Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-18T17:43:04+01:00
Charakter Małego Księcia nigdy nie był dla mnie jednoznaczny. Czytając o nim, zawsze intensywnie myślałam, jaki właściwie jest ten mały chłopiec, co mogę odnieść z jego doświadczeń do własnego życia.
Johann Wolfgang von Goethe, niemiecki poeta, prozaik i dramaturg, napisał kiedyś, że „są ludzie, którzy wcale nie błądzą, bo nie podejmują nic mądrego w życiu”. Może zatem warto błądzić, by poznać samego siebie? Żywię przeświadczenie, że błędy, jakie popełniamy, są właśnie mądrym przedsięwzięciem w życiu. Człowiek wówczas staje się dorosły i wie, że coś zyskał, że staje się „pełniejszy” wewnętrznie. Mały Książę, wybierając się w podróż, błądził i stawał się powoli dorosłym człowiekiem. Szukał czegoś, ale sam jeszcze nie wiedział czego. Jego wyprawa była „szkołą”, która pomogła mu zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne w życiu i kim jest on sam.
Mały Książę był jak kwiat – bardzo delikatny, wrażliwy, bezbronny. Zawsze uważałam, że poezją i muzyką możemy wyrazić wszystko to, co trudno jest nam nazwać i określić. Na myśl przyszedł mi utwór Scherzo Nr 1. in h – Moll Fryderyka Chopina, wybitnego polskiego pianisty, po którego koncercie Robert Schuman wykrzyknął : „ Hüt ab – ein Genie!”1. Kompozytor ten potrafił przejść z maestrią od dynamicznej melodii w piano, wykorzystując akcent agogiczny. W tym utworze mieszają się wszystkie jego uczucia, zaczynając od tęsknoty za ojczyzną, kończąc na miłości do kobiety. Będąc długo na emigracji, tęsknił do Polski, toteż w połowie utworu zawarł kolędę „Lulajże Jezuniu”, którą zagrał „z serca”, korzystając jedynie z delikatnie brzmiących dźwięków. To, co usłyszałam, poruszyło „struny” mojego serca. Ta wrażliwa, subtelna melodia była jak Mały Książę… Pragnęłabym być właśnie taka jak on.
Jego „duże” serce dodawało mu niesamowitego wdzięku i sprawiało, że był inni niż wszyscy - miał w sobie pewną zagadkę do rozwiązania… „Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię”
– powiedział Mały Książę. Ta przenośnia jest odzwierciedleniem jego samego. Chłopiec sprawia wrażenie zwyczajnego, niepozornego, bez żadnych zalet i w dodatku małomównego. Nigdy nie odpowiadał. Po prostu – nieciekawy, nudny człowiek. Jednakże należałoby w nim odnaleźć tę „studnię”, to „rozwiązanie zagadki”… Ile razy przecież w życiu napotykamy ludzi, których na początku nie lubimy, bo twierdzimy, że są dziwni, nieciekawi, nieinteresujący. Dopiero po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że właściwie są bardzo osobliwi i mają w sobie pewną „iskierkę”, właśnie „to coś”, co odróżnia ich od innych. Aby to odnaleźć, należy patrzeć sercem, bo - jak powiedział Lis przyjacielowi – „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. To dowód, że człowieka trzeba najpierw poznać, by móc cokolwiek o nim powiedzieć.
Mały Książę wyznał kiedyś swojemu towarzyszowi: „Wiesz, gdy jest smutno, kocha się zachody słońca…”. Uświadomiłam sobie, że szczęście właściwie jest obok nas, wystarczy się tylko rozejrzeć. Nie warto cały czas zwiększać tempa w życiu, są ważniejsze rzeczy. W dzisiejszym świecie liczą się tylko pieniądze, zawód, wszystko, co materialne; każdy chce być najlepszy i mieć najwięcej. To tzw. wyścig szczurów. Panują zamęt i nieporozumienie, niczym w wierszu „Wieża Babel” Wisławy Szymborskiej. Sposobami na odstresowanie są teraz alkohol, używki… A może warto by było poszukać ukojenia w naturze i, tak jak Mały Książę, podziwiać zachód słońca?
Chłopca tego postrzegam jako bardzo odpowiedzialnego. Nie było dnia, by nie wyczyścił na wszelki wypadek już nieczynnego wulkanu. O baobaby też należało dbać, by nie zajęły całej planety. Był niewątpliwie troskliwy – opiekował się swoją Różą. Prosząc o Baranka, nie zapomniał o klatce, by zwierzątko nie zjadło jego towarzyszki. Zawsze mówił, że nigdy nic nie wiadomo. Wydaje mi się, że tej odpowiedzialności powinien nauczyć się każdy z nas. Najdrobniejsze zaniedbanie, niedopatrzenie może prowadzić do katastrofy. Taką naukę warto wnieść w swoje dorosłe życie. Będąc mamą, zawsze trzeba mieć swoją pociechę „na oku” – jedna chwila, niedopilnowanie może prowadzić do wielkiej krzywdy dziecka.
