Odpowiedzi

2010-01-26T18:18:01+01:00
Opowiem wam historię pewnej dziewczyny o imieniu Julka, która zaczęła doceniać swoje zdrowie dopiero przy jego stracie. Była ona zwariowaną i wesołą nastolatką, mającą milion pomysłów na minutę. Uwielbiała tańczyć i śpiewać. Jej pasją była muzyka i wszystko co z nią związane. W wolnych chwilach uprawiała sport i wyszukiwała nowości muzycznych na internecie.
Julka bardzo lubiła siebie i swój własny świat. Zawsze miała wszystko, czego tylko chciała. Ciuchy, kosmetyki, pieniądze, dobrych i zaufanych przyjaciół... Jej życie było szczęśliwe i piękne. Pokolorowane najwspanialszymi barwami tęczy...do czasu gdy...
Któregoś sierpniowego dnia, koleżanka zapoznała ją ze swoim bratem. Przystojny, wysoki i szalony chłopak od razu wpadł dziewczynie w oko...
Wkrótce zaczęli esemesować, spędzać coraz więcej czasu ze sobą. Po pewnym czasie byli już parą. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Miłość, której nic nie było w stanie zaprzeczyć. Wydawało się, że już nic nie może ich rozdzielić. Czułe słowa, niezwykła delikatność i szacunek z jakim siebie traktowali... Niczym długa, romantyczna bajka opowiadająca historię nieskończonej miłości. Julka była najszczęśliwszą osobą na świecie i chciała nią pozostać już na wieki. Miała nadzieję i głęboko wierzyła w to, że będzie już tak zawsze...
Niestety... Dziewczyna myliła się... Po kilku tygodniach, dowiedziała się o zdradzie ukochanego, który za jej plecami spotykał się z inną.
Nagle cały świat zawirował. Jak gdyby ktoś rzucił zły urok na kolorową ścieżkę życia po której przyszło jej iść. Była bezradna. Nie wiedziała co robić... Kilkanaście dni ukrywała przed chłopakiem fakt poznania prawdy, odkrycia jego kłamstw, doskonale maskowane oszustwa... Żyła ze świadomością jego zdrady, która przynosiła wielki ból jej sercu, ćwiartując je na drobne kawałki.
Z każdą godziną, dniem, esemesem, coraz bardziej traciła wiarę w siebie i lepsze jutro... W końcu, po jakimś czasie zmęczona skrywaniem swego bólu, zdecydowała wyznać ukochanemu prawdę o nim. Prawdę, którą poznała jakiś czas temu.Była niepewna swoich czynów i zamierzeń jednakże zrobiła to...
Wysyłali do siebie jeszcze wiele wiadomości, gdy przyszedł kres wszystkiego... Ich związek się rozpadł. Zerwał z nią ot tak, bez większych słów wyjaśnień.
Julka nie była gotowa na taki cios. Załamała się. Wieczory spędzone w łazience, potok łez, poczucie osamotnienia i obojętności... To wszystko doprowadziło do tego, że zaczęła się ciąć. Roztrzęsiona siadała na stołku, brała żyletkę i ryła nią na rękach znaki swojego bólu i samotności. Przynosiło jej to ulgę i odrobinę zapomnienia, którego tak bardzo potrzebowała...
Jednak pewnego dnia posunęła się zbyt daleko. Podczas kolejnego zadawania sobie cierpienia, wbiła zbyt mocno ostrze, rozrywając sobie żyłę.
Nieudolne próby zatamowania krwotoku, prowadziły do coraz głębszej utraty świadomości... Z każdą sekundą traciła coraz więcej krwi.
Dopiero wtedy... zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Zrozumiała, że powinna była doceniać swoje zdrowie. Chciała zrobić wszystko, żeby to zmienić. Lecz niestety. Było już za późno.
Ostatkami sił wysłała do ukochanego pożegnalną wiadomość, w której wyjaśniła jak bardzo go kocha. Po czym tracąc przytomność, osunęła się na ziemię .