Wskaż cechy gatunkowe podania "Toruńskie pierniki".
1. Co jest głównym tematem podania? Dlaczego Toruń słynie z pierników?
2. Czas i miejsce wydarzeń.
3. Postacie historyczne.
4. Postacie fikcyjne.
5. Fantastyka.
Streszczenie tekstu.

1

Odpowiedzi

2009-10-04T08:02:34+02:00
Pierniki toruńskie są najbardziej znanym elementem dziedzictwa, tradycji i legendy toruńskiej, kojarzącym i wyróżniającym Toruń w świecie. Od zawsze słynące z niepowtarzalnego smaku, doskonałej jakości i artystycznej formy - na tym właśnie polega specyfika i niepowtarzalność Pierników Toruńskich.

Najwcześniejsze wzmianki źródłowe o toruńskim rzemiośle piernikarskim pochodzą z 1380 roku i wspominają piekarza o imieniu Niclos Czan. Jednak pierniki wypiekano w Toruniu już od XIII wieku. Wyrobem pierników trudnili się piekarze, zwani nieraz ciastkarzami, a dopiero później piernikarzami. Pierniki wypiekano także w miejscowych klasztorach żeńskich. Właśnie już w XIV wieku powstał łaciński wiersz nieznanego poety pt. "O pieprznym chlebie czyli pierniku toruńskim", który wychwala właściwości i zalety piernika, nieocenionego zwłaszcza "jeśli się łyk gorzałki weźmie".

Słowo piernik wywodzi się ze staropolskiego określenia przyprawy korzennej, czyli pieprznej, zwanej pierną, którą dodawano do ciasta z mąki i miodu. Przyprawy te docierały do Europy głównie po wojnach krzyżowych, zapoczątkowujących rozwój handlu z Bliskim Wschodem.

Pierniki toruńskie wypiekane były wg różnych receptur, ale oczywiście każda z nich była pilnie strzeżona przez mistrzów, a więc wymiany receptur były również chronione; i tak np. w 1556 roku zostało zawarte porozumienie między Toruniem a Norymbergą, polegające na tym, że toruńscy piernikarze mieli prawo wypiekać pierniki oparte o przepis norymberski, a piernikarze norymberscy o przepis toruński. Jak pisał Kujot w 1884 roku "...jak Norymberga na całe Niemcy, tak Toruń w Polsce swojemu wyrobowi zdołał pierwszeństwo zapewnić. Oba miasta wiedziały o swej sławie i zazdrośnie jej strzegły, uważając swe pieczywa za monopol, a sposób ich zaprawiania trzymając w tajemnicy...".
Toruńscy mistrzowie piernikarstwa zazdrośnie strzegli tajemnicy receptur wypiekanych przez siebie pierników. Przepisów strzeżono nie tylko przed "konkurencją" z Norymbergii czy Królewca - gdzie podjęto próby odtworzenia doskonałego smaku pierników z Torunia - lecz także przed piernikarzami z samego Torunia. Podobnie jak to jest z winami pochodzącymi z najlepszych winnic Francji czy Włoch, wystarczyło jedynie skosztować Toruńskich Pierników, by po wysublimowanym smaku rozpoznać, z której Toruńskiej wytwórni pochodzą.

Obecnie jedynym bezpośrednim spadkobiercą i kontynuatorem Wielkiej Toruńskiej Tradycji Piernikarskiej jest Fabryka Cukiernicza "Kopernik" S.A., która założona została w 1760 roku przez Jana Weese.

Współczesne technologie wyrobu pierników opierają się na starych recepturach i metodach, których bezpośrednia tradycja sięga doświadczeń mistrzów piernikarskich z wieku XVI. Do wyrobu Toruńskich Pierników używana jest najwyższej jakości mąka i unikalny w smaku miód, w które obfitują jedynie nadwiślańskie lasy i pola wokół Torunia oraz orientalne przyprawy korzenne. Piękny, stary hanzeatycki Toruń od zawsze położony był na skrzyżowaniu najważniejszych europejskich szlaków handlowych, dzięki czemu bez problemu z krajów Lewantu docierała tu część ingrediencji niezbędnych do wyrobu pierników o świetnym, oryginalnym smaku: imbir, goździki, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa itd. Oto dlaczego tak doskonałe pierniki pojawiły się właśnie w Toruniu.

