Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-14T18:01:55+01:00
W Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN pracuję nieprzerwanie od września 1960r. Jednak moje związki z Instytutem są o dwa lata wcześniejsze, bowiem już w 1958r rozpoczęłam w Instytucie, pod kierunkiem prof. Włodzimierza Niemierki, specjalizację. Aby opisać te początki muszę cofnąć się do roku 1953, w którym jako szesnastoletnia dziewczyna (Jolanta Stępkowska) zdałam maturę i zostałam przyjęta na Wydział Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Warszawskiego. W tym czasie specjalizację wybierało się na czwartym roku studiów. W moim przypadku, ponieważ na drugim roku studiów zaproponowano mi pracę w postaci stałych prac zleconych w Instytucie/Muzeum Zoologii, kierowanym przez prof. Tadeusza Jaczewskiego, uważałam, że po prostu nie wypada abym nie wybrała zoologii, choć wiedziałam, że chcę studiować biochemię. Upewniłam się jednak, że po skończeniu jednej specjalizacji będę mogła zacząć drugą. Tak też się stało. W czerwcu 1958r obroniłam pracę magisterską "Osowate (Vespidae) okolic Warszawy" i rozpoczęłam starania, aby już na jesieni rozpocząć specjalizację z biochemii. Katedrę Biochemii na Wydziale Biologii UW prowadziła wtedy prof. Irena Chmielewska. Moja koleżanka, Monika Fonberg (późniejsza Broczek), kończyła właśnie u niej studia. Monika zachęcała mnie do rozpoczęcia specjalizacji nie u prof. Chmielewskiej, a w katedrze kierowanej przez prof. Niemierkę.

Prof. Niemierko, wraz z niewielką grupą profesorów, reaktywował po wojnie Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Łodzi. Kiedy w połowie lat pięćdziesiątych Instytut przeniósł się z powrotem do Warszawy, prof. Niemierko, prócz funkcji Kierownika Zakładu Biochemii w Instytucie, pełnił jednocześnie funkcję Kierownika Katedry Fizjologii Zwierząt na Wydziale Biologii UW. Studenci, specjalizujący się pod jego kierunkiem mogli wykonywać pracę magisterską w Instytucie. Tak było w przypadku mojej innej koleżanki, Gabrysi Sarzały (późniejszej Drabikowskiej). One obydwie, Monika Fonberg i Gabrysia Sarzała, przytaczając wiele "za", a głównie mówiąc o serdecznej atmosferze, zachęciły mnie abym zwróciła się do prof. Niemierki z prośbą o przyjęcie na studia magisterskie. Prof. Niemierko wyraził zgodę i w ten sposób jesienią 1958r. stałam się studentką czwartego roku Biologii UW, specjalizacja – biochemia, (mimo, że profesor prowadził Katedrę Fizjologii Zwierząt, zarówno jego studenci, jak i prof. Chmielewskiej byli formalnie studentami tej specjalizacji). Studia czwartego roku obejmowały Pracownię Specjalizacyjną, tzw. Pracownię Półdzienną, oraz oczywiście różne dodatkowe przedmioty, które należało zaliczyć. Piąty rok - to była praca doświadczalna, którą wieńczyło magisterium. Studia prowadzone przez prof. Niemierkę odbywały się w tym czasie wyłącznie w gmachu Instytutu Nenckiego. Pracownia studentów czwartego roku znajdowała się na drugim piętrze Instytutu, w bocznym prawym skrzydle gmachu, tam gdzie później, a i obecnie, mieści się Pracownia Izotopowa. Pracownię Półdzienną prowadziła pani mgr Janina (zwana powszechnie Nuną) Saska, a asystentami byli mgr Tadeusz Kowalski (pracujący później jako dziennikarz, używający pseudonimu Maciej Iłowiecki), oraz mgr Krystyna Bogucka (moja późniejsza koleżanka z Instytutu).

Jak już powiedziałam, p. Nuna Saska prowadziła Pracownię, profesor natomiast prowadził Seminaria Studenckie. Odbywały się one w Sali Konferencyjnej, na drugim piętrze Instytutu. Seminaria te, to była dla mnie nowa jakość! Profesor wymagał od każdego studenta omówienia określonej pracy doświadczalnej, której odbitkę, drukowaną po angielsku i opublikowaną w międzynarodowym czasopiśmie, nam dostarczał. Oznaczało to przede wszystkim przyswojenie sobie angielskiej terminologii naukowej, zrozumienie celu, metod i wyników danej pracy i opowiedzenie o tym przystępnie na seminarium. Taki sposób postępowania nie wydaje się obecnie niezwykły. Jednak w tamtym czasie to była rewolucja! Należy pamiętać, że do roku 1956 uznawano oficjalnie jedynie naukę radziecką. Prof. Niemierko uważał jednak, że student kończący u niego studia musi umieć "poruszać się" w anglojęzycznej terminologii, i że umiejętność ta jest dla jego rozwoju niezwykle ważna. Miał też głęboką pewność, że to właśnie w tym języku będą pojawiać się najważniejsze prace drugiej połowy XX wieku. Seminaria te, dlatego także były tak niezwykłe, bo panowała na nich swoboda. Studenci mogli i byli zachęcani, aby zadawać wiele pytań. Także osoba referująca pracę (nie było nigdy żadnych uprzednich konsultacji z profesorem) mogła powiedzieć, że nie rozumie jakiegoś wyniku, prosi o wytłumaczenie metody i nie zgadza się z konkluzjami. Myślę, że znalezienie się w tej grupie ludzi było dla mnie wielkim szczęściem.

