Odpowiedzi

2010-01-16T20:02:37+01:00
Była sobota. Od rana miałam zły humor, ponieważ wszyscy wyszli, a ja zostałam sama. Z nosem przyklejonym do szyby, wpatrywałam się w krajobraz za oknem. Marzyłam o śniegu, o lepieniu bałwana, tymczasem widziałam tylko deszcz i błoto. Jednym słowem – jesienna szaruga, a przecież dawno rozpoczęła się astronomiczna zima. Poczułam się bardzo zmęczona. Zamknęłam oczy i przeniosłam się w krainę marzeń.
Nareszcie spadł śnieg i delikatnym, białym puchem otulił nasze szare miasto. Las nęcił ośnieżonymi wierzchołkami drzew, zapraszał do zimowego szaleństwa na stokach leśnych pagórków. Nie zastanawiałam się długo i razem z przyjaciółmi wyruszyłam na saneczkowe szaleństwo. Mroźny wiatr cudownie chłodził nasze rozgrzane entuzjazmem twarze. Śnieg rozpryskiwał się niczym diamenty, kiedy zjeżdżaliśmy z górki na sankach. Słońce przebijało się przez gałęzie drzew, potwierdzając wspaniałą pogodę. Nic nie zapowiadało tego, co zaraz miało nastąpić. Kiedy znalazłam się u podnóża leśnej góry, nagle wiatr zaczął mocniej wiać i rozpętała się prawdziwa zawierucha. Cały las pogrążył się w szarej poświacie, zapanowała niezwykła atmosfera – pełna tajemniczości. Nie miałam odwagi ruszyć się z miejsca, nie wiedziałam w którym kierunku iść, czułam jak chłód przenika całe moje ciało. Wtem wszystko się skończyło równie szybko, jak się zaczęło. Kiedy rozejrzałam się wokół, nikogo nie widziałam. Znajdowałam się na środku leśnej polany, w całkiem obcym miejscu. Nie wiedziałam, jak się tu dostałam, czułam się zagubiona i niepewna. Postanowiłam jednak przełamać strach i znaleźć drogę powrotną do domu. Odważnie ruszyłam przed siebie. Nagle moim oczom ukazał się widok, którego nigdy nie zapomnę. Na wielkim krzaku w kolorze różowym, delikatnie połyskującym w blasku słońca rosły wielkie, soczyste, czerwone owoce w kształcie serca. Zachwycona tym widokiem, podeszłam bliżej i zerwałam jeden z nich. Wtedy usłyszałam głośne zawodzenie, które przypominało nieco płacz, ale było pełne innych uczuć: żalu, gniewu, a nawet nienawiści. Przerażona zaczęłam uciekać. Potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Upadając, uderzyłam się w głowę. Zapadła ciemność ..........
Obudziłam się z uczuciem wielkiej ulgi. Pomyślałam, że nie chciałabym, aby taka przygoda spotkała mnie w rzeczywistości. Gdy spojrzałam na swoją dłoń zaciśniętą w pięść, nie byłam już taka pewna, czy to był tylko sen. W dłoni trzymałam małe, czerwone serce. Może to było serce losu? Skarb jego władcy, kogoś, kto strzeże leśnych terenów? Może ktoś taki istnieje i nie chce, aby jego tajemnicza kraina została odkryta. Może pewnego dnia dowiem się, czy mój sen był prawdziwy...
4 3 4
2010-01-16T20:04:56+01:00
Opowiem przygodę, która przydarzyła mi się wiele lat temu. Myślałem wówczas, że nigdy nie wybiorę się do lasu na polowanie. Ale ta przygoda uleczyła mnie na zawsze i polubiłem myślistwo na całe życie, chociaż byłem naprawdę w wielkim niebezpieczeństwie.
Pewnego razu poprosiłem ojca, aby zabrał mnie do lasu na polowanie. Chciałem bardzo przeżyć coś ważnego i zobaczyć leśną zwierzynę z bliska. Przygotowywałem się starannie, wyczekiwałem dnia, w którym miałem spełnić swoje marzenie.
Pojechaliśmy z ojcem do lasu. Ojciec upominał mnie, żebym zachował ciszę i nie płoszył leśnej zwierzyny. Chodziłem dość długo po lesie, nasłuchiwałem, zobaczyłem kilka wiewiórek, wiele ptaków. Las był piękny o tej porze roku. Był to wrzesień.
W pewnej chwili osłupiałem ze zdumienia, gdyż zorientowałem się, że jestem zupełnie sam. Nie dochodziły do mnie żadne odgłosy ojca. Natomiast usłyszałem chrumkanie, chrząkanie leśnego zwierzęcia. Zorientowałem się, że blisko mnie jest dzik. Pomimo wielkiego strachu, musiałem reagować błyskawicznie. Zacząłem uciekać i w końcu wspiąłem się na dość wysokie drzewo. A dzik nie spuszczał swojego zimnego spojrzenia ze mnie ani na chwilę. Stał pod drzewem i wydawał charakterystyczne odgłosy.
Przesiedziałem na drzewie kilka godzin. Zrobiło się późno. W lesie zapadł zmrok. Było mi zimno, a ze strachy zgrzytały mi zęby. Nie mogłem szukać powrotnej drogi, ponieważ dzik nie odstępował mnie wcale. Była już noc i straciłem nadzieję na jakąkolwiek pomoc. Żeby dodać sobie otuchy, zacząłem po cichu śpiewać ulubione piosenki.
Nagle z wysokości ujrzałem jakby błyski latarki i usłyszałem nawołujące mnie głosy ludzkie. To mój ojciec wraz ze znajomym myśliwym szukali mnie w lesie. A ojciec przeżył tyle strachu, co ja, gdyż martwił się o moje bezpieczeństwo. Moja radość była tak wielka, że do dzisiaj pamiętam to uczucie. Przyjaciel mojego ojca zastrzelił dzika i w ten sposób zostałem uratowany.
Ta wielka przygoda zakończona szczęśliwie sprawiła, że zainteresowałem się myślistwem. Dzisiaj jestem doświadczonym myśliwym i długoletnim członkiem klubu myśliwskiego.
4 4 4