Søren Kierkegaard, napisał, że „trzeba mieć niemało odwagi, aby ukazać się takim, jakim się jest naprawdę”2. Mały Książę nigdy nie wstydził się siebie. Zawsze mówił to, co myślał, i nie trwożył się, by być „sobą”. Po pewnym czasie zrozumiał, że błędem było zostawienie Róży samej na planecie. Opowiadając o niej swojemu towarzyszowi, zaczął płakać. Nie bał się łez. Nie dbał o to, że ktoś by mógł go teraz wyśmiać. Nie lękał się pokazać tego, co czuje naprawdę. Bardzo tęsknił i kochał Różę. Jak sam Antone de Saint - Exupéry pięknie to ujął, „świat łez jest taki tajemniczy”. Zawsze przecież jest jakiś powód, dla którego płaczemy. Na policzkach Małego Księcia płynęły łzy pełne tęsknoty, bólu, miłości… Dziś, w XXI wieku, płacze się tylko w samotności, gdyż publicznie nie wypada okazywać swej słabości. Każdy się tego boi. Dlaczego wstydzimy się samych siebie, swoich łez, uczuć? Zapewne to pozostanie na zawsze pytaniem retorycznym… Ludzie chcą grać dorosłych, poważnych ludzi, twierdzą, że łzy są tylko dla małych dzieci. Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że chciałaby umieć płakać, ze tego nie potrafi… To bardzo smutne. Podejrzewam, że Mały Książę podzieliłby moje zdanie. Każdy powinien być „otwarty” na innych, nie wstydzić się łez, swoich uczuć, obaw, smutków…
„Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś”
– wyznał Lis chłopcu. Mały Książę pewnego razu zauważył, że na jego planecie wyrosła róża. Na początku nie za bardzo lubił ją, ponieważ nie była ani trochę skromna, dużo się przechwalała, interesowała się tylko swoimi potrzebami i w dodatku kłamała. Miała parę kolców, którymi, jak twierdziła, da radę się obronić. Mały Książę zostawił ją samą, wyruszając w podróż. Po jakimś czasie zrozumiał, że powinien być teraz przy niej, że ona go potrzebuje. Sam później stwierdził: ”Byłem za młody, aby umieć ją kochać”. Nie dostrzegł wcześniej u niej tej „studni”, o której już wspominałam. Te cztery kolce, którymi się przechwalała, były tylko dowodem na to, że tak naprawdę jest bezsilna, bezbronna. Bała się to wyznać Małemu Księciu. Wiedziała, że bez niego nie może żyć. On był od niej silniejszy, dłużej od niej żył, toteż już wiedział więcej; polegała na nim. Może i wstydziła się tej swojej słabości. Ale prawdą jest, że tak naprawdę ona kochała Małego Księcia, ponieważ opiekował się nią i troszczył o nią… Ta Róża jest przykładem dzisiejszej kobiety – niby niezależnej, odpowiedzialnej, „silnej”, radzącej sobie w pracy i w domu, samowystarczalnej, ale w głębi duszy potrzebującej „silnego ramienia” – mężczyzny, który by się nią zaopiekował, wspomógł, troszczył... Z czasem Mały Książę to zrozumiał. Tym większe było jego cierpienie, gdy pojął, ze jego róża jest efemeryczna. Już wiedział, że nie powinien jej zostawić. Ona go potrzebowała… „Miłość jest pragnieniem, aby coś komuś dawać, a nie otrzymywać”- pisał Bertolt Brecht3. Teraz mogę stwierdzić: tak, Mały Książę kochał prawdziwie Różę. Chciał jej podarować troskę, czułość; wszystko to, czego potrzebowała. William Szekspir, słynny poeta angielski, zauważył, że „człowiek uczy się na własnych błędach”. Tak więc Mały Książę już wiedział, co zrobił źle, i zrozumiał, że musi do niej wrócić. Zamieszczona w temacie mojej pracy myśl jest właśnie pointą tego, co chcę wyrazić. W życiu trzeba błądzić, by zrozumieć… Dziecko, mimo ostrzeżeń mamy, i tak dotknie żelazka, by się przekonać, że jest gorące. Drugi raz tego błędu nie popełni.