Wielki rozwój piernikarstwa toruńskiego przypada na XVII i XVIII wiek. Od tego czasu Toruń zaczął kojarzyć się mieszkańcom znacznej części Europy w większości z piernikami. Ze względu na swoją trwałość zabierane one były przez kupców w dalekie podróże, a nawet na wyprawy wojenne; bez toruńskiego wypieku nie wyjechał z miasta żaden znaczniejszy gość. Pierniki stosowano także jako środek leczniczy, ale najchętniej spożywane były jako przysmak poobiedni lub zakąska do wina, miodów czy wódki.

Pierniki figuralne

Jak każdy towar, tak i piernik toruński miał i ma swoich konkurentów, jednak nasz konkurencję wygrywa i ma tę przewagę na innymi, że wykonany jest w przepięknych formach. Snycerze i piernikarze toruńscy przywiązywali wielkie znaczenie do wyglądu pierników i uczynili z tego prawdziwą dziedzinę sztuki. Wyrabiano więc pierniki figuralne, wypiekane w ozdobnych formach z drewna lub wypalanych z gliny, które traktowano również jako przedmioty estetyczne i upominki. Były to dzieła sztuki same w sobie, precyzyjne, bogate w szczegóły. Nie ograniczano się więc do kilku prostych kształtów i wzorów piernika, lecz podejmowano znacznie trudniejsze wyzwania.
Najczęściej spotykanymi motywami pierników z XVII i XVIII wieku byli królowie polscy i królowe, anioły, Matka Boska z Dzieciątkiem, żłóbek, św. Jerzy walczący ze smokiem, typy żołnierskie z czasów wojen szwedzkich, Adam i Ewa w raju, różne sceny rodzajowe, najrozmaitsze zwierzęta, czy znana ozdobna karoca ciągnięta przez konie. Zwraca uwagę artyzm z jakim snycerze wyrabiali drewniane formy piernikowe. Dziś uznawane są one za wybitne dzieła sztuki rzemiosła snycerskiego, które oglądać można na wystawie stałej rzemiosła toruńskiego w Ratuszu Staromiejskim. Sztuka ręcznego wykonywania form piernikowych zaczęła ginąć w XIX wieku wraz z rozwojem techniki. Najstarsze zachowane do dziś formy pochodzą początku XVII wieku. Przed II wojną światową znanych było ponad 700 form, niestety w czasie wojny ich liczba zmniejszyła się o połowę.

Pierniki wypiekano też na cześć ważnych osobistości. Piernikowy medalion sporządzono na cześć króla Władysława IV Wazy. Z zachowanej formy wiadomo, że miał on 24 cm średnicy, a głównym elementem była korona królewska oraz orzeł polski z herbem Wazów, podtrzymywany przez dwa anioły. Papież Jan Paweł II otrzymał od delegacji Toruńskich Piernikarzy okolicznościowy piernik wypieczony w kształcie Układu Heliocentrycznego znanego z dzieła Mikołaja Kopernika "De Revolutionibus…".



Jednak najbardziej znaną i typową formą piernika toruńskiego jest prosta "katarzynka", powstała z połączenia sześciu krążków (medalionów). Dziś produkowana jest ona masowo na taśmie w czekoladowej polewie lub bez. Historia milczy, kto wymyślił piernik o tym kształcie i dlaczego ma on tę nazwę, ale istnieje kilka pięknych legend (patrz niżej). Wg jednej z nich, piernik o charakterystycznym kształcie i nazwie wymyślił młody skromny czeladnik, który był zakochany w pięknej Katarzynie - córce swojego mistrza piernikarskiego - po to, by zdobyć tak serce ukochanej jak i uznanie przyszłego teścia.

