Odpowiedzi

2010-01-13T18:24:46+01:00
Godzina 6:30. Bezczelnie dzwoni mój budzik, który wyrywa mnie z mojego spokojnego snu. Nie zwracam na niego uwagi i udaje, że nic nie słyszę. W końcu przestaje piszczeć. Śpię dalej. O 6:50 do pokoju wpada mój ojczym. Szybko pokonuje bałagan panujący w pokoju. Po drodze potyka się o zeszyty, pozostawione bezwładnie na podłodze po wczorajszej nauce. Wreszcie dociera do mojego łóżka. Trzęsie mną przez chwilę na wszystkie możliwe strony. Próbując wyrwać mnie z świata marzeń i przywrócić do rzeczywistości. Po jakiś pięciu minutach dochodzę do siebie.

Odkopuje się leniwie spod mojego kochanego kocyka, pod którym śpię od zawsze . Stawiam nogi na podłodze, po omacku szukając moich pantofli. Próbuje wstać, ale wbrew pozorom nie jest to takie proste… Gdy udaje mi się stanąć na nogach, uświadamiam sobie, iż przed chwilą wylałam sok pomidorowy na nowy dywan. Schodzę do kuchni, biorę ścierkę. Następne 15 min zajmuje mi szorowanie dywanu. Bez jakichkolwiek skutków. Patrzę na zegarek. Orientuje się, która godzina. Krzyczę „Mam zaledwie 30 min i znów spóźnię się na lekcje!”. Wpadam do łazienki. O mało co nie zabijam się o umywalkę. Myje twarz i rozczesuje włosy, co nie jest takie proste. Gdy już ujarzmię swoje włosy, grzebię w szafie i starannie dobieram swój dzisiejszy ubiór. Dostrzegam plamę na mojej bluzeczce, ale się tym nie przejmuję i idę dalej – na dół. A tam czeka na mnie zlew brudnych naczyń. Szybko biorę się do pracy. Na śniadanie nie mam już czasu. Pospieszam brata, bo jest już za dziesięć ósma! Chwytam nerwowo moją ciężką torbę którą nigdy nie mam czasu się pakować, dlatego zawsze nosze wszystkie książki. W czasie ubierania adidasów nie obywa się oczywiście od nieprzyjemnych komentarzy rodziców na temat mojego lenistwa.

Docieram do szkoły. Jestem spóźniona 15 min, wpadam do szatni. Zdejmuję tylko kurtkę, bo nie mam czasu szukać butów, które mogą być wszędzie, a szatnia jest duża… Wbiegam do klasy, a tam już siedzi wściekła pani Kowalska. Nie obchodzą ją moje wyjaśnienia. Wściekła siadam do ławki. Reszta lekcji wlecze się nie miłosiernie długo. Dzwoni dzwonek. Wybiegam radosna na korytarz. Witam się z znajomymi. Następne lekcje są mało interesujące. Nauczycielki są już nami znudzone, chociaż chwilami przejawiają odrobinę serca. W-F jest ostatnią lekcją. Na moich rękach pojawia się gęsia skórka, gdy dociera do mnie, iż następne 45 min spędzę z nauczycielem „sadystą”. Nie jest tak źle jak myślałam. Czas płynie szybko. Godzina 15:30 dzwoni dzwonek, informujący o zakończeniu dzisiejszych zajęć.
Wsiadam do busa. Po 15 min jestem w domu. Robię sobie śniadanio-obiad. Zostawiam rodzicom kartę, informującą o miejscu mojego pobytu. Idę do koleżanki. Rozmawiamy przez chwilę, rozmowa się nie klei. Idę do parku, siadam na ławeczce. Otwieram pamiętnik i opisuje dzisiejszy dzień. Jest on tak bardzo podobny do poprzednich. Dociera do mnie, iż monotonność wtargnęła w moje życie. Powolnym krokiem idę w stronę domu. Czuję, iż z każdym następnym ruchem życie się ze mnie ulatnia. Nagle słyszę moje imię w oddali. To moja mama mnie woła. Co prawda, nieco spokojniejsza niż rano, ale nadal pod wpływem silnych emocji. Po drodze do domu chwilę prowadzimy konwersację na temat nauki. Niestety moje mama stawia na swoim i każe mi brać korepetycje.

Docieram do domu. Wykończona rewelacjami dzisiejszego dnia idę do mojego pokoju. Otwieram zeszyty z zadaniami, niestety nie jestem skłonna do myślenia. Włączam komputer. Sprawdzam pocztę e-mail, buszuję chwilę po Internecie. Patrzę na zegarek – już 23:00, a jutro do szkoły… Idę się myć i w końcu spać. Nie mogę zasnąć, bo dręczą mnie koszmary związane z szkołą. Jedyną ulgę sprawia mi myśl o zbliżającym się weekendzie.