Odpowiedzi

2010-01-21T17:25:32+01:00
Jest rok 3285.Eustachy Łysy w 2010r. wynalazł płyn na nieśmiertelność. Mieliśmy więc 14 lat. Właśnie przelatywałyśmy z Kasią nad Dominikaną najnowszym speedrocket. Otrzymaliśmy elektrowiadomość:"Jedziemy na wycieczkę z cała klasą na Marsa.Lecz są pewne komplikacje .Nie mamy elektrorakiety ponieważ szkolna się zepsuła.Agata."Nazajutrz wszyscy przyszli do cyberszkoły.W zamieszaniu nie mogłam dojść do słowa,więc krzyknęłam:
-"Nie martwcie się o dowóz ,wypożyczyłam najnowszą rakietę od NASA!"
Gdy wszyscy siedzieli już na swoich miejscach ruszyliśmy.Po pewnym czasie dotarliśmy do Marsa.Każdy był zachwycony tutejszą roślinnością i czerwoną ziemią Po paru minutach zauważyliśmy ,że nie ma Artura.Byliśmy przerażeni.Kuba powiedział:
-"Musimy go znaleźć!"
-"Racja, ale gdzie go szukać "-powiedziała Agata.
-Najlepiej się rozdzielmy .Jeśli coś znajdziecie, powiadomimy się przez elekrto-cyberkomórkę.-odparłam
Po kilku minutach Damian znalazł coś podobnego do jaskini.Gdy wszystkim już powiedział ,nie wiedzieliśmy co zrobić.
-"Nie mamy wyjścia wchodzimy"-odrzekłam.
Po 3 kilometrach, 2 metrach i 73 centymetrach zobaczyliśmy 2 zielone ludki z antenkami.
-"Kasia, powiedz coś ty najlepiej znasz języki obce."-powiedział Maciek.
Kasia nie wiedziała co powiedzieć, lecz wyjąkała:
-"Ja,ja być z Ziemia."
-"Co oni mówią?"-spytał kosmita drugiego.
-"Umiecie mówić po polsku?!"krzyknęłam zdziwiona.
-"Czemu mielibyśmy nie umieć."-odpowiedziały ludki.
Nagle wrzasnął Mateusz:
-"Oddajcie nam naszego Artka!!!"
-"Weźcie go sobie,znaleźliśmy go koło naszej jaskini,niszczył moje piękne marsjańskie kwiaty."-powiedział zielony ludek.
Wtem zza skały wyszedł Artur,bardzo się ucieszył ,gdy nas zobaczył.Spytał się ufoludków:
-"Wypuścicie mnie?"
-"Jasne, ale więcej nie niszcz moich kwiatów"-rzekł ufoludek.
Kiedy dotarliśmy na Ziemię każdy był podekscytowany przeżytą przygodą.Klasa już nigdy nie chciała polecieć na Marsa! ;D

Liczę na naj... buziaczki;**
2 5 2
2010-01-21T17:34:36+01:00


Wiele razy zadawałam sobie pytanie jakby to było, gdyby świat wyglądał inaczej? Wszystko dotychczas wydawało się być tylko szarą rzeczywistością. Wykonując swoje codzienne czynności, w piątkowy poranek wybrałam się jak zwykle do pobliskiego kiosku po gazetę.
Wracając ujrzałam plakat filmu, który widniał na witrynie sklepowej. Film miał się ukazać niedługo w kinach. Z wielką niecierpliwością czekałam przez następne dni, aby go zobaczyć. W końcu doczekałam się. Po obejrzeniu całego filmu zrozumiałam, że zielone stworki i latające samochody to tylko wymysł jakiegoś reżysera, który poprzez nakręcenie takiego science-fiction zbijał majątek.
Całą powrotną drogę z kina do domu rozmyślałam o tym jak dobrze i ekstrawagancko musiałabym się czuć na "tamtym świecie". Położyłam się wcześnie i szybko zasnęłam. Po pewnym czasie poczułam się niedobrze i szybko się obudziłam.
Z początku nie zdawałam sobie sprawy, iż jestem w statku kosmicznym zmierzającym w kosmos. Bardzo się przeraziłam widząc zielonego ufoludka. Dowiedziałam się, że zostałam wyznaczona, aby tam polecieć. Dotychczas myślałam, że takie rzeczy nie istnieją - myliłam się.
Galek bo tak miał na imię, zabrał mnie swoim wehikułem do bazy badawczej. Tam zostałam zapoznana z resztą ekipy i przeprowadzano na mnie wiele badań. Zgodziłam się, zostać jednym z nich. Wraz z momentem wszczepienia do mojego mózgu tkanki z tworzywa polimerowego stałam się udoskonalonym człowiekiem o zielonej barwie skóry, który potrafił wszystko.
Wkrótce zostałam powołana na stanowisko władcy. Byłam zaskoczona, a zarazem dumna z tego, lecz wzbudzało to we mnie niepokój, bo nie wiedziałam do końca na czym to ma polegać. W niedalekiej przyszłości naszą planetę zaatakowali najeźdźcy z Wszechświata. Chcieli nam zabrać rakietę, która była naszą siłą powodującą przewagę nad innymi. Pomimo tego, że nasza armia poniosła wielkie straty, ostatecznie odnieśliśmy zwycięstwo przeciwko wrogim przybyszom. Za sprawą wygranej bitwy, zostałam powtórnie wybrana na królową, a w ramach podziękowania wystawiono mi pomnik na moją cześć.
Zostałam również obdarowana wieloma innymi cennymi nagrodami. Jedną z nich była specjalnie zbudowana dla mnie rakieta, którą wystrzelono mnie w kierunku ziemi. Poczułam nagły wstrząs i ból lewej ręki, gdy okazało się, że leżę na podłodze obok swojego łóżka.
W moim pokoju zielone były tylko kwiatki stojące na oknie, a ja oprócz sinego łokcia miałam skórę normalnego koloru. Z tego fantastycznego snu zostały mi tylko fragmenty, tak bardzo podobne do przeżyć ufoludków ze znanej gry komputerowej.
1 5 1