Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-13T21:30:52+01:00
Tam gdzie prawo próbuje zastąpić moralność, a państwo wziąć za siebie odpowiedzialność jednostek - tam nieodmiennie dochodzi do decyzji złych, a prawo miast moralnością staje się bezprawiem. Nie inaczej jest w przypadku decyzji Sądu Apelacyjnego w Mediolanie, który uznał, że można skazać 37-letnią kobietę na śmierć z głodu i pragnienia, tylko dlatego, że znajduje się ona w trwałym stanie wegetatywnym.

Chodzi o Eluanę Englaro, która po wypadku przed 16 laty, nigdy nie doszła do stanu świadomości. Dziesięć lat temu jej ojciec rozpoczął sądową walkę o to, by odłączyć córkę od tuby, przez którą podaje się jej jedzenie i picie. Decyzja Sądu Apelacyjnego w Mediolanie, który wydał zgodę na taki akt – choć jeszcze nie kończy procedur sądowych we Włoszech, Sąd Najwyższy może ją bowiem w ciągu 60 dni zablokować – jest w istocie rozstrzygająca. Od teraz można już zagłodzić kobietę na śmierć.

Etycznie w tej sprawie nie ma za wiele do wyjaśniania. Jest bowiem dość oczywiste, że człowiek nie ma prawa odbierać życia drugiemu, niewinnemu człowiekowi. A już na pewno nie ma prawa skazywać go na śmierć z głodu. Sugestia zaś, by akurat świadomość była elementem rozstrzygającym o człowieczeństwie jest niezwykle niebezpieczna, bowiem – zastosowana konsekwentnie pozwala ona nie tylko na likwidację nienarodzonych dzieci do 9 miesiąca ciąży, ale również noworodków i niemowlaków, o których świadomości nic nie wiemy. Konsekwentni zwolennicy „świadomościowego” fundamentu godności osoby ludzkiej powinni także przyjąć, że na śmierć można skazywać osoby chore psychicznie, a także śpiących, którym daleko do samoświadomości. Tak daleko oczywiście nikt jeszcze nie zaszedł, ale to raczej (biorąc pod uwagę pomysły eutanazji na życzenie rodziny dla upośledzonych) kwestia czasu i obawa przed reakcjami społecznymi niż rzeczywistych skrupułów moralnych, które mogłyby powstrzymać zachodnią cywilizację przed pewnymi decyzjami.

Ale jest jeszcze jeden wymiar decyzji sądu w Mediolanie (czy wcześniejszych decyzji w Stanach Zjednoczonych, dotyczących Terri Schiavo). Otóż jest ona wstrząsającym dowodem na to zastępowanie moralności i osobistej odpowiedzialności przez konstrukcje prawne. Gdyby bowiem ojciec panny Englaro po latach osobistej opieki nad nią zdecydował się na odłączenie jej od tuby podającej pożywienie, wówczas można by jego działania rozpatrywać w kategoriach moralnych. Taki akt byłby niewątpliwie zabójstwem, ale zabójstwem z litości, w afekcie. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że sąd wymierzyłby mu karę łagodną, a być może nawet w zawieszeniu. W ten sposób ocalona zostałoby prawo jednoznacznie zakazujące zabijania, a jednocześnie wzięte pod uwagę okoliczności łagodzące. A sam pan Englaro wziąłby na siebie odpowiedzialność moralną i prawną za swoją niezwykle kontrowersyjną i złą (chociaż może jakoś zrozumiałą) decyzję.

Ale nie o to chodziło ojcu kobiety. On chciał, by sąd wziął odpowiedzialność za niego, by sąd za niego i za społeczeństwo zdecydował, co jest dobre, a co złe, i by w ten sposób zdjął z niego niego odpowiedzialność. Problem polega tylko na tym, że sąd nie powinien i nie może tego zrobić. Nie może, bowiem wyrok sądowy w niczym bowiem nie zmienia faktu, że zagłodzenie kogoś na śmierć pozostaje fundamentalnym złem moralnym, na które nie można się zgodzić. I choćby wydano jeszcze tysiąc takich wyroków – to niczego one w tej sprawie nie zmienią. Nie powinien zaś dlatego, że w ten sposób buduje wrażenie, jakby moralność mogła i powinna ustępować przed prawem, a do tego – poprzez swoje decyzje – umacnia w społeczeństwie przekonanie o fundamentalnym prawie do odbierania komuś życia, jeśli nie spełnia on – wyśrubowanych – norm jakościowych.

Co będzie dalej? Nie chcę bawić się w futurologię, ale jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że na odłączaniu od wody i jedzenia się skończy. Bo jeśli sądy mogą takie decyzje podejmować w przypadku ludzi w stanie wegetatywnym, to dlaczego nie miałyby ich podejmować w przypadku ludzi mocno upośledzonych psychicznie? Dlaczego wola ich rodziców, albo ich opowieści ich rodziców o tym, jak bardzo one cierpią (chociaż, między nami mówiąc, nikt z nas nie ma dostępu do uczuć czy duchowych przeżyć tych osób, są one dla nas niedostępne), albo wreszcie argument z emocjonalnych problemów ich rodziców - nie miałby skłaniać sądów do decyzji o zagłodzeniu na śmierć takich osób? One przecież też są nieświadome?

Świat, w którym takie decyzje już podejmowano istniał całkiem niedawno w Europie. Różnica była taka, że wówczas decyzje podejmowało państwo, wbre woli rodziny, teraz także podejmuje je państwo, ale na wniosek rodziny. I szczerze mówiąc nie wiem, co jest większą deprawacją... Czy sytuacja, w której państwo popełnia zbrodnie, ale rodzina protestuje, czy sytuacja, w której państwo godzi się na zbrodnie na wniosek rodziny!