Proszę o poprawienie błędów w tym tekście, nie chodzi mi o błędy ortoraficzne, ale stylistyczne i interpunkcyjne:

Dziś odbył się pogrzeb mojej matki. Nie jestem tym jakoś tak bardzo smutna, ponieważ nie była bliska mojemu sercu. Po prostu przyszłam na jej pogrzeb, po to by nie sprawić przykrości swoim bliskim.

Następnego dnia postanowiliśmy z ojcem, że przeprowadzimy się na wieś. Już Już wcześniej o tym myśleliśmy, ale matka była przeciwna ponieważ nie chciała dojeżdżać do pracy.
Po pewnym czasie znaleźliśmy ogłoszenie sprzedaży. Był to bardzo tani dom. Bez namysłu wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod wskazany adres.
Gdy już dojechaliśmy okazało się, że to był dom o kolorze jaskrawo pomarańczowym, ale to jakoś mnie i mojego ojca nie wzruszyło. Właścicielka tego mieszkania to dziwna, starsza pani. To ona nas oprowadziła po całym mieszkaniu.
Razem z ojcem po długich namysłach doszliśmy do wniosku, że kupimy ten dom, oczywiście po przestępnej cenie.

Dziś postanowiliśmy spakować swoje rzeczy. Wspólnie zaczęliśmy od strychu. Ja od prawej, a tato od lewej strony.
Po chwili znalazłam jakąś małą szkatułkę, przyciągnęła ona moją uwagę, ponieważ wydawała się na drogo cenną. Obejrzałam ją dookoła i po chwili ją otworzyłam... Nagle wyłonił się duch, tak DUCH.
Okazało się, że jest to moja matka! Mówiła do mnie, że mam się nie wyprowadzać, że stanie się coś złego jak jej nie wysłucham.
Nie uwierzyłam jej, zbyt bardzo się na niej zawiodłam żeby ponownie jej zaufać. Postanowiłam o niczym nie mówić ojcu. Tylko by się przejął i na pewno byśmy się nie wyprowadzili, a tak bardzo zależy mi na tej przeprowadzce, bo nie chcę mieszkać w tej starej norze.

Im szybciej tym lepiej.. pomyślałam, dlatego wzięłam się ostro do pracy i w niecałą godzinę byłam spakowana. Po południu byliśmy już we wsi. W końcu miałam własny, duży pokój i nie musiałam go z nikim dzielić. Bardzo mi się podobało w nowym domu, był bardzo ładnie umeblowany i posiadał nowoczesne sprzęty.

Minął już nie cały miesiąc od kiedy przeprowadziliśmy się do Duszków, bo tak ta miejscowość się nazywała, aż tu nagle gdy byłam w szkole mój tato miał bardzo straszny wypadek, otóż gdy wychodził z domu do pracy poślizgnął się przy schodach wejściowych. Trafił do szpitala, lecz niestety nie udało się go odratować, lekarze mówili, że nie było żadnych szans, że mocno uderzył się w głowę i.. wtedy właśnie przypomniała mi się zjawa matki, jak mówiła, że się mamy się nie przeprowadzać, miała rację. Nie uwierzyłam jej. To wszystko przeze mnie! Gdybym mu powiedziała na pewno by się tak nie stało! Jestem tego pewna!
Teraz jestem sama jak palec, bez grosza przy duszy, dlatego postanawiam rzucić szkołę i zarabiać na życie.

Minęło już 10 lat od tego zajścia, a ja nadal czuję się winna tego co się stało, ta wina będzie obarczać mnie do końca życia. Może to przez to jestem nie wykształcona i pracuję na takim niskim stanowisku, tego nie wiem, ale mam nauczkę na przyszłość, żeby posłuchać innych nawet wtedy kiedy ich nie lubimy, kiedy są wobec nas źli.

1

Odpowiedzi

2010-01-18T16:39:06+01:00
Dziś odbył się pogrzeb mojej matki. Nie jestem tym bardzo poruszona, ponieważ nie była bliska mojemu sercu. Po prostu przyszłam na jej pogrzeb, po to by nie sprawić przykrości moim bliskim.

Następnego dnia postanowiliśmy z ojcem, że przeprowadzimy się na wieś.Już wcześniej o tym myśleliśmy, ale matka była przeciwna temu ponieważ nie chciała dojeżdżać autobusem do pracy.
Po pewnym czasie znaleźliśmy ogłoszenie sprzedaży. Był to bardzo tani dom. Bez namysłu wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy pod wskazany adres.
Gdy już dojechaliśmy okazało się, że to był dom naszych marzeń .Właścicielka tego mieszkania to dziwna, starsza pani. Oprowadziła nas po całym mieszkaniu.
Razem z ojcem po długich namysłach doszliśmy do wniosku, że kupimy ten dom, oczywiście po przestępnej cenie.

Dziś postanowiliśmy spakować swoje rzeczy. Wspólnie zaczęliśmy od strychu. Ja od prawej, a tato od lewej strony.
Po chwili znalazłam jakąś małą szkatułkę, przyciągnęła ona moją uwagę, ponieważ wydawała się na drogo cenną. Obejrzałam ją dookoła i po chwili ją otworzyłam... Nagle wyłonił się duch, tak DUCH.
Okazało się, że jest to moja matka! Mówiła do mnie, że mam się nie wyprowadzać, że stanie się coś złego jak jej nie wysłucham.
Nie uwierzyłam jej, zbyt bardzo się na niej zawiodłam żeby ponownie jej zaufać. Postanowiłam o niczym nie mówić ojcu. Tylko by się przejął i na pewno byśmy się nie wyprowadzili, a tak bardzo zależy mi na tej przeprowadzce, bo nie chcę mieszkać w tej starej norze.

Im szybciej tym lepiej.. pomyślałam, dlatego wzięłam się ostro do pracy i w niecałą godzinę byłam spakowana. Po południu byliśmy już we wsi. W końcu miałam własny, duży pokój i nie musiałam go z nikim dzielić. Bardzo mi się podobało w nowym domu, był bardzo ładnie umeblowany i posiadał nowoczesne sprzęty.

Minął już nie cały miesiąc od kiedy przeprowadziliśmy się do Duszków, bo tak ta miejscowość się nazywała, aż tu nagle gdy byłam w szkole mój tato miał bardzo straszny wypadek, otóż gdy wychodził z domu do pracy poślizgnął się przy schodach wejściowych. Trafił do szpitala, lecz niestety nie udało się go odratować, lekarze mówili, że nie było żadnych szans, że mocno uderzył się w głowę i.. wtedy właśnie przypomniała mi się zjawa matki, jak mówiła, że się mamy się nie przeprowadzać, miała rację. Nie uwierzyłam jej. To wszystko przeze mnie! Gdybym mu powiedziała na pewno by się tak nie stało! Jestem tego pewna!
Teraz jestem sama jak palec, bez grosza przy duszy, dlatego postanawiam rzucić szkołę i zarabiać na życie.

Minęło już 10 lat od tego zajścia, a ja nadal czuję się winna tego co się stało, ta wina będzie obarczać mnie do końca życia. Może to przez to jestem nie wykształcona i pracuję na takim niskim stanowisku, tego nie wiem, ale mam nauczkę na przyszłość, żeby posłuchać innych nawet wtedy kiedy ich nie lubimy, kiedy są wobec nas źli.