Cześć Wszystkim! :)
Mam pytanko.
Na polski muszę opisać te oto wybrane przez klasę książki...
Ale nigdzie nie mogę znaleźć ich opisów..(o czym one są )
Bardzo proszę o pomoc! :)

Ksenia Basztowa – Wampir z Przypadku
Cornelia Funke - Atramentowe serce
Wpuśc mnie- John Ajvide Lindqvist
Harlan Coben – W głębi lasu

Z góry dziękuję Wam ;*
Pozdrowionka ;>
Daje 25pkt, ;D

1

Odpowiedzi

2010-01-16T16:22:17+01:00
Zabierając się do pisania tej recenzji, pomyślałem sobie, że gdyby stopień złożoności wstępu miał być proporcjonalny do stopnia skomplikowania opisywanej książki, to w przypadku powieści Kseni Basztowej już teraz ów wstęp byłby stanowczo za długi. Od razu trzeba sobie powiedzieć smutną prawdę: "Wampir z przypadku" jest powieścią dla wyjątkowo niewymagających czytelników.

Rozpocząłem być może zbyt ostro, ale naprawdę dawno nie czytałem tak nijakiej książki. Ot, chociażby fabuła: niby jakaś jest, ale konia z rzędem temu, kto umiałby powiedzieć cokolwiek interesującego o historii opowiedzianej przez autorkę. Mimo wszystko, skoro już o fabule mowa, wypada chociaż parę linijek poświęcić tej kwestii. Przyznam jednak bez bicia, że nawet z tym może być ciężko.

Bohaterowie, Andriej i Wowa, podczas jednej z wyjątkowo upojnych i zakrapianych wysokoprocentowymi trunkami nocy zostają pokąsani przez miłośnika Tolkiena rozrzucającego nieśmiertelność na lewo i prawo. Jak większość rzeczy po spożyciu, brzmi to zabawnie, ale jeśli po przebudzeniu się i doczołganiu do łazienki widzi się w lustrze ozdabiające fizjonomię, zaskakująco wyrośnięte kły, nietrudno odkryć, że tajemniczy miłośnik wielbił raczej kogoś innego niż angielskiego pisarza. Nie owijając w bawełnę, zapewne był wampirem. Zanim nowo narodzeni "drapieżcy" zdążyli oddać się analizie tego nieco konsternującego faktu, już siedzieli obici i skuci w prywatnym gabinecie nie kogo innego, jak Hrabiego Drakuli. Tajemniczy osobnik tak przynajmniej się przedstawił. Ale w momencie, gdy nieszczęśników z nieciekawego położenia wyrwał nie kto inny, jak... Hrabia Drakula, sprawa zaczęła wydawać się wyjątkowo śmierdząca. Bardziej nawet niż odmienione oblicza bohaterów, gdyż nad tym faktem, o dziwo, dzielni miłośnicy alkoholu przeszli bez kłopotu do porządku dziennego. Co dalej? Szkopuł tkwi w tym, że właśnie nic. Coś w książce się niby dzieje, ale fabuła jest tak sztampowa i nieskomplikowana, że doprawdy ciężko więcej o niej napisać. Następną w miarę ciekawą rzeczą jest już samo zakończenie, ale nie chcąc go zdradzać, poprzestanę na tym, co mamy.

Do stworzenia dobrej książki nie zawsze potrzebna jest dynamiczna, rozbudowana i zaskakująca historia. Autor może się równie dobrze skupić na stworzeniu ciekawych osobowości u bohaterów, przedstawić emocjonalne rozterki targające nimi, a zderzając ich z rzeczywistością, poruszyć ważkie tematy. Może, ale w tym przypadku na to nie liczmy. Oprócz Wowy i Andrieja, reszta postaci to tylko marionetki, wpadające nagle bez polotu na scenę i równie szybko ją opuszczające, bez zwracania na siebie większej uwagi. Nawet sam Drakula nie budzi większych emocji. Szczerze mówiąc, Hrabia ma w książce Basztowej tyle temperamentu i charakteru, że równie dobrze mógłby nazywać się Włodzimierz. Bez różnicy. Wracając jeszcze do głównych postaci, czyli jedynego punktu, jakiego można się uchwycić, to nawet one nie budzą w czytelniku większych uczuć. Ot, po prostu sobie są. Chociaż, jak się tak chwilę zastanowić, to jednak jakieś uczucia budzą – uczucia grozy podczas czytania kwestii, które wygłaszają. Dawno nie spotkałem się z humorem tak nieśmiesznym, tworzonym na siłę i bez najmniejszej iskry. Być może autorka chciała uratować swoje dzieło, okraszając je potężną ilością gier słownych, dowcipów i humoru sytuacyjnego, ale zamiast być filarami podtrzymującymi książkę, stały się one kolejnym gwoździem do jej trumny.

Podsumowując, bohaterowie są nieciekawi i bez wyrazu, dialogi nudne i nieskomplikowane, a określenie fabuły prostszą od budowy cepa byłoby dla owego urządzenia nieco niesprawiedliwe. W zasadzie jedynym w miarę ciekawym i interesującym fragmentem książki jest historia Włada Palownika i Wołoszczyzny. którą autorka zawarła w swojej powieści. Miał to być zapewne jedynie miły dodatek dla czytelników nieobytych z genezą wampirycznej legendy, ale, o dziwo, stał się najlepszym elementem powieści.

Wyjątkowo cenię i lubię wydawnictwo Fabryka Słów, dlatego z niepokojem śledzę coraz częstsze pojawianie się w jego ofercie książek co najwyżej wybitnie przeciętnych. Czytając powieści takie jak "Wampir z przypadku", zastanawiam się, dlaczego wydawnictwo nie poświęciło środków na opublikowanie chociażby jakiejś antologii opowiadań debiutantów. Zabieg to, jak wiadomo, ryzykowny, ale jestem przekonany, że nawet najsłabsze opowiadanie byłoby co najmniej tak dobre jak książka Basztowej. "Wampira z przypadku" czytać należy wyłącznie na własną odpowiedzialność.