Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-11T18:46:26+01:00
Odkąd chrześcijaństwo stało się ruchem masowym Państwo Rzymskie musiało zająć wobec niego jakąś postawę. Nie można było nie zauważać religii, która ogarniała obywateli z wszelakich stanów i zawodów oraz rościła sobie prawa do nawracania wszystkich ludzi. Co więcej tworzyła z nawróconych zorganizowaną społeczność. Państwo traciło monopol na zrzeszanie obywateli. Wyrastała inna wspólnota, która stawała się konkurencją dla państwa. Jak pamiętamy do roku 313 Cesarstwo Rzymskie z większą lub mniejszą intensywnością prześladowało chrześcijan jako wrogą mu "sektę". Rok 313 jest symboliczną datą zmiany postawy państwa względem Kościoła. Cesarz Konstantyn Wielki wydał w owym roku edykt tolerancyjny. Przez całe swoje dalsze życie tenże cesarz coraz bardziej angażował się w sprawy Kościoła, chrzest jednak przyjął dopiero na łożu śmierci.

Co oznaczała data 313 dla Kościoła. Przede wszystkim mógł on rozpocząć jawną i w pełni legalną działalność. Mógł ujawnić swoje struktury i rozwinąć je. To było wielkie osiągnięcie. Natychmiast wzrosła skuteczność ewangelizacyjna. Chrzest przyjmować zaczęły wielkie masy ludzi, którzy już nie bali się prześladowań, a nade wszystko mogli poznać prawdę o Jezusie Zbawicielu, która do tej pory nie mogła być głoszona publicznie. Jako legalna religia chrześcijaństwo mogło wpływać na życie państwa. Chrześcijanie zajmowali coraz wyższe stanowiska społeczne, co pozwoliło im na podejmowanie decyzji prawnych w duchu chrześcijańskim. Na wielką skalę zaczęto też tworzyć sztukę chrześcijańską zwłaszcza w nowo budowanych kościołach. Rozwinęła się też chrześcijańska nauka i literatura.

Ziściły się sny wielu pokoleń wyznawców Chrystusa. Cesarz jest chrześcijaninem. Państwo staje się coraz bardziej chrześcijańskie. Czegóż więcej pragnąć. Tu narzuca się pewne wspomnienie z naszej bardzo niedawnej przeszłości. Gdy komunizm się w naszej Ojczyźnie przewracał, to wielu myślało, że Kościół pogodzony z nowym państwem będzie miał doskonałe warunki rozwoju. Jak widzimy nadzieje te, delikatnie mówiąc, nie całkiem się potwierdziły. Podobnie było w Cesarstwie Rzymskim. Chociaż stawało się ono z dnia na dzień coraz bardziej chrześcijańskie, to jednak Kościołowi problemów nie brakowało. Można podzielić owe trudności na dwie grupy: problemów dogmatycznych i problemów moralnych.

Zanim zajmiemy się każdą z tych grup z osobna potrzebna jest jedna uwaga ogólna. Problemy, trudności, a nawet gwałtowne spory są konieczne dla rozwoju. Owszem dla uczestników tychże nie jest to rzecz przyjemna. Jednakże nie należy sądzić, że idealną sytuacją jest całkowita zgoda. Na tej ziemi, gdzie ulegamy jeszcze pokusie do grzechu, jesteśmy ciągle na drodze poszukiwania prawdy. Jeszcze jej nie posiadamy. W poszukiwaniach zaś różnice zdań są nieodzowne dla rozwoju. Brak dyskusji byłby objawem bezmyślności.

Wróćmy do problemów Kościoła czwartego i następnych wieków. Jak wspomniałem pierwszą grupę ówczesnych problemów kościelnych stanowiły zagadnienia dogmatyczne.

Bóg objawił nam Pismo Święte. Zawiera ono całą prawdę o Bogu i życiu człowieka. Jednak jest to księga skierowana do ludzi wszystkich czasów. Stąd Bóg posłużył się takim sposobem przekazu, aby on był dla wszystkich zrozumiały. Jest to specyficzny język Biblii - język opisu, przypowieści, obrazu. Jest to rzeczywiście język uniwersalny, ale wymaga on nieustannej aktualizacji i wyjaśnienia. Te zaś wyjaśnienia, które mają sprecyzować Boże Objawienie mogą go także zafałszować. Tak działo się od początku Kościoła. Ludzie próbowali jak najlepiej zrozumieć myśl Bożą. Bywało jednak, że to kończyło się herezją, czyli jakąś błędną interpretacją prawd zawartych w Piśmie Świętym. Z tego właśnie faktu wynikały problemy, które nazwaliśmy dogmatycznymi, to znaczy dotyczącymi prawd wiary.

Jeżeli drogę Kościoła do odkrywania pełni prawdy o Bogu wyobrazimy sobie jako wędrówkę na szczyt górski, to herezje możemy opisać jako błędne ścieżki, które zamiast prowadzić na szczyt wiodą do przepaści. Zazwyczaj, ci którzy na takie ścieżki wchodzili pierwsi nie mieli zamiaru błądzić. Oni po prostu szukali drogi. Inaczej miała się sprawa z tymi, którzy szli za nimi. Kościół gdy się zorientował, że ktoś pobłądził natychmiast ostrzegał, że ta droga prowadzi do nikąd. Dokonywało się to na wielkich soborach, zebraniach biskupów z całego świata. Jeśli jednak ktoś mimo ostrzeżenia ze strony Kościoła upierał się przy swoim i chciał iść błędną ścieżką, to zostawał wykluczony ze społeczności wierzących (anatema, ekskomunika).

Choć to brzmi paradoksalnie, herezje miały także swoje dobre strony. Dzięki nim nastąpiło głębsze poznanie prawdy. Gdy trzeba było spierać się z tymi, którzy błądzili szukano argumentów, aby ich przekonać i przez to pogłębiano znajomość prawdziwej nauki o Bogu i człowieku.

Drugi blok problemów Kościoła starożytnego w chrześcijańskim Cesarstwie Rzymskim stanowiły kwestie moralne. Chrześcijaństwo stawało się z elitarnej grupy nieustannie narażonej na prześladowania ruchem masowym. W czasach prześladowań ludzie, którzy mieli odwagę przyznawać się do wiary w Jezusa mimo, że to mogło ich kosztować życie, byli z pewnością ludźmi świętymi. To była elita. Dodajmy także, iż słabi moralnie odpadali od Kościoła wypierając się wiary. Zostawali tylko najlepsi. Gdy prześladowania ustały czynnik weryfikujący poziom świętości chrześcijan osłabł. Do Kościoła zaczęli przychodzić także ludzie słabsi. Nie było to problemem dopóty, dopóki ludzie ci zdawali sobie sprawę ze swej słabości i chcieli się doskonalić. Jednakże jak to i za naszych czasów bywa grzeszność szła czasami w parze z wielkim przekonaniem o własnej nieomylności.

Pojawiali się od czasu do czasu specjaliści od "poprawiania" przykazań Bożych, którzy wymagali, aby Kościół zaakceptował ich postępowanie. Szczególnie niebezpiecznym było, gdy w ten sposób postępowali cesarze. Mając ogromną władzę w państwie próbowali wymuszać także w Kościele decyzje po swojej myśli nie troszcząc się, czy są one zgodne z nauką Bożą.