Innym szczęściem były studia w Pracowni Półdziennej pod kierunkiem p. Nuny Saskiej. Później, gdy obroniłam magisterium i rozpoczęłam pracę w Instytucie, w pewnym sensie przyjaźniłam się z p. Nuną, jeśli przyjaźnią można nazwać jej serdeczny do mnie stosunek. Należy dodać, że już w roku 1961, Katedra Fizjologii Zwierząt została przeniesiona do gmachu Instytutu Geologii przy ulicy Banacha, a w 1963 rozwiązana i ostatnie egzaminy magisterskie studentów prowadzonych przez prof. Niemierkę, odbywały się w roku 1964 już bez jego udziału, a w obecności prof. Chmielewskiej. Zarówno profesor, p. Nuna Saska, jak i Krystyna Bogucka przestali wtedy być pracownikami Uniwersytetu. Krysia Bogucka rozpoczęła studia doktoranckie w Instytucie, w pracowni prof. Lecha Wojtczaka, a pani Nuna pracę w pracowni prof. Zofii Zielińskiej. Obydwie te pracownie wchodziły w skład kierowanego przez prof. Niemierkę Zakładu Biochemii. Nie jest łatwo opisać, na czym polegała niezwykłość pani mgr Nuny Saskiej. Bardzo skromna, nieznosząca tytułów, była urodzonym pedagogiem. Osoba szlachetna, mądra i prostolinijna. Ucząca nie dyscypliny, a samodyscypliny, wiary w siebie, zgody na ryzyko i odwagi cywilnej. Bardzo wiele jej zawdzięczam. Gdy po habilitacji dziękowałam publicznie osobom, które mnie kształtowały i do tego tytułu doprowadziły, dziękowałam jej także. Pisanie o Instytucie Nenckiego bez wspomnienia o p. Nunie, byłoby uchybieniem jej pamięci.

Po zaliczeniu IV roku studiów, rozpoczęłam rok V, decydując się na wykonanie pracy magisterskiej w Instytucie. Ze wszystkich koleżanek, tylko Basia Grzelakowska (późniejsza Sztabert), Ania Perlińska, Łucja Kitlas (zmarła tragicznie w roku 1976), Lucynka Szwarc i ja podjęłyśmy pracę w Nenckim. Reszta kolegów przeszła do innych Instytutów, jak np. Instytutu Biochemii i Biofizyki, Instytutu Badań Jądrowych, czy Instytutu Higieny. Prof. Niemierko, oraz władze Uniwersyteckie nie miały nic przeciw temu. Basia i Ania rozpoczęły pracę w pracowni prof. Zofii Zielińskiej, Lucyna u prof. Stelli Niemierko, Łucja u prof. Ireny Kąkol, a ja u prof. Aleksandry (Lusi) Przełęckiej.

Pracownia pani Lusi mieściła się w prawym skrzydle, na II piętrze Instytutu. Tuż obok pracowała dr Anna Wroniszewska, a asystentką prof. Przełęckiej była Gabrysia Sarzała. Ponadto, p. Lusia współpracowała ściśle z dr Janem Karolczykiem i dr Haliną Dominas, uważaną za wybitnie zdolną. Te osoby, plus ja, magistrantka, stanowiły grupę biorącą udział w wewnątrzpracownianych seminariach i dyskusjach naukowych, b. stymulujących. U p. Lusi zajmowałam się i taki był dokładnie tytuł mojej pracy magisterskiej: "Lokalizacja cytochemiczna fosfolipidów i fosfatazy alkalicznej w oocytach Galeria mellonella". Pracę tę wykonywałam metodami cyto- i histo-chemicznymi, na owe czasy nowoczesnymi. Ponieważ moja pierwsza praca magisterska dotyczyła systematyki owadów, tematyka tej pracy wykonywanej także na owadach (molu woskowym) była mi bliska. Otrzymywanie skrawków z oocytów, barwienie ich metodami cytochemicznym, oglądanie preparatów pod mikroskopem, robienie zdjęć – miło wspominam tę pracę. Ponadto, ponieważ w poprzednim roku zaliczyłam wszystkie przedmioty i zajmowałam się tylko praca magisterską, zaczęłam jako pracownik fizyczny, godzinowo-płatny, pracować w Instytucie Onkologii, znajdującym się tuż obok Instytutu Nenckiego. Rozpoczynałam tam pracę o godz. 8.00, o 13.30 szłam na obiad do stołówki szpitalnej, a o 14.00 zjawiałam się w pracowni p. Lusi. Moja druga specjalizacja, nie dawała mi możliwości otrzymywania stypendium z Uniwersytetu, toteż każda praca zarobkowa była dla mnie czymś bardzo ważnym. Przyjęcie w Pracowni Pani Lusi, rok 1960 – siedzą od prawej: Jaś Karolczyk, Gabrysia Sarzała, Pani Profesor Lusia Przełęcka (magisterium u niej w 1960 r.), Czech, który przyjechał w goście, ja, Halina Dominas, Hania Wroniszewska. Stoi: Sławek Kurowski.

