Odpowiedzi

2009-09-25T20:37:49+02:00
... Po zakończeniu roku, przyszłam do domu i wrzasnęłam :
- NAREŚCIE WAKACJE!

Pierwszy miesiąc wakacji nie należał do ciekawych. W trakcie jego trwania nie wydarzyło się nic interesującego, nie licząc wyjazdu nad morze. Jak się okazało, sierpień miał przynieść znaczne zmiany na lepsze! Pierwszą dobrą wiadomością była wieść o tym, że będę jechać z rodzicami i bratem do Francji. Drugą, moje zbliżające się urodziny. Do dnia wyjazdu dziewiątego sierpnia nie robiłam nic godnego uwagi. Tego właśnie dnia wstałam szybko i poszłam się umyć, a następnie ubrać. Musiałam się spakować na wyjazd do Francji. Czasu było niewiele, a ja nie wiedziałam co mam robić. Mama i siostra pomogły mi się spakować.
Wyjechaliśmy około 16.
Gdy przejeżdżaliśmy granicę polską akurat jak na złość musiałam spać...
Jechaliśmy przez Polskę i Niemcy. Gdy dojechaliśmy do Francji, widok był przepiękny.
Musieliśmy przejechać przez Lyon i inne miasta. Gdy byliśmy w centrum Lyonu, tata powiedział że jesteśmy w paszczy lwa. Zaczęliśmy się śmiać. Pierwszym miejscem gdzie jechaliśmy było La Sallette. Czytałam, że tam Matka Boża płacząca objawiła się dzieciom w 1846 roku.
To był okres początków rewolucji francuskiej. Jak jechaliśmy do La Sallette było dużo dróg serpentynowych, czyli takich zawijasów. Trzeba było ostrożnie jeździć, gdyż droga
była wąska.
Gdy dojechaliśmy na miejsce krzyknęłam:
Jak tu pięknie!
W La Sallette jest piękny kościół, przy którym dobudowane są hotele. Jest też źródełko i krypta.
Przed kościołem jest miejsce, gdzie są figurki Matki Bożej.
Na górze, za hotelem i kościołem, jest wysoka góra Planeau, na której jest metalowy krzyż saletyński z młotem i szczypcami.
W drodze do Andory, zajechaliśmy do miejscowości Lacate nad morzem śródziemnym, gdzie była ładna plaża. Woda w tym morzu była strasznie słona.
Po tym kontynuowaliśmy drogę do Andory – Miasta w chmurach. Gdy jechaliśmy w górach, to akurat przepływała chmura. Gdy jechaliśmy dalej, były stada pasących się krów na stokach . Andora, to jest osobne państwo. Zdziwiłam się, gdy tata mi to powiedział. Myślałam, że to miasto. Andora jest po prostu jednym wielkim państwem-sklepem. Jak wyjeżdżaliśmy z Andory, byłam smutna, a tata nagle powiedział, żebym spojrzała na przód.
Patrzę, a tam krowa szła po jezdni... Zaczęłam się śmiać.
Następnym miejscem przystanku było Lourdes. Tam jest również źródełko. Ale co ciekawe, gdy jechaliśmy w kierunku Lourdes promienie rozkładały się nad owym miastem. Aż krzyknęłam z podziwu! Po Lourdes jechaliśmy do Rocamadur.. Tam są budynki poprzyklejane dosłownie do skał. Największą atrakcją był zamek, ale w nim nie byliśmy. Za to byliśmy w pobliżu w grocie o nazwie:„ Gouffre de Padirac”. Była głęboka na 230 metrów, a długa na prawie 3 kilometry. Największą atrakcją było pływanie łódkami. Tam było super. Następnie jechaliśmy do Limoges.
Tam poznałam fajnego psa Sheeps'a. W byliśmy u znajomych taty, oni też mieli owczarka Ariego, tamten Sheeps to był innej rasy. Znajomi ci mieli krowy, typowe krowy Limozynki. Pani pokazała mi krowy. Przywołała je jakimś okrzykiem a krowy przyszły. Gdy je zobaczyłam, jedna krowa zaryczała mi w twarz swoim muu! Szepnęłam:
Ale krowy są duże! Myślałam, że mniejsze....
Potem jechaliśmy w Pireneje, to też góry. I na koniec jechaliśmy do Paryża na wieżę Eiffla.
Wieża Eiffla, jeśli chce się wchodzić na pierwsze piętro ma 675 schodów. Uwierzcie, ja tam wchodziłam. Co ciekawe, w lecie czubek wieży przez słońce odchyla się od pionu, gdyż materiał, z jakiego jest zbudowana, jest wrażliwy na ciepło.
Widziałam również zabytkowe karuzele i fontanny, a także statki muchy, które pływały po rzece Sekwanie. I po tym wszystkim jechaliśmy do domu. Przyznam, że to była najlepsza wycieczka ze wszystkich.
2 3 2
2009-09-25T21:14:31+02:00