Znane przysłowie z XVII wieku do najlepszych wówczas rzeczy w Polsce zalicza gdańską gorzałkę, toruński piernik, krakowską pannę i warszawski trzewik. Na takie wyróżnienie zasłużyło miasto wieloletnią pracą i kunsztem mistrzów piernikarzy, których sława przekroczyła daleko granice Rzeczypospolitej.



Władze miejskie zdawały sobie dobrze sprawę z korzyści, jakie płynęły z wyrobu pierników i obdarzały cechy piekarzy licznymi przywilejami, np. zwalniając od płacenia akcyzy za zakupione przyprawy korzenne; popierały też wywóz pierników, rezygnując z należnych podatków. Bardzo dbano o marketing piernika i dobre imię miasta, wysyłając pierniki do tych, o których względy rajcowie się starali. Pierniki i flaszkę wódki cynamonowej "na pokrzepienie" dostał w darze od ksieni Benedyktynek toruńskich bp płocki Henryk Firlej jadący do Watykanu w 1618 roku.
Pierników używano nawet jako łapówkę dla szwedzkich dygnitarzy, którzy mieli spowodować spłatę długów Szwedów za nie zapłacone towary, robociznę, szkody poniesione przez Toruń w czasie potopu szwedzkiego w 1658 roku.
W 1663 roku Jan Graf, który z ramienia Rady Miejskiej pojechał do Sztokholmu po należne miastu pieniądze, zastrzeżone pokojem oliwskim, w liście wysłanym do Torunia wyrażał żal, że Rada nie dała mu wina węgierskiego i pierników, które pozwoliłyby szybciej odzyskać należne kwoty.
W 1696 roku obdarowano piernikami szwedzkiego hrabiego Gyllenberga, by likwidatorzy długów miasta zbyt srogo nie ściągali należności.
Znany z historii jest dar złożony przez Toruń w 1778 roku carycy Katarzynie, w postaci wspaniałego piernika, długiego na 4 łokcie (około 2 m) a grubego na pół łokcia (około 30 cm). Ten podarek, kosztujący miasto 300 talarów, nosił na wierzchu herb Torunia w tarczy, obramowany dwugłowym orłem rosyjskim i dwoma orłami jednogłowymi.
Po zajęciu miasta przez Prusaków w 1793 roku, pierniki wypiekano z podobizną Kościuszki, jako wyraz patriotyzmu i sympatii toruńskich rzemieślników do Naczelnika insurekcji.

Wśród wielu sławiących toruńskie pierniki znajdował się również Fryderyk Chopin, który w sierpniu 1825 roku zwiedzał Toruń i pisał do swego przyjaciela, iż "...największą impresję, czyli alians wrażenie, pierniki na mnie uczyniły. Widziałem ja, prawda, i całą fortyfikację ze wszystkich stron miasta (...), widziałem sławną machinę do przenoszenia piasku z jednego miejsca na drugie (...), prócz tego kościoły gotyckiej budowy (...). Widziałem wieżę pochyłą, ratusz sławny (...). To wszystko jednak nie przechodzi pierników, oj, pierników, z których jeden posłałem do Warszawy...". Na tę pamiątkę dziś produkowany jest specjalny rodzaj piernika "Scherzo".

Pierwsza fabryka produkująca masowo pierniki, należąca do Jana Weese, powstała w 1763 roku przy ul. Strumykowej 4, a jej dzisiejszym spadkobiercą i kontynuatorem jest fabryka cukiernicza "Kopernik" SA. W 1862 roku funkcjonowało już 5 zakładów, w tym m.in. firma Hermanna Thomasa z 1857 roku. Z piernikami toruńskim wiążą się liczne legendy.

