Odpowiedzi

2010-01-23T22:17:47+01:00
Pewnego mroźnego, styczniowego dnia wybrałam się na lodowisko z przyjaciółmi. Była ze mną Ania, Michał , Monika i Rudy. Gdy wsiadaliśmy do autobusu, nie było z nami Michała. Trochę się zdziwiliśmy, gdyż jeszcze przed godziną rozmawiałam z nim przez telefon i nie mógł się doczekać tego wyjazdu. Kiedy bus powoli zaczął odjeżdżać ze przystanku, zza zakrętu wyleciał Misiek. Cały zadyszany w mgnieniu oka dopadł autobus i zaczął w niego uderzać rękami ile miał sił. Siedzieliśmy z samego tyłu i usłyszeliśmy to dudnienie o pojazd. Zawołaliśmy kierowcy, żeby się zatrzymał. Nie należał on do ludzi sympatycznych i zazwyczaj się wykłócał z dziećmi, ale dziś był wyjątkowo miły. Zatrzymał się posłusznie i pozwolił wsiąść zadyszanemu koledze do autobusu. Gdy dojechaliśmy na lodowisko, okazało się, że było zamknięte. Nie wiedzieliśmy czemu, ale postanowiliśmy nie drążyć już tego i wybraliśmy się do kina na film: "Mróz". Wybraliśmy go, gdyż skojarzył nam się z pogodą, która panowała na dworze. Był bardzo śmieszny. Uśmialiśmy się przy nim jak nigdy. Gdy wyszliśmy z kina, postanowiliśmy udać się na pizzę. Miło spędziliśmy czas i bardzo dobrze się bawiliśmy. Niestety, nie obeszło się bez złej strony wyjazdu. Jeszcze gdy byliśmy w pizzerii zadzwonił telefon komórkowy. To była mama. Nie obeszło się bez kazania, ale i tak miło wspominam tamten dzień.

Jest 5 z ó, a z u to nie wiem ;)) Na pewno trochę więcej, mam nadzieję, że może być ;)) Pozdrawiam ;))
Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-23T22:19:54+01:00
Na dworze panuje mróz zmieniający deszczową wodę w ślizki lód.ludzie ubierają ciepłe kurtki, palą w kominkach.Nikomu nie chce sie wychodzić z domów na takie surowe, zimne powietrze.Wszyscy wolą siedzieć w ciepłych fotelach , ogladać wspaniałe filmy w telewizji niż wychodzić na dwór.Nawet dzieci nie mają ochoty isc pozjeżdzac na sankach ani ulepić bałwanka z nosem zrobionym z marchwi i guzikach z wegla.Zima wszystim daje ostro w kosć i zaczyna sie to nie zabardzo ludziom podobać.
2010-01-23T22:20:15+01:00
Pewnego zimowego dnia wychodząc ze szkoły, postanowiłam UDAĆ się do babci, KTÓRA mieszka niedaleko mojej miejscowości w małej wsi. Gdy doszłam do PRZYSTANKU AUTOBUSOWEGO na ziemi UJRZAŁAM coś bardzo dziwnego. Było czarne i DUŻE. Po ZBLIŻENIU się do dziwnego zjawiska, od RAZU ZAUWAŻYŁAM, że na ziemi leży starszy człowiek. Natychmiast podbiegłam do niego zapytałam czy wszystko w PORZĄDKU. PÓŹNIEJ pomogłam MU się podnieść. Gdy USIEDLIŚMY na ławce, ÓW mężczyzna opowiedział mi historię swojego NIEFORTUNNEGO UPADKU. Wnet okazało się, iż STARUSZEK spiesząc się na odjeżdżający autobus, poślizgnął się i UPADŁ na ziemię. Niestety nikt dookoła nie podjął się podniesienia mężczyzny, gdyż wszyscy spiesznie wsiadali do autobusu. I biedak tak leżał na ziemi aż do MOMENTU mojego przyjścia. W pewnej chwili mężczyzna nagle przerwał swoją historię i szybko PODNIÓSŁ się z miejsca. Gdy też podniosłam się z ławki i wychyliłam trochę głowę zza przystanku, ujrzałam nadjeżdżający autobus. Następnie pomogłam STARUSZKOWI ostrożnie wsiąść i zająć miejsce a AUTOBUSIE. Tym razem obeszło się bez żadnych przykrych INCYDENTÓW. Gdy dojechałam JUŻ na wieś, TRUCHTEM pobiegłam do mojej babci, gdyż było mi strasznie zimno. Wchodząc do jej mieszkania, JUŻ przy WEJŚCIU USŁYSZAŁAM miłe powitanie. PÓŹNIEJ opowiedziałam babci o nieszczęśliwym zajściu. Babcia poklepała mnie po plecach i powiedziała, że dobrze że na świecie są jeszcze tacy pomocni i ALTRUISTYCZNI LUDZIE jak ja. :D

'u' i 'ó' jest trochę więcej niż po 5 ;P