Odpowiedzi

2010-01-20T18:10:13+01:00

Duchy raciborskie
Straszą w piwnicach i komnatach zamków, mają swoje msze, najczęściej pojawiają się o północy, ostrzegają przed niebezpieczeństwem, chcą wreszcie wrócić z podziemi do rzeczywistości. Kto? Raciborskie duchy, bohaterowie fascynujących opowieści naszych przodków. Przejrzyjmy więc poczet miejscowych zjaw.
Legenda pszowskiego kościółka
Pierwszym pszowskim kościółkiem była oczywiście drewniana świątynia. Nosiła nazwę św. Krzyża. Na jej miejscu przy ul. Obrońców Pokoju dziś jeszcze stoi, ufundowany w 1865 r. kamienny krzyż przydrożny. Jednak już wiele lat wcześniej zbudowano w Pszowie nowy, murowany już kościół pw. Wszystkich Świętych, który znaczeniem swym przyćmił sławę pierwszej drewnianej świątyni.
Duchy nie dają spokoju
Kościół w Rudniku związany jest z bożogrobcami, czyli zakonnikami Stróżów Grobu Chrystusowego. Mnisi ci przebywali w Raciborzu od 1295 do 1810 roku, kiedy to ich klasztor na Przedmieściu Odrzańskim został sekularyzowany przez króla Prus. Teraz na dawnych włościach zakonnych stoi stacja Statoil i market Alberta. Trudno uwierzyć, że jeszcze w latach 20. XIX wieku stał tu kościół św. św. Piotra i Pawła.
Kara za grzechy
Wracamy do naszej podróży w krainę raciborskich legend i zostajemy przy najsłynniejszych duchach. Tym razem będzie o pewnym mieszkańcu Pawłowa, który po śmierci, już jako zjawa, postanowił ukarać swoich niegodziwych krewnych.
Legenda o Raciborzu
W bardzo dawnych czasach, kiedy obszar Raciborza porastała jeszcze gęsta puszcza, zjawił się w niej na polowanie mężny Racibor, jak głosi legenda, książę odległego Pomorza.
Łeb Tatarzyna
W 1241 roku miasto dwukrotnie odwiedzały tatarskie hordy. Związane są z tym dwie barwne legendy.
O czym szemrze źródło podań
Zna go każda śląska wieś i znało każde śląskie dziecko. Dziś, niestety, pamięć o nim zanika. Najwięcej podań ludowych o jego przeżyciach i przygodach narosło w pierwszych dziesięcioleciach XX w.
Piękna Elza
Uporczywy deszcz ciął swymi biczami policzki jeźdźca, który starał się wydostać z kniei. Koń niespokojnie rżał szukając bezpiecznej drogi na podmokłym, gliniastym gruncie wśród gęstych zarośli. Spod kaptura szarej peleryny dzikie oczy szukały spokojnej przystani, a jednocześnie przemierzały okolicę, jakby w poszukiwaniu czegoś, co nie tak dawno sprowadziło go w te odstępy. Nagle wędrowiec zauważył blade, nikłe światełko, które niczym zwodniczy ognik piekielny majaczyło wśród ciemności. Tknięty nadzieją pogonił konia i ruszył w tym kierunku...
2 2 2