Piernikowe miasteczko

Piernikowe Miasteczko to wspólny pomysł promocyjny Urzędu Miasta i Fabryki Cukierniczej "Kopernik". Patronem piernikowej krainy został Tytus de'Zoo - kultowa postać z komiksów Papcia Chmiela "Tytus, Romek i Atomek". Zostało otwarte w 2004 roku i wtedy było miejscem tegorocznej edycji Święta Piernika (patrz niżej).
Przygotowania do otwarcia placu zabaw w całkowicie zmienionej postaci trwały od wielu tygodni. Teren przy ul. Podmurnej w fosie między Starym a Nowym Miastem został uporządkowany, powstały nowe alejki, chodniki, balustrady i ławeczki. Wybudowano fontannę z dużym brodzikiem, ściankę wspinaczkową oraz kilka piaskownic w kształcie pierników. Zostały też założone nowe trawniki, posadzone drzewka i krzewy. Natomiast Fabryka "Kopernik" ufundowała na plac urządzenia do zabawy: zjeżdżalnie - piernikowy zamek, huśtawki, miniscenę i karuzelę - piernikową chatkę. Powstanie Piernikowego Miasteczka wsparł też toruński Zakład Energetyczny, montując oświetlenie.
Na otwarcie placu przygotowano wiele atrakcji. Jak co roku podczas Święta Piernika można było wypiec własny piernik i spróbować specjałów toruńskiego "Kopernika" na stoisku promocyjnym. Do Piernikowego Miasteczka przybył sam Papcio Chmiel, który przez wiele godzin podpisywał książki ustawionym w długiej kolejce fanom komiksów o Tytusie, Romku i Atomku. Znana aktorka i rodowita torunianka Małgorzata Kożuchowska czytała dzieciom najsłynniejsze wiersze Jana Brzechwy.

Piernikowe Miasteczko jest czynne codziennie w godz. 8-21 i całodobowo strzeżone. Opiekę nad placem objął Dom Harcerza, którego zadaniem jest organizacja zajęć dla dzieci ze starówki i wszystkich chętnych.
Adres: ul. Podmurna 62/68 (Stare Miasto), tel. 56 622 39 56 ("Dom Harcerza" opiekun miasteczka)

Święto piernika

Święto honorujące najbardziej toruński z toruńskich wyrobów - piernik. W trakcie imprezy można m.in. wymłócić zboże, zrobić mąkę na piernik, samodzielnie przygotować formę, ciasto. Odbywają się pokazy, prezentacje, konkursy i in.
Święto Piernika jest współczesną kontynuacją Piernikowych Zabaw. Co roku przeprowadzane jest z innym hasłem przewodnim; zawsze jednak - wśród niezliczonej ilości zabaw, konkursów i koncertów - jest miejsce na Piernikowe Warsztaty. Uczestnicy Święta, pod bacznym okiem doświadczonych piernikarzy mają unikalną w skali światowej możliwość wygniatania pierników figuralnych w autentycznych piernikarskich formach, z prawdziwego, dojrzewającego piernikowego ciasta! Stare piernikarskie podanie mówi, że jeżeli piernikarzowi rodzi się córka, zaczyna już zagniatać piernikowe ciasto, aby zdążyło dojrzeć do czasu jej wesela!
Podczas Piernikowego Święta, miłośnicy Toruńskich Pierników mają także szansę otrzymania "Certyfikatu Smakosza".

Legendy o piernikach toruńskich

Legendy na temat toruńskich pierników - najsłynniejszego i najbardziej toruńskiego z toruńskich wyrobów, nie są tak stare jak sama tradycja wypieku tych ciastek, ale za to jest ich najwięcej, są najbarwniejsze, a przede wszystkim odnoszą się do jednej z najsłynniejszych rzeczy Torunia, źródła jego sławy. Prawie 700-letnia historia piernika jest pełna tajemniczych bajań. Powstawały one z powodu niepowtarzalnego korzennego smaku i wymyślnych kształtów. Szczególny rozwój piernikowych legend przypada dopiero na XIX wiek; wraz z rozwojem baśniopisarstwa w tym okresie, m.in. braci Grimm, powstał klimat do tworzenia takich opowieści.

