Odpowiedzi

2010-01-16T13:57:11+01:00
Moją niezapomnianą chwilą z dzieciństwa są moje czwarte urodziny. Może to i dziwne, że aż czwarte, ale niestety pierwszych trzech nie pamiętam. Tego dnia mama piekła tort, robiła ciasta, sprzątała i nakrywała do stołu. Nie wiedziałam jeszcze dlaczego. W końcu usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama otworzyła je szybko i kazała mi iść do swojego pokoju bo idą jej koleżanki. A że ja byłam grzecznym dzieckiem poszłam i bawiłam się zabawkami. Do jakiejś godzinie mama mnie zawołała. Wszędzie było ciemno. Wystraszyłam się trochę, ale po chwili światło się zapaliło i usłyszałam " Wszystkiego najlepszego ... "
Było to dla mnie ogromne przeżycie. Potem wszyscy obdarowali mnie prezentami i usiedliśmy do stołu. Tych urodzin nie zapomnę do końca życia.
2010-01-16T14:19:28+01:00
Był piękny, słoneczny dzień. Woda mieniła się niczym kryształki najcenniejszych diamentów w rzece o nazwie Krutynia.Ja niczym siedmioletnie dziecko (mając prawie 17) pluskałem się radośnie nie przejmując się niczym.Po około godzinie tej beztroskiej zabawy usłyszałem przerażający krzyk.To mała dziewczynka prosiła o pomoc z drogiej strony rzeki, jej kolega jeżdżący na wózku wpadł do wody razem z wózkiem , jakby tego było mało to trafił w jedno z najgłębszych miejsc w tym rejonie.Nie zastanawiałem się nawet przez chwile i od razu skoczyłem do wody żeby go ratować.Opór wody wydawał się większy niż zawsze lecz, moje ciało dostało jakiś sygnał alarmowy i ruszyłem w kierunku tonącego chłopca. Gdy dopłynąłem wiedziałem jedno, muszę go wydostać za wszelka cenę.Zanurkowałem i obłędnym wzrokiem szukałem choćby jakiegokolwiek śladu tego chłopca, po chwili zobaczyłem blyszczącą się obręcz z pomiędzy glonów.Nabrałem ponownie powietrza i płynąłem w kierunku chłopca.Głębokość była na tyle duża ze czułem dziwny ucisk w uszach a ciało miało dziwnie ograniczone ruchy.Chłopiec w afekcie rzucał się na wszystkie strony, gdy mnie zobaczył wskazał jedynie na pasek trzymający go przy wózku. Przy ciśnieniu jaki tam było moje ruchy były o wiele bardziej zdecydowane. Rozpiąłem pas i trzymając go pod ręce zacząłem wypływać na powierzchnie. Niosąc go na rekach czułem jak emanuje dumą i zachwytem. Grupka ludzi stojących na brzegu patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Zaniosłem chłopca na ręcznik, on był w ciągłym szoku po tym co się stało. Na pożegnanie powiedziałem: masz szczęście..." i poszedłem nie czekając na żadne słowo podziękowania. Bylem z siebie dumny lecz nie chciałem być okrzyknięty bohaterem. Ten dzień na zawsze pozostanie w mojej pamięci.