Odpowiedzi

2010-01-30T13:48:48+01:00
Jak w puzzle założyliśmy pomysły Eca w jedyną całość. Mogliśmy przy tym pozostać wierni jego inspiracji, ponieważ czerpaliśmy z tych samych źródeł".
Jean-Jacgues Annaud

Na świecie coraz częściej mówi się o kryzysie literatury, a co więksi pesymiści przeczuwają rychłą jej agonię, wynikającą m.in. z wyczerpania pewnych gatunków czy form literackich. Komunikacja literacka w szkole, której podstawę stanowi lektura wybitnych dzieł literackich, napotyka już od lat na barierę odbiorczą w postaci innej lektury - "lektury kinowej". Aktualny stan techniki nie pozwala utrzymać wyłączności edukacji literackiej w szkole. Słowo pisane skutecznie wypierane jest przez środki audiowizualne, a zwłaszcza przez X Muzę. Dlatego koniecznie należy z nią oswajać uczniów. Jest ona o tyle atrakcyjniejsza od lektury dzieła literackiego, o ile bogatsze jest tworzywo filmu i wpływa na czytanie literatury, czyniąc je w jakimś sensie "ekranowym". Czy rzeczywiście pomyślność obu sztuk zależy od unicestwienia jednej z nich, czy możliwa jest ich koegzystencja?

Myślę, że znakomitą egzemplifikacją symbiotycznych stosunków między książką, a filmem może być "Imię Róży" włoskiego estetyka, mediewisty, profesora semiologii na uniwersytecie w Bolonii, w końcu pisarza - Umberto Eco, autora powieści "Wahadło Foucaulta", "Wyspa Dnia Powszedniego, felietonów "Zapiski na pudelku zapałek", "Sześć przechadzek po lesie fikcji" i reżysera Jeana-Jacguesa Annauda, twórcy takich obrazów, jak: "Walka o ogień" czy "Niedźwiadek".

Jednocześnie adaptacja powieści może posłużyć nauczycielom języka polskiego i historii, jako pomoc naukowa do wprowadzenia uczniów w atmosferę i klimat okresu średniowiecza, przedstawienia jego tła historycznego, obyczajowego, religijnego - dokonania swoistej syntezy historycznoliterackiej. Bo faktem przez nikogo nie kwestionowanym jest to, że właśnie młodzież uczniowska stanowi znakomitą większość widzów kinowych, że ona reaguje na film szczególnie spontanicznie. Poznawanie treści literackich poprzez obraz jest czymś zupełnie innym niż zgłębianie ich przy pomocy słowa jego znaczeń i barw. Jak pisze Bożena Chrząstowska: " Syntezy tworzymy wówczas, jeśli ze znanego materiału tworzymy nową całość i tym samym nie tylko utrwalamy poznany materiał, ale uczniowie poznają nową rzeczywistość. Lekcje podsumowujące np. materiał (...) z opracowanej epoki powinien mieć charakter syntezy dokonywanej wspólnie z uczniami, najlepiej na podstawie nowo wprowadzonego konkretu - dzieła sztuki, filmu czy utworu dotąd nie poznanego. Pełni on wówczas rolę nieautonomiczną, jest soczewką skupiającą rozproszone promienie wiedzy."