Lipiec rozpoczął się nie ciekawie. Za oknem wciąż padał deszcz, a na termometrze widniało przez cały czas tylko 18*C. Sytuacja ta była jednoznaczna - tegoroczne długo oczekiwane wakacje będą wielką katastrofą .
Tego dnia wyszłam z łóżka w okropnym nastroju, nie miałam ochoty zupełnie na nic. Na mojej twarzy malowała sie ogromna złość i niechęć. Nagle do pokoju weszła mama z dziwnie zadowoloną miną .
- Córeczko mam dla Ciebie niespodziankę.
Powiedziała, a następnie usiadła na rogu mojego łóżka .
-Jaką? zapytałam z zaciekawieniem
-Zapisałam cię na obóz harcerski. (rzekła z zaciekawieniem)

Następnego dnia znalazłam się już w ogromnym autobusie z gromadką rozwydrzonych dzieciaków w podobnym wieku. Każde z nich przyglądało się sobie wzajemnie z zaciekawienie. Podróż przebiegła spokojnie. W jej trakcie śpiewaliśmy piosenki, opowiadaliśmy sobie zabawne dowcipy, a co najważniejsze poznaliśmy siebie nawzajem. Już od samego początku moją uwagę przyciągnęła długowłosa dziewczyna siedząca dwa miejsca dalej, która miała na twarzy dziwne centki. Postanowiłam ja poznać. Wstała z miejsca i podeszłam do niej pytając ją o godzinę. Kaśka okazała się miłą i sympatyczną osobą. Obie się sobie spodobałyśmy i dalszą część drogi postanowiłyśmy spędzić razem .Czas podróży w końcu dobiegł końca. Tatry okazały się czymś naprawdę zaskakującym i interesującym .

Pierwszy dzień spędziliśmy na rozbijaniu namiotów. Mieliśmy przy tym wspaniałą zabawę. Oczywiście mój zajmowała Kaśka i jeszcze dwie poznane później koleżanki. Sylwia i Renata. Wieczorem wszyscy zasiedliśmy przy wspólnym ognisku, gdzie smażyliśmy kiełbaski. Chłopcy raczyli nas poczuciem humoru, opowiadając swoje dowcipy, a my dziewczęta grałyśmy na gitarach śpiewając piosenki. Nie siedzieliśmy jednak długo, ponieważ następnego dnia trzeba było wcześnie wstać.Poranek zaczął sie bardzo przyjemnie. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w góry. Podróż trwała 2 godziny. Dzięki wspaniałemu przewodnikowi, poznałam urok tego wspaniałego miejsca. Oprócz tego nauczyłam się wiele ciekawych rzeczy i miałam okazję zobaczyć różnorodne zwierzątka, które są niespotykane w wielkim mieście. Wycieczka ta trwała 2 tygodnie . Kiedy nadszedł dzień powrotu, wszyscy posmutnieli. Nawiązane przyjaźnie zostaną już na zawsze w naszych sercach. Wymieniliśmy swoje adresy obiecując sobie wspólną korespondencje .Wysiadając z autobusu byłam szczęśliwa widząc rodziców. Uściskałam ich gorąco, a później udaliśmy sie na zimne lody .

Ale to jeszcze nie koniec wakacji. Kilka dni później cała rodzina pojechaliśmy do babci mieszkającej w Sopocie. Zostaliśmy tam do końca wakacji. Było wspaniale !
Mimo, że pogoda zapowiadała szare i smutne dni, to życie pokazało inaczej i świeciło słońce .