Odpowiedzi

2010-01-25T19:03:01+01:00

Pragnę przytoczyć historię,która mogła przytrafić się każdemu...a jeżeli nie przydarzyło się nam coś takiego to na pewno przeczytaliśmy o takiej sytuacji,lub ktoś opowiadał nam coś podobnego jako łzawą historię zapewne o miłości...

Cała sytuacja miała miejsce ładnych kilka lat temu kiedy to byłam bardzo młodą nastolatką z uroczymi lokami na głowie... Ale dokładnie pamiętam wszystko....

było jesienne,deszczowe popołudnie,żaden tam specjalny dzień. Ale los chciał,że spotkałam wówczas pewnego chłopaka,a żeby od razu sprowadzić sprawę na właściwy tor to nie chłopaka a mężczyznę.Mężczyznę dorosłego,eleganckiego,któremu nie brakuje szarmancji ale i poczucia humoru.Jest wyrafinowany i ułożony,wie czego chce,jak się później okazuje mężczyznę z pasją...Już nie wspomnę o tym,że uroku i czaru osobistego też nie można było mu odmówić.Ale jak wspomniałam nie jest to opowieść o miłości i od razu powinnam powiedzieć że ów mężczyzna zaintrygował;a mnie faktem swojej pasji to też nasz rozmowa nabrała barw. Mężczyzna już miał imię;Artur,po prostu Artek.

Zafascynował mnie wówczas bo ja byłam młoda dziewczynką która z życia może opowiadać anegdoty z wydarzeń na przerwie w szkolnym korytarzu lub jak mi poszedł sprawdzian z historii a on poważny człowiek,który ma ciekawe życie bo z rozmowy wynikło że to muzyk,dokładniej mówiąc perkusista... Długo rozmawialiśmy i z tej rozmowy wiele się dowiedziałam,o Arturze właśnie...Gdy zobaczył,że słucham tego co mówi o muzyce.o koncertach o zespole tak mu oczy błyszczały niczym dobrze oszlifowane diamenty...

Właściwie rzec mozna było,że ta jego euforia,aż sie unosi w powietrzu i promieniuje.Z takim zafascynowaniem opowiadał o muzyce,że wyraźnie czuć było jak ta perkusja jest jego wielką miłością....miałam wrażenie,że rano wstaje po to aby grać,a zasypia z myślą co będzie grał jutro.Zaczarował mnie tak swoja historią,że już nie patrzyłam w ogóle na niego,a słuchałam opowieści o taktach i dźwiękach,miał tyle energii i życia w sobie gdy o tym mówił,że mógłby kamieniołomy przerzucić z jednego miejsca na drugie...Ale nagle spoważniał, uśmiech jakby stopniał,usiadł prosto i powiedział,że od ponad dwóch lat już nie gra bo teraz ma inną miłość...kobietę i syna. I zupełnie stonowany opowiedział o tym że w życiu nie można mieć wszystkiego.Usłyszałam jakby trochę innego mężczyznę,ale kiedy wrócił do opowiadania o synu oczy znów jakby mu się wypełniły światłem... opowiadał że teraz jak nie ma mamy Nikosia to razem schodzą do garażu gdzie teraz stoi jego perkusja i grają... pokazuje mu różne chwyty i sam coś tam zawsze z tego ma.Bo ja widziałam,że ten instrument nie jest mu obojętny....Trochę nawet zażartowałam,że jesteś jak marynarz nawet nie bez statku a bez morza... ale wówczas wydawało mi się że to idealny mężczyzna,że naprawdę musi mocno kochać.Nikt tak bez przyczyny nie rezygnuje z pasji,być może z kariery a na pewno z pieniędzy jakie niewątpliwie łączą się z muzyką tego typu.No i z takim przekonaniem w mojej głowie rozstaliśmy się.