W dydaktyce dążenia do wprowadzania syntez wynikają z pragnienia przekazania uczniom możliwie pełnej wiedzy w danej dziedzinie, możliwie pełnej wizji określonego zjawiska, poprzez wzajemne dopełnianie się, uzu-pełnianie działów programu oraz harmonijne "dopowiadanie" się różnych przedmiotów nauczania. Dodajmy do tego, że film docierający do młodego widza z ekranów kinowych i telewizyjnych spełnia ważną i coraz większą rolę poznawczą i kompensacyjną wobec życiowej codzienności, wreszcie w sposób szczególny wyraża problemy i niepokoje ówczesnego i współczesnego człowieka, a "książka i ekran to typowe dla naszego wieku dwie prawie równoprawne formy podawcze kultury literackiej".
Film Annauda bowiem, wykorzystując rezultaty badań szczegółowych oraz opierając się na zgromadzonym materiale faktograficzno-źródłowym, w kapitalny sposób ukazuje najciekawsze zjawiska i cechy znamienne epoki: uniwersalizm kultury średniowiecza przejawiający się w pojmowaniu świata, w sposobie myślenia, ideałach, nauce oraz sztuce i literaturze; teocentryzm uznający Boga za najwyższą wartość i doskonałość; hierarchiczny porządek społeczny ( rozkwit feudalizmu ), w którym szczytowe i uprzywilejowane miejsca zajmowały dwa stany: rycerstwo, przekształcające się w ciągu XIII-XIV wieku w szlachtę oraz duchowieństwo ( mieszczanie i chłopi tworzyli stany niższe ). Warto przy tym podkreślić, że dziś literatura i film pełnią podobne poznawczo-estetyczne i wychowawczo-estetyczne funkcje. Dlatego właśnie adaptacje dostarczają niewyczerpanych możliwości pogłębienia wiedzy i estetycznej wrażliwości ucznia, sprzyjają po-głębieniu kulturowej świadomości, ponadto "w świetle współczesnych przeobrażeń kulturowych hołdowanie w procesach edukacyjnych wyłącznie modelowi kultury literackiej byłoby anachronizmem".
W roku 1986 po światowym sukcesie powieści Umberto Eco: "Imię ró-ży" francuski reżyser Jean-Jacgues Annaud (absolwent IDHEC i Ecole Technigue de Photo et Cinema "Louis Lumiere" w Paryżu, historii i kultury starożytnej i średniowiecznej na Sorbonie ) zrealizował film pod tym samym tytułem, który rok później otrzymał prestiżową nagrodę - "Cezara" 87 dla najlepszego filmu zagranicznego na ekranach francuskich. Swój film opatrzył podtytułem - palimpsest powieści Eco. Doprawdy trudno było przewidzieć, że książka o takim ładunku intelektualnym, tak skom-plikowanej strukturze, napisana niemal szyfrem, wymagająca od czytelnika intensywnej lektury, niemałej erudycji, zdobędzie zainteresowanie masowe-go odbiorcy. Po raz kolejny okazało się, iż kino nadal traktuje literaturę, jako źródło oryginalnych inspiracji i nieprzeciętnych pomysłów fabularnych. Obszerna, bo licząca 578 stron w polskim wydaniu, książka autora "Diariusza najmniejszego" jest ujętą w strukturę romansu kryminalnego panoramą kultury europejskiej schyłku średniowiecza. Autor posłużył się wieloma pastiszami i autoironiczną stylizacją. Powieść w ciągu kilku lat wydano w dziesiątkach milionów egzemplarzy, przetłumaczono na blisko trzydzieści języków - stała się bestsellerem światowym, a film święcił triumfy na ekranach kin wysoka frekwencja, fenomenalny sukces artystyczny i komercyjny).
Z chwilą wydania "Imienia róży" włoski pisarz przeistoczył się w supergwiazdę kultury postmodernistycznej i jednego z jej najbardziej kompetentnych przedstawicieli, zarówno na płaszczyźnie teoretycznej, jak i praktycznej. Za swą powieść otrzymał w 1981 roku prestiżową nagrodę Premio Strega. Powodzenie książki nie dziwi. On wcale nie usiłuje czytelnika oszukać, ułatwiając mu odbiór; opisuje średniowiecze z taką precyzją i tyloma detalami po to, by czytelnik przekonał się, że człowiek, mimo upływu wieków, się nie zmienia. Zmieniają się okoliczności, reguły gry, świat materialny, ale nie wewnętrzne mechanizmy rządzące bytem ludzkim. Dlatego rzeczą niezmiernie ważną, a zarazem bardzo trudną przy sporządzaniu tej syntezy jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, w czym tkwi swoisty artyzm tych dzieł, jakie znaczenie i wartości dla naszych rozważań mają te utwory.

