zeszedł ze sceny bez braw,
Zziębnięty. Tarł ręce.
- "Ależ tu jak w psiarni, dyrektorze"...
Nie widział upiornej gapy ani śmiertelnych spraw.
- "Tak, tak"... - odrzekłem. I nie odezwałem się już więcej.
Napływało szare, pochłaniające morze.

Mam nadzieję że pomogłam ;)