Odpowiedzi

2010-01-18T18:50:50+01:00
Spędziłam je nie w żadnych ciepłych krajach ale w polskim krajobrazie. Po zakupach robionych w ostatniej chwili. Muszę zaznaczyć, ze udanych. Nadzwyczaj udany karp potem przyzrądzony w galarecie i udane zakupu upominków pod choinkę dla najmłodszego pokolenia. Samachód zdalnie sterowany i samodzielnie jeżdżąca, sapiąca i gwiżdżaca kolejka dla dwóch czteroletnich dżentelmenów. Dawno nie jadłam tak smacznego karpika a na deser makowca.

Tradycyjnie w mojej rodzinie prawie nie pijemy alkoholu. W te święta męska część rodziny skosztowała mioduny. Jest to trunek (chyba) wydestylowany z miodu pitnego o smaku bardziej wykwintnym od whisky i brandy razem wzietych. Na nasz stół ów trunek trafił przypadkowo. Był opakowany w pięknej, robionej na specjalne zamówienie drewnianej walizeczce z zestawem 2 smukłuch kieliszków w pięknej także stylizowanej butelce. Szkoda, ze zabrakło śniegu. Bogu też zostało oddane co boskie. Wprawdzie nie na pasterce a dopiero na sumie w pierwszy dzień świąt...

W drugi dzień świat odwiedzilismy rodzinę mieszkającą nad zalewem Zegrzyńskim w gminie Nieporęt. Dominującym tematem przy światecznym obiedzie była gehenna komunikacyjna jaką codziennie musi przeżywać mieszkająca tu ludnośc. 27 km do centrum Warszawy pokonuje się w dwie godziny z trzema przesiadkami... i to nie zawsze ma się takie szczęście... bo zdarza się, że autobus jadący z Rynii i Załubic jest tak zatłoczony, że już w Nieporęcie nie zatrzymuje się. Dojazdy z Białołęki do centrum są także horrorem. W ogóle komunikacja warszawska i podwarszawska to jest jedna wielka porażka samorządów Warszawy i samorządów podwarszawskich. Zdecydowanie ten temat powinien dominować w rozpoczynającej się niebawem kampanii wyborczej do samorządów. Samo spotkanie rodzinne było bardzo udane i symaptyczne. Tematów politycznych raczej unikalismy nie licząc oczywiście wyżej wymienionego.