O pierwszym toruńskim znanym piernikarzu
(legenda dot. Niclosa Czana, pierwszego piernikarza wymienianego kilkakrotnie z nazwiska około 1380 roku):
Dawnymi czasy, w jednym z licznych toruńskich warsztatów piekarskich, terminował u pewnego mistrza czeladnik, niejaki Mikołaj Czan. Pewnego dnia poczuł się niedomagający i chciał pójść do domu. Mistrz stanowczo nie zgodził się, bo trzeba było upiec dużo chleba, bułek i rogali na rano. Młody czeladnik został więc, ale robota szła mu wyjątkowo opornie. Zmęczony przez pomyłkę zamiast wody dodał do ciasta miodu. Przerażony stwierdził, że ciasto pociemniało i stało się słodkie. Pospiesznie zaczął wykrawać różne porcje o nieregularnych kształtach i powkładał je do gorącego pieca. Po czasie, gdy ciasto wyrosło, spęczniało, ułożyły się śmieszne figurki. Nie dość, że miały nowy, niespotykany smak, to były ciekawych kształtów. Jednak nie bez strachu na reakcje klientów, stanął rano przy kramie i zaczął nieśmiało zachęcać do kupna wypieków. Mieszczanie z ciekawości zaczęli kupować ciasto Mikołaja, a ponieważ było bardzo dobre i posiadało niespotykany dotąd kształt, wykupili szybko wszystko. Zachęcony taką sytuacją młody piekarz, po pasowaniu na mistrza, zaczął udoskonalać ciasto dodając różnych przypraw korzennych - piernych, sprowadzanych przez kupców toruńskich z krajów zamorskich, dalekowschodnich. Tak powstały znane pierniki toruńskie.