Potem,korzystając z nowoczesnej techniki kontaktowaliśmy ię ze sobą,często razem rozmawialiśmy,o roznych rzeczach,czasem zupełnie o niczym,niejednokrotnie doradzaliśmy się i radziliśmy sobie.Taka znajomość,którą bardzo szybko polubiłam,trwała też długi czas.Poznaliśmy się bliżej,już wtedy wiedziałam,że Artur ma niby wszystko,a czegoś mu brakuje... Mimo to wydawał mi się być szczęśliwym człowiekiem;był inteligentny i wykształcony,bardzo ambitny,miał u boku kobietę i wspaniałego syna,pracę 5 dni w tygodniu, dobrze płatną,samochód o którym marzy każdy nastolatek,mieszkał co prawda u rodziców ale to dlatego,aby babcia mogla zajmować się wnukiem i odciążyć od wszelkich obowiązków a mama Nikosia miała studiować,chciało by się powiedzieć"niby cudownie,a wcale nie jest tak dobrze"

Ciągle piał,że brakuje mu tego że kiedyś grał a teraz tego nie ma,że to było jego zycie i przepis na sukces,a teraz wyrwano mu duszę i zapakowano umarłą do czarnego plastikowego worka,przytłaczające to,dlatego zaczęłam pytać dlaczego ot tak zrezygnował z czegoś co tak kocha.Przecież powołanie do muzyki krzyczało wręcz w nim...Opowiedział mi wówczas historię o tym jak poznał dawno temu cudowna kobietę,dla niej był gotowy a wszystko a ona powtarzała,że nie będzie mieć chłopaka,którego nie ma w żaden weekend a dodatkowo w tygodniu chodzi na próby.Dla niej zrezygnowała z perkusji,z zespołu z pasji... chciał wrócić do tematu ale dziewczyna urodziła mu synka,sytuacja stanęła w martwym punkcie,jż nie chciał denerwować mamy Nikosia takimi rzeczami jak własna przyjemność z muzyki,której p ona jednak nie tolerowała.Poszedł do pracy i tak zostało,dostał ultimatum"albo ja,albo grasz"To bezduszne,myślałam. Już wtedy znienawidziłam tę kobietę i myślałam,że to najgorsza baba na świecie jak mogła się trafić Arturowi,ale tą uwagę zostawiłam dla siebie,zawsze uważałam ,że to dorosły facet i że nie należy ludziom w taki sposób wchodzić w życie z butami, potoczne mówiąć.

Ale ciagle powtarzałam Arturowi,że już moja babcia mówiła że człowiek bez pasji to pusty człowiek,że miłośc to nie tylko branie ale i dawanie. A przede wszystkim miłośia nie można wytłumaczyć ograniczenie kogoś.

BO tak już wtedy myślałam,przestało dla mnie być urocze zakradanie się z synem do garazu,aby się realizować.I takie miałam wrazenie że to Artur trochę wiecej poświęcił niż ktokolwiek inny...Ale cóż ciągle powtarzał morał o tym,że życie wcale lekkie nie jest i że on o tym wiedział kiedy przekraczał próg dorosłości...

Potem nasz kontakt jakby się urwał.Najpierw zastanawiałam się dlaczego tak się stało.potem jakby mniej,a na końcu wogóle zapomniałam że był ktoś taki jak Artur.

Zyłam sobie własnym zyciem natłokiem własnych spraw i problemów,cieni i blasków.JAk każdy zwykły mieszkaniec naszego kraju...Az do tego roku... Przed samymi świętami jako juz dorosła kobieta i przeciętna pracująca Polka robiłam zakupy w galerii handlowej,oglądałam jakieś świąteczne bibeloty,potencailne prezenty,rzeczy mniej lub bardziej potrzebne.Trochę zagonion jak to wszyscy przed Bożym NArodzeniem.... ale pokonując corz\az to wyższe pietra galerii zauwazyłam mężczyznę z dzieckiem.Dzieciako trochę wątłe i chude,przy tym blade i wydawało się już być zmeczone zapewne zwiedzaniem ogromnego sklepu,zwłaszcza,że trzymało w rekąch zaciśnięty pakunek.Mały siedział w za dużej kaszkietówce,ale z daleka szkliły mu się sliczne oczęta,jego ojciec siedział odwrócony plecami ale widac było że to facet z tych,którzy wolą żonie oddać kartę kredytowa na zakupy a samemu wziąć dzieciaka za reke i pójść obejrzeć stoisko z grami komputerowymi czy czyms takim,żeby nie słyszeć babskiego gadania...ale mały wylał sok i tata się obrócił,to całkowicie przerwało mój maraton myślowy,bo męzczyzna od razu uśmiechną sie serdrcznie i ciepło.Rozpoznałam w nim kogoś znajomego ale on byl szybszy...wstał i już wiedziałam z kim mam do czynienia:Artek,z synem zapewne.Zaczeliśmy rozmawiać... ja trochę pochwaliłam sie swoim życiem i osiagnięciami,potem mówił Artek...ale chłopak zapragna tego soku który wylał więc ja zostałam z Nikosiem a tata poszedł zekupić coś do picia.

