Odpowiedzi

2010-01-11T15:56:06+01:00
Wiek III przyniósł wielkie zmiany w położeniu chrześcijan i pogańskiego państwa i ludności. Kościół ogromnie się rozrósł i stał się oczywistą dla wszystkich potężną organizacją. Z drugiej strony uformował się nowy model religijności i mentalności pogańskiej bardzo różniącej się od tej z poprzednich wieków. Przybrała ona charakter w znacznej mierze emocjonalny, synkretyczny i często fanatyczny. W takich kręgach pogańskich fanatyków znajdujących się w otoczeniu cesarzy, namiestników i urzędników miejskich będą rodzić się inicjatywy prześladowań chrześcijan, którzy odrzucając całą pogańską religijność stawali się oczywistymi ateistami obrażającymi bogów. W III w. będzie to główny zarzut im stawiany, stracą na wadze natomiast oskarżenia o superstitio i pospolite zbrodnie. Połowa tego stulecia to także okres ciężkiego kryzysu państwa rzymskiego, które atakowane było na wszystkich granicach, ponosiło często ciężkie klęski, a dzicy najeźdźcy zza Renu i Dunaju swoimi watahami docierali do prowincji i miast, które od wieków nie widziały niesionej im grozy spustoszenia. Do tego dochodził stan nieustannych walk pomiędzy zwalczającymi się pretendentami do władzy cesarskiej. Wszystko to powodowało nastrój lęku i niepewności, które stawiały coraz bardziej natarczywe pytanie o powód załamania się dawnej pomyślności i potęgi. Nowa, sfanatyzowana pogańska religijność dostarczała gotowej odpowiedzi wskazując na obrażających bogów chrześcijan, jako winnych tego stanu rzeczy. Tyle że w połowie III w. byli oni bardzo liczni, dobrze zorganizowani a wielu ich członków piastowało wysokie stanowiska w aparacie państwowym, więc rozprawa z nimi sprawiłaby wiele kłopotu. Stąd cesarze drugiej połowy III w. albo zawzięcie prześladowali Kościół, albo byli obojętni lub nawet mu życzliwi. Co ciekawe, że prześladującymi byli ci władcy, którzy gorąco pragnęli przywrócenia dawnej potęgi państwa, a drogę ku temu widzieli w odnowieniu dawnych zapomnianych zwyczajów, w tym także religijnych. Faktem jednak było, że od 250 r. inicjatywę w organizowaniu prześladowań przejęło państwo, a ogłaszane przez rządzących edykty miały dotyczyć już całego Cesarstwa.

Czasy długiego pokoju zostały brutalnie przerwane w 250 r. przez edykt cesarza Decjusza [249-251] nakazujący w trudnej dla państwa sytuacji powszechne modły i składanie ofiar bogom. Obowiązku miał dopełnić każdy, a ustanowione po miastach komisje pilnowały jego wykonania i wydawały specjalne zaświadczenia tzw. libelli, tym którzy ofiary złożyli. Edykt nie był więc wymierzony wprost w chrześcijan, ale doskonale zdawano sobie sprawę, że uderzy on przede wszystkim w nich, a wobec opornych zapowiedziano surowe kary. Liczono także na to, że w podniosłej atmosferze podgrzanej pogańskiej religijności uderzenie w chrześcijan będzie o wiele łatwiejsze. W wielu miastach doszło do dramatycznych wydarzeń. Intensywność represji zależała jednak od regionu i namiestnika. I znowu byli tacy, którzy się srożyli oraz ci, którzy przymykali oczy, a zaświadczenia wydawali po uczynieniu niewiele znaczącego gestu przy ołtarzu, a nawet za pieniądze. Spora grupa wiernych jednak się zaparła, na co tak bardzo narzekał biskup Kartaginy Cyprian, który jednak sam uszedł z miasta przed prześladowaniem. Ucieczką na pustkowia ratowało się zresztą wielu chrześcijan z całymi rodzinami. Prześladowania były okrutne i bardzo intensywne. Przyniosły prawdziwy szok dla społeczności przyzwyczajonej do pokojowego rozwoju i ustalonej pozycji społecznej. Represje szybko zaczęły jednak wygasać, a kres im ostatecznie położyła śmierć Decjusza w bitwie z Gotami w czerwcu 251 r.