O piernikach, czyli o Bogumile i królowej pszczół
(jedna z kilku legend o piernikach toruńskich, a zwłaszcza o najpopularniejszej formie - katarzynce):
Dawne to dzieje były, bo już setki lat minęło od czasów, gdy w mieście pięknym Toruniu, z wypieku znakomitych ciast słynącym, sławny i szanowany mistrz Bartłomiej mieszkał. Szerokiej on sławy zażywał, bo wypiekane przez niego ciasta za najlepsze uchodzić stały nie tylko w Toruniu, ale i w drugich miastach dalekich. Co prawda ludzie szeptali, że to Bartłomiejowy czeladnik - Bogumił - takie przewyborne ciasta piec potrafi i że od samego mistrza jest w sztuce bieglejszy, ale sam Bogumił tym się nie chwalił.
Mistrz piękną córkę Katarzynę miał, do której co wieczór młody czeladnik tęsknie wzdychał. Mimo, iż Katarzyna odwzajemniała uczucie jego, Bartłomiej i jego małżonka, pulchna niczym pszenna bułka imć pani Marcjanna, niechętnym okiem na zaloty Bogumiła spoglądali. Bogumił zbyt ubogi był, a mistrzowi marzył się zięć równie majętny jak on. Podobał się mu zwłaszcza bogaty wdowiec, pasamonik, mistrz Pankracy. Tyle, że sama panna nie bardzo Pankracemu sprzyjała, bo i stary był i gruby i krzywy, ale Pankracy darami Katarzynę obsypywał. Pewnego razu, siedząc nad brzegiem Wisły i rozmyślając o swej ukochanej, Bogumił spostrzegł, że w wodzie pływa, przebierając z trudem łapkami, pszczoła. Skrzydełka miała zmoczone i bliska utonięcia była. Żal mu się jej zrobiło, przeto listek podsunął i z wody ją dostał. Pszczółka pięknie podziękowała i wesoła odfrunęła.
Wtem zdało się Bogumiłowi, że słyszy tuż za sobą jakiś głos cichy - ni to świergot ptasi, ni to struny brzdąkanie. Obejrzał się i aż usta ze zdumienia otworzył. Bo oto na kołyszącej się gałązce kaliny siedziała w złotej koronie Królowa Pszczół. Postanowiła odwdzięczyć się za uratowanie z topieli swojej siostry. Zdradziła mu więc sekretny przepis wypieku ciast piernika. Pochylił się Bogumił w pokłonie, bo nie był pewien czy mu się sen taki dziwny wyśnił, czy też naprawdę rzecz tak osobliwa się zdarzyła.
A w mieście gwar zastał i ruch niezwykły, wszystkich przy pracy utrudzonych, bowiem z niespodziewaną wizytą miał zjechać do Torunia król Jegomość, miłościwie całej polskiej ziemi i Królewskim Prusom panujący. Bogumił więc też zabrał się do wypieku i nie mówiąc nic nikomu dodał do ciasta miodu i przypraw korzennych zagranicznych - jak mu Królowa Pszczół przykazała. Kiedy ciasto było już gotowe wykonał z niego dwa serca, ułożył je naprzeciw siebie i połączył dwoma kółkami, symbolizującymi obrączki.
Rano piernik był gotowy. Kiedy wypiek ujrzał mistrz Bartłomiej bardzo się zdenerwował na ten kształt przedziwny i mało w szał nie wpadł. Niestety, na wypiek nowego ciasta nie było już czasu, król wjeżdżał do miasta. Burmistrz wraz z Radą Miejską przywitali króla racząc go poczęstunkami ludu toruńskiego wypieczonymi.
Gdy mistrz Bartłomiej na srebrnej tacy pierniki owe z miodem przez Bogumiła upieczone podał - rozległy się okrzyki pochwalne. Jako żywo nic jeszcze królowi nie smakowało, jak ciemne, wonne ciasto w dziwnych formach wypieczone. Wielkie było zdziwienie mistrza Bartłomieja, gdy króla zachwycił smak i kształt piernika. Bogumił pokłonił się i wytłumaczył symbol piernika i zdradził tajemnicę jego smaku, wyznał też, że wypiekając go myślał o Katarzynie.
Król wysłuchał opowieści Bogumiła i natychmiast zwrócił się do mistrza Bartłomieja z prośbą, by zezwolił na ślub Katarzyny i Bogumiła. Bartłomiej nie śmiał odmówić królewskiej osobie. Król nadał też czeladnikowi tytuł mistrza piernikarskiego i hojnie go złotymi dukatami obdarował. Miastu zaś wypieku i sprzedaży pierników po wszystkie czasy kazał przywilej wystawić i poprosił innych piernikarzy, by pierniki w kształcie uformowanym przez Bogumiła katarzynkami na tę pamiątkę zwano.

O Krzyżakach i Litwinkach, czyli o katarzynkach
(jedna z najstarszych i najbardziej znanych legend "piernikowych" z serii klasztoru benedyktyńskiego):
Przed wiekami, książę Konrad Mazowiecki sprowadził na Ziemię Chełmińską zakonników Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, popularnie zwanych Krzyżakami. Wyruszyli oni na podbój okolicznych ziem, by szerzyć wiarę chrześcijańską wśród pogańskich Prusów.
Krzyżackie oddziały w 1311 roku dotarły pod Woplauken koło Rastemborka (Kętrzyna) i tam w wyniku zwycięskiej bitwy z Litwinami wzięły do niewoli 1400 litewskich dziewcząt. Ażeby bezdomne dziewice godnie umieścić, sprzedali Krzyżacy trofea i z sumy w ten sposób uzyskanej zbudowali w Toruniu w 1312 roku klasztor reguły benedyktyńskiej, w którym osadzili pojmane dziewice.
Siostry Benedyktynki otoczono hojną opieką. Jednak zakonnice wiodły żywot niefrasobliwy, oddając się więcej uciechom podniebienia, aniżeli ćwiczeniom duchowym. W owym czasie siostra Katarzyna wynalazła znakomite pieczywo, nazwane później katarzynką. Sława tych znakomitych pierników rozniosła się daleko poza mury klasztorne. Daremnie jednak starano się dociec tajemnicy przyrządzania katarzynek, gdyż zakonnice skrzętnie jej strzegły.
W końcu doszło do wiadomości fundatorów - Krzyżaków, że Benedyktynki nadużywały pomocy im udzielanej. Ustała więc hojność zakonu i wreszcie musiały siostry zaniechać uciech wygodnego życia i zabrać się do pracy. Zaczęły też sprzedawać pierniki i tak czerpały środki do życia. Odtąd katarzynki zdobyły sobie sławę powszechną. Recepta katarzynek była przez długie lata tajemnicą zakonnic, teraz tym bardziej pilnowaną. Jednak po latach zdołali ją posiąść toruńscy piekarze i uczynili z wypieku katarzynek podstawę przemysłu piernikarskiego w Toruniu. Wówczas upowszechnił się zwyczaj wyrobu pierników wyłącznie z ciasta 50-letniego.