Od razu zauważyłam,że młody jest prawie łysy ma zapadnięte policzki,to tylko go różniło od ojca po za tym te same wielkie oczy,tak samo zakręcone i długie rzęsy przy tym czarne jak heban,Artek miał tez takie włosy no ale...Nikoś maił nawet jego charakterystyczne gesty i ten uśmiech z dołeczkami w brodzie.No i oboje mieli szerokie paznokcie tak samo równo obcięte,zapytałam chłopca jak tam w szkole a on z równa charyzma co kiedys tata opowiadał ze ma juz 9 lat i do szkoły go zawozi ciocia odbiera tata,ze lubie muzyke bo jest najlepszy i że zna juz wszystkie nutki i że jakiś pan w szkole uczy go grać jak tata w domu i że jego szkoła jest tuz niedaleko... i zobaczyłam ten sam blask w oczach,te promienie które widziałam u Artura...zapytałam Nikolasa czy tata uczy go grać na bębenkach,ale on stanowczo zaprzeczył i powiedział,że z tatusiem graja razem na perkusji,i teraz dostał nowa druga taka jak ma tata czerwona od Mikołaja,oczy same mi się śmiały gdy słuchałam z jakim przejęciem i fascynacją opowiada o czymś...co jest chyba jego pasja...mówił do mnie rzeczy o jakich ,nie miałam pojęcia o werblach, przejściach,stopce,wszytko mi skrupulatnie tłumaczył,a ja jak zaczarowana słuchałam... do momentu kiedy to powiedział,że dziś wyszli na miasto po to aby kupić nowe miotełki...Juz miałm zapytac czy będą razem sprzątac przed świętami ale nie zdążyłam,bo Nikolas otworzył pakunek,który tak kurczowo sciskał w rekach... zobaczyłam nowiutkie drewniane zapewne profesjonalne pałeczki do gry na perkusji,znaczy miotełki...Przyszedł do nas Artur,dumnie się uśmiechną i powiedział,że teraz z młodym godzinami graja w salonie,na dwie perkusje.Artur zauwazył zapytanie na mojej twarzy.Podsuną Nikosiowi ciastko i zaczą mówic...Opowiedział historię która stanęła mi w gardle i nie mogę jej przetrawić...kiedy Nikolas miał 3 lata cięzko zachorował na białaczkę...Jego mama włsnie kończyła studia i dostała wymarzona prace mówiła,że nie może się nim zajmowac bo wtedy nie zrealizuje siebie,a ona chce w zycie być spełniona,aby na starość usiąść w fotelu i powiedzieć że cos osiagnęłam...Chore dziecko zniszczyło by ten plan więc nie mogła sie nim zajmować,Nikolas wymagał stałej opieki medycznej i hospitalizacji więc z tata przeprowadzili sie do większego miasta aby chłopiec dosał wszystko czego potrzebował... Zamieszkali u jego siostry,która ma dwoje dzieci w podobnym wieku więc miał z kim spedzać czas kiedy Artura nie było w domu.Jak wracał z pracy to grali razem uwielbiali to i to zwróciło życie Arturowi i pokazało nowe inne lepsze NIkosiowi.Dodatkowo mąż siostry to basista i planuja razem założenie zespołu...Wspanaiła perspektywa a dwóch perkusistów w zespole to nie za dużo...Artek powiedział,że nie wie co bedzie dalej obecnie z Nikolasem jest juz lepiej,wrócił do szkoły i nabiera zycia ale najgorsze jest kiedy pyta o mamę...Zawsze wtedy sadza go na kolanach i graja... i moze być nawet 3 perkusistów byle by robili to co maja robić z pasją.... w sumie racja zreszta takie wychowanie sobie potomka za młodu gwarantuje pewnośc na emeryturze zażartowałam,wtedy pogłaskałam po czapce Nikosia i objęłam go najczulszym spojrzeniem jakim umiałam...Tak wspaniały chłopiec,został bez matki,Artur nie powiedział o nie ani jednego negatywnego słowa,nawet próbował wytłumaczyć mamę Nikosia udając przed sobą,że rozumie jej zachowanie.Moze dobrze,że Arturowi została ta perkusja...obojętnie ile by nie kosztowała na tyle została wyceniona miłość...
1 3 1