Odpowiedzi

2010-01-29T15:53:06+01:00
Wehikuł czasu
Pewnego marcowego popołudnia mama zaprowadziła mnie do dentysty . Niestety okazało się ,że jest duża kolejka . Jednak postanowiłyśmy zaczekać . Tego dnia czułam się trochę zmęczona i zasnęłam .
Przyśnił mi się piękny wiosenny dzień. Wyszłam z siostrą pojeździć na rowerze.
W pewnej chwili zobaczyłam coś dziwnego i podeszłam bliżej. Okazało się, że to wehikuł czasu. Kiedy go oglądałam moja siostra przyszła do mnie i niechcący lekko mnie popchnęła. Wpadłam na czerwony guzik. Razem z wehikułem poleciałam do czasów, w których żył Mieszko I ze swoją żoną. Wylądowałam na trawie. W pewnej chwili zobaczyłam zamek Księcia. Chciałam tam szybko wejść lecz żołnierze zagrodzili mi drogę. W tej samej chwili Mieszko wyjrzał przez okno i zaprosił mnie do środka. Władca oprowadził mnie po całym zamku. Jego królestwo było bardzo duże i ładne. Mieszko pokazał mi także jak się robi łuki, tarcze i miecze. To było bardzo ciekawe. Kiedy chodziłam po korytarzach z zaciekawieniem oglądałam przepiękne obrazy, portrety przodków i różne historyczne informacje wyryte na kamiennych tablicach.
Niestety moja podróż dobiegła końca kiedy mama potrąciła mnie i powiedziała, że już moja kolej do dentysty.
1 1 1
2010-01-29T16:01:53+01:00
Wczoraj spóźniłam się do szkoły o ponad pół godziny.W naszym mieście rano i przed południem cała komunikacja była zupełnie sparaliżowana.Zawiniła póżno-jesienna pogoda.Przed wczoraj wieczorem padał rzęsisty deszcz.Następnie zapanował silny mróż i jezdnie oraz chodniki przekształciły się w prawdziwe lodowiska.Autobusy z największym trudem ruszały z miejsca, koła ślizgały się po asfalcie, a hamowanie trzeba byłorozpoczynać już jakieś 150 metrów przed zatłoczonymi przystankami. Samochody wpadały na siebie, liczne stłuczki jeszcze pogarszały i tak trudne
warunki jazdy. powstały niekończące się korki.Nic za tym dziwnego że nie dotarłam do szkoły na czas, spóźniło się także wiele koleżanek i kolegów. Na pierwszej lekcji nie było zapowiadanej od dawna kartkówki z chemii.
Trochę szkoda, bo byłam naprawdę dobrze przygotowana i liczyłam na przynajmniej czwórkę z plusem a może nawet piątkę. O szóstce wolałam nie marzyć.
Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-29T17:20:44+01:00
Luiza z matką jak co wieczór siedziały na kanapie w dużym pokoju i oglądały telewizje. Przerzucając z kanału na kanał w poszukiwaniu czegoś ciekawego do oglądania, trafiły na nową stację.
-Spójrz Luizo nowy kanał telewizyjny- powiedziała matka.
Zaczęły oglądać. Na czarnym ekranie widać było szare kontury jakiegoś człowieka, który stał nad inną leżącą postacią. Przypominał kształtem płomień. Był jasny, ale stały(nie migotał tak jak ogień).
Szare kontury mężczyzny unosiły ręce wysoko nad głową, trzymając w dłoniach wielki nóż. Opuszczał ręce coraz niżej i szybciej. Tuż nad piersią osoby w płomieniu zatrzymał cios. Spojrzał w stronę widzów.
Luiza jakby czuła na sobie jego zimny wzrok i zamarła. Z ekranu zaczęła wylewać się ciemna maź, jakby z tła robiły się wielkie, czarne ręce.