Jej opracowanie wiąże się z rozwijaniem umiejętności i sprawności, które należy uznać za najwyższe i najtrudniejsze w nauce języka polskiego. Przecież nikt z nas, mających uzasadnione opory wobec gołosłownych, werbalnych syntez (wyuczone charakterystyki i oceny) nie ma wątpliwości, że jest ogromna potrzeba prowadzenia uczniów, którzy uczą się obcować z literaturą i kulturą, ku jakimś uogólnieniom, podsumowaniom, całościowym ujęciom.

"Klasztorny thriller", "powieść gotycką", "kronikę średniowieczną" udanie zdołał Annaud, dzięki długim latom studiów nad epoką, przemienić w fascynujący spektakl kinowy, zachowujący urodę filozoficznego dyskursu książki, intensywność jej rytmu i skalę jej tonów. "(...) zobaczyłem się z Eco i powiedziałem mu po prostu, że jestem jedynym reżyserem na świecie, który może reżyserować film według tej książki. Średniowieczne kościoły i klasztory fascynowały mnie od dzieciństwa; mam pełne klasyczne wykształcenie, znam łacinę i grekę. W dodatku potrafię robić thrillery, a "Imię róży" jest wspaniałym thrillerem".
"Imię róży" jest częścią zdania kończącego powieść, zaczerpniętego z poematu średniowiecznego mistyka, Huberta z Roubaix: "Stat rosa pristina nomine, nomina nuda tenemus" -"Dawna róża trwa w nazwie, nazwy jedynie mamy". Kwestię tą możemy odnieść zarówno do sytuacji, którą kończy się film, jak i do ogólniejszych refleksji, przez książkę i film ewokowanych.

O tragicznych wydarzeniach w klasztorze benedyktynów, usytuowanym wysoko na apenińskim płaskowyżu, gdzie ma się w ostatnim tygodniu listopada 1327 roku (średniowiecze dojrzałe) odbyć wielka debata między uczonymi franciszkanami, reprezentującymi ideał ubóstwa i przedstawicielami papieża z Awinionu, opowiada po wielu latach ich świadek, wówczas 16-letni nowicjusz zakonny, Adso z Melku (Christian Slater). W ciągu siedmiu dni (wyraźne nawiązanie do fragmentu Apokalipsy wg św. Jana o siedmiu aniołach z siedmioma trąbami) towarzyszył swojemu starzeją-cemu się mistrzowi, franciszkaninowi Wilhelmowi z Baskerville ( Sean Connery ),w próbach rozszyfrowania zagadki serii zabójstw, których ofiarą padali zakonnicy-benedyktyni ("Ora et labora" - módl się i pracuj), pracujący w klasztornym skryptorium przy przepisywaniu starych ksiąg, ozdabiając je inicjałami i barwnymi miniaturami, bo czasy owe druku jeszcze nie znały, a zatem o książki było niezmiernie trudno W końcu biblioteka klasztorna ulega zagładzie, ginie większość mnichów, posądzeni o herezję płoną na stosie ofiary Inkwizycji; klasztor wali się w gruzy. Bezpowrotnie przemija, ale zostają jeszcze wspomnienia, słowa, znaki...imię róży. Jednym z nich jest wspomnienie dzieweczki, którą Adso poznał w tych burzliwych dniach, i w której ramionach przeżył upojną miłość fizyczną.