Wg innej wersji powyższej legendy, zakonnice swój wolny czas poświęcały na przygotowywanie potraw i kolacji dla rycerzy krzyżackich, w ten sposób odwdzięczając się za darowanie życia i osadzenie w klasztorze. Podczas jednego z takich przyjęć podano nieznany dotąd przysmak. Przygotowała go siostra Katarzyna, piekąc ciasto z żytniej mąki, miodu i przypraw korzennych. Tak przygotowane ciasta miały różne kształty, ale najbardziej charakterystyczny był kształt połączonych sześciu medalionów. Wszystkim uczestnikom biesiady wypieki bardzo smakowały, zastanawiano się jednak jak nazwać ten wyjątkowy piernik o dziwnym kształcie. Wówczas krzyżacki komtur zaproponował, by nazwać go katarzynką, upamiętniając w ten sposób imię siostry, która go przygotowała.
Z biegiem czasu Krzyżacy zaniedbywali toruńskie Benedyktynki. Siostry same musiały starać się o swe utrzymanie i wtedy przypomniano o katarzynkach. Postanowiono, że siostry, by zarobić na utrzymanie klasztoru, będą wypiekały i sprzedawały pierniki. W krótkim czasie toruńscy kupcy zaczęli masowo je wywozić w świat. I tak sława toruńskich katarzynek wkrótce obiegła całą Europę i trwa do dziś.

O Kocistrachu II, siostrze Katarzynie, czyli o piernikach
(ostatnia z serii legend związanych z klasztorem Benedyktynek):
Dawno temu, na przedmieściu toruńskim Trzeposz mieszkał zacny młynarz z żoną i córką Katarzyną. Wkrótce jednak matka Kasi zmarła, a młynarz ożenił się powtórnie. Druga żona okazała się straszliwą jędzą, która po niedługim czasie doprowadziła ojca Kasi do grobu. Osierocona Katarzyna zaczęła przeżywać najgorsze chwile swojego życia, dręczona złością macochy. Pewnej nocy dziewczynka usłyszała wołanie o pomoc. To ulubiony kot macochy zabierał się do pożarcia małej myszki, która ludzkim głosem wołała o ratunek. Nie namyślając się wiele Katarzynka uwolniła ją z rąk kocura. Całemu zajściu przyglądała się z okna macocha, która za karę nazajutrz wypędziła Kasię z domu. Ta udała się do klasztoru benedyktyńskiego, który do 1657 r. stał pod murami miasta. Tu, po przyjęciu do zakonu zaczęła pracować w kuchni.
Mniszki żyły tam dostatnio. Spokojny żywot konwentu po latach zakłóciła jednak czarna śmierć - w mieście zapanował nieurodzaj, głód. U klasztornej bramy gromadziły się tłumy głodnych mieszczan. Martwiło to siostrę Katarzynę, bo nie mogła nijak pomóc biednym. Pewnej nocy ze snu zerwał siostrę Katarzynę mysi król - Kocistrach II. Jak się okazało, była to owa mała myszka, uratowana przez małą Kasię od niechybnej śmierci. Zaprowadziła Katarzynę mrocznymi korytarzami podziemnymi do nikomu nie znanej, specjalnej piwnicy, gdzie znajdowało się wiele zapomnianych dzieł z 50-letnim ciastem. Z tego ciasta Katarzyna zaczęła wypiekać pierniki, które zaspokoiły głód i pozwoliły przeżyć mieszczanom ciężkie chwile. Na chwałę siostry Katarzyny katarzynkami je nazwano.