Pewnego dnia towarzysz Małego Księcia zapomniał o klatce dla Baranka. Po pożegnaniu z małym chłopcem, bardzo często patrzył w niebo usłane gwiazdami i zastanawiał się, czy wszystko jest w porządku, czy Baranek nie zjadł Róży. Twierdzę, że tu się odsłania kolejna prawda – gdy się do kogoś przywiążemy uczuciowo, na zawsze jesteśmy odpowiedzialnymi za druga osobę. Dba się wtedy o nią, pomaga rozwiązywać problemy, dzieli smutki, radości… Wówczas życie drugiej osoby, jest naszym życiem. Mały Książę nie chciał, by jego Dorosły Przyjaciel został ukąszony przez żmiję. Nie mógł dopuścić, by ten, którego „oswoił”, cierpiał.
Mały Książę, tak jak często wielu z nas, przeżył pewne zwątpienie, „kryzys”. Zapłakał i było mu smutno, gdyż zauważył w ogrodzie miliony róż. Myślał, że jego była jedyna na świecie, a nagle się okazało, że jest takich podobnych do niej bardzo wiele. Doszedł do wniosku, że posiadanie róży, baobabów i wulkanów jest w zasadzie niczym. Dopiero po pewnym czasie zrozumiał, jak wiele oznacza to „nic”. Cała jego wyprawa pozwoliła mu zrozumieć, jak dużo posiada. Róża okazała się tak naprawdę jedyną w swoim rodzaju, a baobaby i wulkan – skarbem. Powodem takiego myślenia był właśnie fakt, że Mały Książę na początku spojrzał na to wszystko „oczami”, nie „sercem”…. Tak wielu ludzi robi. Każdy myśli „materialnie”, racjonalnie, „matematycznie”, „schematycznie”. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca na ocenę serca, tylko rozumu. Dążymy dalej i dalej, chcemy więcej i więcej, czując niedosyt. Ale może jednak warto się na chwilę zatrzymać i dostrzec, jak wiele tak naprawdę mamy?
Popatrzmy na zachowanie Małego Księcia okiem „filozoficznym”. Chłopiec ten dostosował się nieświadomie do filozofii Aurea mediocritas4. Zachowywał zawsze umiar w szczęściu, co przygotowywało go do równowagi ducha w przypadku nieszczęść, niepowodzeń i smutku. Korzystając z tej zasady, zapewnił sobie wewnętrzną harmonię. Myślę, że powinniśmy spróbować skorzystać z tego we własnym życiu. Takie opanowanie, zrównoważenie pomogłoby nam w ciężkich chwilach. Jednakże, pisząc o tym, dziwnie się trochę czuję… Może i z tego względu, że napisałam to z punktu widzenia dorosłego człowieka, a nie dziecka… Gdyby Mały Książę to przeczytał, pewnie skrzywiłby się i powiedziałby znów: „Dorośli są bardzo dziwni”.
Zawsze opakowanie prezentu zajmuje mi około dwóch godzin. Dlaczego tak się dzieje? Za każdym razem, gdy chcę coś komu podarować, pakuję i ozdabiam to starannie, pracowicie i z sercem. By pójść na klasówkę do szkoły, wcześniej systematycznie i wytrwale się uczę. Gdy Mały Książę szedł przez pustynię z przyjacielem, po długim wysiłku znalazł studnię. Nie ucieszyłby się tak, gdyby nie to, że tyle się natrudził, by ją znaleźć. Po takim wysiłku i staraniach woda smakowała dużo lepiej… Smak jej był po prostu niezastąpiony. Tak właśnie powinno być w naszym życiu- w pracy i we wszystkim, co robimy, trzeba dawać całego „siebie”, wówczas rezultaty będą nas dużo bardziej cieszyć.
Żywię przeświadczenie, że dzięki symbolice zawartej w książce Antoine’a de Saint - Exupéry’ego można wiele zrozumieć. Arthur Schopenhauer stwierdził, że „ wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli”5. Mimo ciężkiego wysiłku, warto „pracować” nad sobą. Jeśli chcemy być doskonali, musimy powoli wszystko poznawać, uczyć się. Jak małe dziecko w wierszu Wisławy Szymborskiej „Mała dziewczynka ściąga obrus”, Mały Książę wyrusza w długą podróż… Tyle że w naszym życiu zamiast poznawania zjawisk towarzyszącym ściąganemu obrusowi musi pojawić się odkrywanie ważnych prawd moralnych, wartości istotnych w życiu; zamiast podróżować na inne planety i Ziemię podróżujemy w poszukiwaniu Prawdziwego Życia…
10 2 10