Przelewały się coraz bardziej i bardziej w głąb pokoju. Dziewczyna już czuła ich objęcie na swoich ramionach. Nic nie zrobiła. Nie mogła. Przesuwały ją coraz bliżej ekranu, już czuła jego zimną, szklistą powierzchnię na policzku. Z przerażenia zamknęła oczy. Otworzyła je. Stała właśnie nad ognistą postacią trzymając nóż w rękach, wysoko nad głową. Z każdej strony otaczała ją ciemność. Spojrzała za siebie. Za szklanym pryzmatem widziała swoją matkę siedząca na kanapie przed telewizorem. Patrzyła skupiona w środek obrazu. Zachowywała się tak, jak gdyby nic się nie stało. Była dziwnie spokojna i chyba przekonana, że Luiza nadal siedzi blisko niej w pokoju, na fotelu.
Tak jednak nie było.
Dziewczyna czuła, że z coraz większą siłą, tak jak wcześniej robiła to, ta szara postać, tak teraz ona opuszcza ręce coraz niżej. Nóż był już coraz bliżej płomienia. Nagle zatopiła go w nim, i płomień opadł.
Ujrzała niesamowite podobieństwo osoby, którą właśnie zabiła, sama nie wiedząc dlaczego, do swojej matki. To było tak nieprawdopodobne, że zaczęła się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest ona. –To przecież śmieszne, nie możliwe, nie dopuszczalne! To nie może być moja matka! Przecież ona właśnie ogląda mnie w telewizji.
Ogarniające ją coraz głębsze przerażenie, panika oraz przypuszczenie, że jednak może się mylić, spowodowało, że odwróciła się do tyłu. Chciała sprawdzić czy z jej matką wszystko w porządku, czy nadal siedzi na swoim miejscu. W tej samej sekundzie ujrzała matkę z pochyloną głową na fotelu. Miała zamknięte, mokre oczy. Na twarzy wyraz bólu i przerażenia. Luiza poczuła uginające się pod nią kolana. Prawie zemdlała.
Uświadomiła sobie, jak bardzo kocha matkę i, że pragnie być blisko niej.
Teraz klęczała przy fotelu. Pocałowała matkę w policzek, złapała za ręce. Nie wyczuła pulsu. Ona nie żyje. Ściskała bardzo mocno jej ręce, chciała to wszystko cofnąć, choć nie wiedziała czemu tak się stało. W zimnych matczynych, dłoniach wyczuła jakiś przedmiot. To było zdjęcie. Ona dwie, szczęśliwe, na wakacjach dwa lata temu. Obróciła zdjęcie. Łzy teraz jeszcze mocniej zaczęły jej spływać po policzkach. Z tyłu było napisane krwią : „Luizo, wybaczam Ci.” Charakter pisma, zgadzał się z pismem jej matki. Dlaczego ona to napisała, kiedy, jak, skąd ta krew, to zdjęcie...? Luiza miała teraz wiele pytań, na które nie znalazła odpowiedzi.
Dziewczyna, była w szoku. Drżącą ręką chwyciła leżący na dywanie nóż. Bez namysłu, wcelowała go w serce, teraz myślała tylko o tym, aby być razem z matką. Upadła na dywan, głowę miała na matczynych stopach. Z jej serca zaczęła wylewać się krew, a w nią wmieszała się czarna smuga. Teraz, nie oznaczało to zbliżających się problemów. Był to wielki żal, smutek i tęsknota. -To wszystko spowodowało samobójstwo dziewczyny.
Sąsiedzi opowiadali czasem, tylko między sobą, o dziwnych odgłosach z tego pokoju. Twierdzili, że to śmiech dawnych właścicielek. Teraz już nikt tam nie mieszka. Po tej nie wyjaśnionej śmierci obu kobiet, nikt nie chciał się tam wprowadzić (zrozumiałe). Dom stoi pusty. Chociaż, nie zupełnie pusty. One nadal w nim mieszkają, tylko teraz są takie nie widoczne. Byty, będące tylko dla siebie, wystarczające sobie nawzajem. Nie mogące nigdzie indziej się odnaleźć, więc zostały tu razem. Nikomu nie przeszkadzające. Tylko dziwne, smutne i niewyjaśnione, przez nikogo od wielu lat. Zostanie tak na zawsze, nikt nie pozna prawdy...
Innych komentarzy się nie udziela.
W tym momencie skończymy opowiadanie, i to już najprawdopodobniej koniec tej historii.