O piernikach, czyli o Katarzynie:
W dawnych czasach mieszkało w mieście wielu mistrzów trudniących się wypiekiem pierników. Ale najsmaczniejsze, w najciekawszych i najładniejszych formach figuralnych wypiekał tylko szanowny i gruby mistrz Bartłomiej. Cieszyły się jego pierniki największym powodzeniem, rozchwytywano je na jarmarkach w mgnieniu oka.
Piekarz ów miał córkę Katarzynę, która pomagała mu często przy wypieku pierników. Pewnego razu piernikarz ciężko zachorował, nie mógł pracować i bieda powoli zaglądała do domostwa. Czeladnicy i pomocnicy zaczęli narzekać na swego majstra, aż wreszcie poszukali sobie pracy u innych.
Poprosił Bartłomiej więc córkę, by sama spróbowała wyrabiać pierniki. Ona z ochotą na prośbę przystała, przypomniała sobie jakie czynności wykonywał ojciec przygotowując ciasto: weź miodu przaśnego ile chcesz, włóż do naczynia, wlej tam gorzałki mocnej sporo i wody, smaż powoli szumując aż będzie gęsty, wlej go do miedzi, przydaj imbieru białego a goździków, cynamonów, gałek, kubebów, kardamonów, hanyżu nietłuczonego, skórek cytrynowych drobno krajanych, cukru ileć się będzie zdało, wszystko z gruba przetłukszy wsyp do miodu gorącego, miarkując, żeby niezbyt korzenia było, zmieszaj, a jak potrzeba, umieszaj, niech stoi tak nakryto aż dobrze wystygnie, że jeno letni będzie, wsyp mąki żytniej ile potrzeba, umieszaj, niech tak stoi nakryto, aż dobrze wystygnie, po tym włóż na stół, gnieć jak najmocniej, przydając mąki ile potrzeba, po tym nakładź cykaty krajanej albo skórek cytrynowych w cukrze smażonych, znowu przegnieć i zaraz formuj pierniki wielkie według upodobania porobiwszy, możesz znowu po wierzchu tu i ówdzie wtykać cykatę krajaną do wierzchu pozygnowawszy piwem kłaść do pieca i wyjąwszy je jak się przepieką, znowu je zygnować miodem i piwem smażonym i znowu wsadzać do pieca...
Wiedziała jednak Kasia, że piernikowe formy wystrugane z drewna przez ojca będą dla niej za ciężkie i nie poradzi sobie z nimi. Zasmuciła się tym, ale postanowiła więc małym cynowym kubkiem wycinać z ciasta okrągłe medaliony.
Skoro nastał letni świt, a mgły wisiały jeszcze nad Wisłą, pobiegła do gorącego pieca i ułożyła wczoraj przygotowane kółka z ciasta obok siebie, po sześć. Krążki po wyrośnięciu zlepiły się tworząc dziwny, nowy kształt. Zasmuciła się z obawy, że pierników o takim kształcie nikt nie zechce kupić, ale nieoczekiwanie jeszcze tego samego dnia sprzedała wszystkie, bowiem nowy kształt wszystkim przypadł do gustu.
Długo zastanawiali się mieszczanie i przekupki z rynku nad sekretem równie wyśmienitego smaku co kształtu tych pierników. Orzekli, że pierniki przygotowane przez Katarzynę mają w sobie serce, urodę, pracowitość i jej miłość do chorego ojca. Z tą opinią zgodzili się wszyscy i odtąd pierniki w kształcie sześciu połączonych medalionów zaczęto nazywać katarzynkami, które kształtem i smakiem zachwycają do dzisiaj.

to ma być skrót to chyba se żartujesz : )