Cała pracownia rozumiała to doskonale. Nigdy od nikogo nie słyszałam, że postępuję niewłaściwie pracując popołudniami i wychodząc z Instytutu wieczorem. Należy dodać, że wiele osób pracowało tak długo. Halina Dominas i Gabrysia Sarzała, b. często wychodziły ze mną z Instytutu około godz. 20.00. Czasem, gdy wieczorem szłam na randkę, myłam sobie w pracowni nad zlewem włosy i to także nie wydawało się nikomu nie na miejscu (mieszkałam pod Warszawą). Opisuję to chcąc zwrócić uwagę na specjalną atmosferę, jaka panowała w tej pracowni. Była to zresztą atmosfera panująca w całym Instytucie – atmosfera zaufania, którego nie można nadużyć.

W czerwcu 1960 roku obroniłam pracę magisterską. Obrona, uroczysta, odbyła się także w Instytucie, w gabinecie prof. Włodzimierza Niemierki. Dostałam dyplom magistra biologii, specjalność biochemia. Lipiec 1960 przepracowałam w kawiarni na Towarze jako bufetowa, w sierpniu wyjechałam na wakacje. Kiedy po powrocie, we wrześniu, przyszłam do Instytutu dowiedziałam się, że mogę zostać przyjęta do pracy jako asystentka do Pracowni Biochemii Lipidów, kierowanej przez prof. Paulinę Włodawer. Pracownia ta wchodziła także w skład pracowni należących do Zakładu Biochemii, kierowanego przez prof. Niemierkę. Oczywiście przyjęłam tą propozycję, czułam się nią zaszczycona i bardzo szczęśliwa. Rozpoczynał się nowy etap w moim życiu. Pod kierunkiem prof. Włodawer (pani Pepy, jak ją nazywano) przepracowałam siedem lat. W 1963r urodziłam syna – Pawła (mój drugi syn – Michał urodził się w 1969r) i przeszłam pod kierunkiem prof. Włodawer, jako promotora, na studia doktoranckie. Ukończyłam je obroną pracy doktorskiej w czerwcu 1967r. W tym samym roku wyjechałam na roczne stypendium podoktoranckie na Uniwersytet Harvarda w Stanach, skąd wróciłam do Polski w grudniu 1968r. Pani Pepa, z rodziną, zdecydowała się w 1968r opuścić Polskę i na początku 1969r wyjechała na stałe do Szwecji. Jej pracownia została rozwiązana, a ja przeniosłam się wtedy do pracowni prof. Lecha Wojtczaka. Jednak są to już dalsze dzieje, których nie będę opisywać, pragnę natomiast opisać pracę w pracowni p. Pepy.

Kiedy w 1960r rozpoczynałam pracę w Instytucie, byłam w tej pracowni, za wyjątkiem pani profesor, jedyną osobą. Dopiero później, w połowie lat sześćdziesiątych, w charakterze doktorantek zostały przyjęte Elżbieta Łągwińska i Zofia Szczęsna. Praca Elżbiety nad doktoratem była zaawansowana; toteż, kiedy prof. Włodawer wyjechała z Polski, Elżbieta szybko skończyła i obroniła pracę pod kierunkiem prof. Wojtczaka. Zosia Szczęsna natomiast wyjechała z Polski w podobnym okresie czasu jak prof. Włodawer. Ze znajomych, bliższych mi osób pracujących w Instytucie, w wyniku wypadków marcowych wyjechała jeszcze Irena Zawadzka-Kłodos, doktorantka prof. Stelli Niemierko. Wyjazd ich wszystkich powodowany był różnymi względami osobistymi, czy rodzinnymi, nigdy atmosferą nagonki panującej w Instytucie. Wręcz przeciwnie. W Instytucie nie miały miejsca jakiekolwiek represje, wszystkie te osoby żegnane były z wielkim żalem, odprowadzane masowo na dworzec.
1 1 1