W trakcie poszukiwań odpowiedzi na zagadkę, uczniowie poznają historię Kościoła tej epoki, zwłaszcza dzieje różnych herezji skierowanych przeciwko ziemskiej władzy Kościoła oraz rozmaitych manu-skryptów, które mogłyby znaleźć się w owym czasie w rzeczywistej bibliotece klasztornej.
Annaud konsekwentnie wyważył w swym filmie kryminalną intrygę i filozoficzne dysputy, kostium historii (zresztą perfekcyjny) i jej ducha. Tak samo dla współczesnych, ludzi XXI wieku, świat sprzed ponad 600 lat już nie istnieje materialnie, lecz trwa w niezniszczalnych znakach, jakie odcisnął na kolejnych pokoleniach ludzkości, aż po dzień dzisiejszy. I właśnie swoim uniwersalizmem, ponadczasowością przesłania, najprawdopodobniej, tłumaczy się powodzenie dzieła Eco zarówno w jego literackiej, jak i filmowej postaci. "Imię róży" przybliżyło ludziom na całym świecie ich rodowód, pozwoliło poczuć związki z dalekimi przodkami, którzy wprawdzie żyli w świecie najzupełniej odrębnym, ale mieli te same pragnienia i namiętności, zmagali się z tymi samymi problemami egzystencjalnymi, tak samo się bali, kochali, cierpieli, niezłomnie bronili swych przekonań i tak samo tchórzliwie się ich wypierali

Pełnej wiedzy przekazać się nie da. Można ukazywać zaledwie jej zary-sy, kierunek dalszych poszukiwań. Literatura, poznawana poprzez wybrane przykłady (m.in. film, teatr) domaga się podsumowania, powtarzania, inte-growania, uogólniania, problematyzowania, syntetyzowania). Powieść Eco, jak i jej adaptacja są dla nauczycieli i ich uczniów kopalnią wiedzy o duchowej i materialnej kulturze późnego średniowiecza. Taka forma syntezy aktywizuje uczniów intelektualnie, stanowi spore urozmaicenie, tym większe, że przeważnie w praktyce szkolnej dominują dwojakiego rodzaju syntezy - synteza gotowa, zamieszczona w podręczniku literatury bądź też podana ex cathedra przez nauczyciela na lekcji (w formie zwięzłego syntetycznego wykładu). Synteza, o jakiej mowa, nie będzie z pewnością stanowiła mechanicznego powtarzania i zapamiętywania nabytych wiadomości. Tego rodzaju postępowanie pozwoli też uczniom lepiej zrozumieć, jakim przeobrażeniom uległy z czasem niektóre z tradycyjnych motywów w realizacjach artystycznych twórców czasów nowszych, reprezentujących nie tylko sama literaturę, ale też sztuki piękne. "Eco nazywa też swoją powieść historyczną, twierdząc, że średniowiecze to nasz wiek dziecięcy, do którego trzeba powracać, by poznać nasze bo-lączki. Wszystko co późniejsze, ma swoje korzenie w tamtych czasach".
Fascynację reżysera-mediewisty ukazuje imponująca swym rozmachem scenografia. Annaud, który z ogromnym pietyzmem pragnął zrekonstruować obiekty ówczesnej sztuki sakralnej: kościół, kaplicę, skarbiec klasztorny, szukał przede wszystkim autentycznych wnętrz, jednak wiele z istniejących do dziś w Europie średniowiecznych klasztorów okazały się zniekształcone rozmaitymi przebudowami i modyfikacjami. W końcu reżyser osiągnął swój cel, odnalazł opactwo, które do złudzenia przypomina opactwo opisane przez Eco: klasztor benedyktynów w Eberbach koło Frankfurtu nad Menem, najważniejsza i najpiękniejsza budowla z tego okresu, jakie zachowały się na świecie. Do dziś zachował się tam czysto romański kościół z 1145 roku, który posłużył jako dekoracja do wielu ważnych scen filmu. Wszystkie zewnętrzne detale architektoniczne, takie jak obramowania okien, portale drzwi, skopiowano z oryginałów. Nad filmem czuwali konsultanci od historii, religii, liturgii, heraldyki, ar-chitektury, gestyki, sposobów zachowań.
Proza Eco została stworzona dla kamery (opis klasztoru na przykład, to rzetelne studium topograficzne); Marco Ferreri zauważył, iż dialogi boha-terów respektują fizyczną długość drogi, jaką mają do przebycia rozma-wiające z sobą postaci.

