Odpowiedzi

2010-01-18T20:27:26+01:00
Dzień pierwszy
Jestem taki szczęśliwy! Wracam w końcu do domu, do żony, do syna, do mojej ojczyzny. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale jednak…cieszę się niezmiernie. Muszę zacząć przygotowania do powrotu. Dzień, w którym ujrzę moja rodzinę, będzie najcudowniejszym dniem w moim życiu.
Dzień drugi
Wypłynąłem. Jestem już krok do przodu w dążeniu do odzyskania rodziny na nowo. Podróż zapowiada się dobrze. Niezbyt silne fale, niezbyt porywisty wiatr, pogoda w sam raz. Z resztą, nawet gdyby były sztormy, burze, huragany i tak wracałbym do domu jak na skrzydłach.
Dzień dziewiętnasty
Już osiemnasty dzień żeglugi. Do tej pory obeszło się bez większych problemów. Pogoda wciąż dopisuje, humor też. Właśnie zauważyłem góry! Tak, to ziemia Feaków. W końcu znajdę się na lądzie. Przepełnia mnie tak nieokiełznana radość, że mam ochotę krzyczeć, śpiewać wniebogłosy.
Dzień dwudziesty
Jestem przerażony. Rozgniewałem Posejdona. Zmącił swoim trójzębem morze, bym nie mógł spokojnie żeglować. Nie chciał mojej śmierci, chciał mojego cierpienia. Oby tylko nie spełniły się słowa bogini, ,,że nim stanę na ziemi ojczystej, na morzu dopełnię miary swych cierpień”. Wiatry połamały mi maszt , a żagle i reje odpłynęły na głębokie morze. Uratowałem jedynie tratwę. Jestem skończony. Polegnę na morzu. Jakimż byłem głupcem myśląc, że uniknę zemsty Posejdona, jakimż byłem głupcem wykrzykując dumnie Polifemowi swoje imię! Teraz, nie dość, że nie dotrę do domu, to zginę jak zwykły, prosty śmiertelnik. Trzeba było ginąć pod Troją, jako bohater, a nie nędznik! Miałbym uroczysty pogrzeb, stałbym się sławny i poważany. A teraz? Jaka to mnie przyszłość czeka?! Fale dalej mnie niosą, a wiatry szaleją. Przecież ja tego nie wytrzymam! A cóż to takiego wynurza się z głębin?! Czyżby Posejdon wymyślił dla mnie kolejną, okrutną karę? Ale przecież to… tak! to Leukotea! Każe mi porzucić szaty i tratwę, płynąć samemu z daną mi przez nią boską namiotką pod piersiami. Mam płynąć do ziemi Feaków, bo niby tam czeka mnie koniec moich cierpień, lecz nie, ja już nie jestem tak naiwny. Pewnie to kolejny podstęp Pana. Nie zejdę z tratwy, dopóki fale same mi jej nie zniszczą. Dopiero wtedy rzucę się wpław. Tak, to będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji. Nie pozwolę się…
Dzień dwudziesty pierwszy
Mało co nie straciłem życia. Zamyśliłem się i Posejdon zaatakował ponownie, tyle ze teraz, ze zdwojoną siłą. Fala była ogromna, ciężka, zabójcza. Wtedy miałem już dosyć. Strach mieszał się z rezygnacją i bezsilnością. Nie miałem już siły dalej walczyc, jednak nie można się poddawać. Pomyślałem sobie, że muszę przeżyć, muszę zachować się honorowo, bohatersko, muszę zobaczyć moich bliskich, moja ojczyznę. Wtedy to ściągnąłem szaty i rozwinąłem namiotkę. Leukotea miała rację. Namiotka uratowała mi życie, a na ziemi Feaków czekał mnie ratunek. Jestem niezmiernie wdzięczny Ino za ten podarunek. Tymczasem Atena kazała wiatrom uciszyć się, a Boreaszowi wygładzić fale przede mną, bym mógł dotrzeć na ląd, między Feaków, unikając śmierci i demonów. Znów odzyskałem wiarę. Nie posiadam się z radości, że już tak niewiele dzieli mnie od domu. Nie jestem w stanie wyrazić mojej wdzięczności Atenie. To jej zawdzięczam moje życie. Moja radość jest nie do opisania. Szaleję ze szczęścia. Jeszcze trochę i spotkam moją żonę i syna. Jeszcze trochę…
1 5 1