Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-10T16:04:31+01:00
Pewnego dnia wraz z rodziną pojechaliśmy na wycieczkę w góry .
Było upalnie , a powietrze od samego rana robiło się bardzo duszne .
Kiedy chodziliśmy po górskim szlaku mój pies Migdał zbiegł z trasy , ponieważ usłyszał coś szeleszczącego w krzakach .
Bez zastanowienia ruszyłam za nim nie zważając na głosy rodziców.
Biegłam i biegłam aż w końcu dogoniłam mojego pieska .
Nagle zorientowałam się , że zupełnie nie wiem gdzie jestem i , że
się zgubiłam .
Zaczęłam się bardzo bać , ponieważ chmury zaczęły robić się cięzkie i ciemne , a z nieba spadały pierwsze krople deszczu . Mój towarzysz Migdał zaczął szczekać , przyjacielsko merdać ogonem i ciągnąć mnie za rękaw .
Ruszyłam za nim , aby dotrzymać mu kroku musiałam biec co sił w nogach .
Po dwudziestu minutach biegu byłam już wykończona i przemoczona od deszczu , idąc powolnym marszem zauważyłam szyld na małym budynku "schronisko". Ogromnie się ucieszyłam i głaskając mojego wiernego i mądrego psa pochwaliłam go za uratowanie mi skóry .
Otworzyłam cięzkie drzwi wchodząc do schroniska razem z moim towarzyszem rasy Collie .
- Ania ? - usłyszałam głos za plecami .
Odwróciłam się i zobaczyłam moją koleżankę z klasy Dominikę .
- Dominika ! - podbiegłam do niej przytulając się .
- Właściwie to co tu robisz Anka? Jesteś cała przemoczona tak jak i Migdał - powiedziała i jednym ruchem ręki potargała sierść psu.
Wtedy opowiedziałam jej całą historię .
- A ty Dominika skąd się tu wzięłaś ? - zapytałam zdziwiona i uśmiechnęłam się lekko .
- Nie pamiętasz ? Opowiadałam Ci przecież , że moja mama pracuje w schronisku za miastem , a ja z nudów czasem tutaj przychodzę , a własnie -dodała po chwili zastanowienia , chodźmy do mojej mamy wysuszycie się i napijesz się ciepłej herbaty .
Po wypiciu ciepłej herbaty i ogrzaniu się mama Dominiki zadzwoniła po moich rodziców . Przyszli po mnie i wszystko okazało się ciekawą przygodą , ale mam nauczkę na przyszłosć , aby bardziej uważać w górach .
6 4 6
2010-01-10T16:11:34+01:00
Pewnego dnia wraz z rodziną wybrałam się do zoo.Przy wejściu kupiliśmy 4 bilety i lody dla mnie i mojego młodszego brata-Pawła.
Mieliśmy zamiar "odwiedzić" wszystkie zwierzęta.
-To gdzie idziemy najpierw?-zapytałam.
-Do golyla!-krzyknął mój brat.
-Dobrze Pawełku,ale mógłbyś mówić troszkę ciszej-zwróciła mu uwagę mama.
-Dobrze-odparł cichutko.Klatka goryla znajdowała się po drugiej stronie zoo,dlatego po drodze mijaliśmy wiele innych zwierząt.Gdy wreszcie doszliśmy do klatki ulubionego zwierzątka mojego brata,okazało się,że Paweł ma w kieszeni kilka bananów.Od razu wiedziałam,że on coś knuje.Najpierw obrał jednego,potem drugiego i jeszcze kolejnego...A goryl ze smakiem je zajadał.
-Paweł co ty robisz?-spytała zszokowana mama.
-Ja?Karmię golylka,a mu smakuje-z dumą odparł brat.
-Ale nie wolno tego robić.
-No mamo,przecież ja nic złego nie lobię...
-Dobrze.Daj mu resztę bananów i idziemy do słoni,małp,tygrysów...-wyliczała mama.Na szczęście Paweł szybko nakarmił tego swojego "golyla" i poszliśmy do słoni.
-Ależ piękne te słonie.Mają takie piękne,długie trąby-zachwycał się tata.Z kolei tygrys bardzo podobał się mamie.Mnie do gustu najbardziej przypadł delfin.W drodze powrotnej Paweł zapytał mnie:
-Co ci się podoba w tych delfinach?Zwykłe,pływające zwierzęta.
-Wierz mi nie są zwykłe...-odrzekłam i tak zamyślona wróciłam do domu.



4 3 4