Rzadko zdarza się w kinie, by życie literackiego pierwowzoru znalazło tak szczęśliwe przedłużenie w życiu filmu, ku obopólnemu zadowoleniu autora książkii reżysera. Najbardziej podstawowym źródłem jest u oby-dwu twórców gruntowna wiedza o epoce i twórczy szacunek wobec histo-rii.
Akcja książki i filmu rozgrywa się w ostatnim tygodniu listopada 1327 roku, kiedy Ludwik Bawarski oblega Pizę i przygotowuje się do wyru-szenia na Rzym, papież (wielki Jan XXII, reorganizator systemu finanso-wego Kościoła, nieprzejednany wróg buntowników franciszkańskich, rygo-rystycznie przestrzegających zasady ubóstwa zgodnie z regułą stworzoną przez Franciszka z Asyżu, który w myśl wskazań Chrystusa nie posiadał żadnej własności) żyje w Awinionie, z dala od siedziby rzymskiej, wybranej dla papiestwa przez Chrystusa i Świętego Piotra.Tego rodzaju "syntetyzowanie" uruchamia bezustannie pamięć uczniów i podprowadza ich samych do dokonywania owej pracy rekon-struującej. Dusza średniowiecza jest przede wszystkim eschatologiczna, millenarystyczna. Wypracowana zostaje filozofia, później zwana jako scholastyczna. Chodzi bowiemo system organizacji myśli prezentowany przez współczesne "Szkoły", a wynikający z połączenia filozofii Arystotelesa, starożytnej myśli greckiej i myśli arabskiej. Ma tu swoje źródło ruch myślowy, właśnie dzięki naukom udzielanym przez nauczycieli Wydziałów Sztuk (będących wydziałami filozofii), których jedyna funkcja polegała na komentowaniu, czyli jak się to wtedy mówiło "czytaniu"( stąd: lectio, lek-cja) nielicznym, acz pilnym uczniom wszystkich po kolei traktatów Arystotelesa. Dominuje więc kult Arystotelesa wraz z kultem książki.

Akcja "Imienia róży" związana jest właśnie z przechowywaniem w ta-jemniczej bibliotece zaginionego tekstu Arystotelesa na temat śmiechu i komizmu (II. Księga "Poetyki"). Ów wolumin jest zawistnie strzeżony przez ślepego Jorgego: "Śmiech - powiada - niszczy strach, a strach jest bojaźnią bożą". Misterium słowa bożego nie może doznać uszczerbku ze strony misterium śmiechu, bo wyzwalając najbardziej ludzkie odruchy, śmiech jest tylko znakiem ludzkiej grzeszności, rodzi optymizm, a ten stanowi pożywkę dla wiary w odmianę porządku świata. Jedynie świat bez śmiechu, prorokuje Jorge, to świat bez zwątpień, a więc świat godny Boga. Komedia, co trafnie pojmował Jorge, w rękach artysty obdarzonego geniuszem, zawsze jest siłą wywrotową, wymierzoną przeciwko ustalonym konwencjom i autorytetom. Jest najlepszym i często jedynym zabezpieczeniem przed wszelkiego rodzaju fanatyzmem. "Auto da fe proroka stanowi w istocie akt kapitulacji tych wszystkich, którzy choćby i w imię racji najwyższej paraliżują umysły i wolę ludzką, bronią dostępu do wiedzy mogącej zmienić porządek świata". Czytelnik i widz otrzymują sporą porcję teorii światopoglądowych, bo-wiem autorzy zakładają, iż mają do czynienia z odbiorcą świadomym konieczności dokształcania się. "Annaud nie rezygnuje z nasycenia obrazu, co potocznie dyskwalifikowane bywa jako obyczajowość - przeciwnie, film jest nader gęsto utkany wytworami kultury tamtych czasów, a mimo to wolny od spektakularnej ilustracyjności filmu historycznego. W tym względzie jego miejsce wśród filmowych opowieści o średniowieczu jest gdzieś pośrodku między skupieniem i intensywnością emocjonalną "Matki Joanny od Aniołów" Kawalerowicza a sensualizmem "Tragedii Makbeta" Polańskiego". Zarówno powieść, jak i film niezwykle interesująco malują klimat tamtych czasów. Na szczególną uwagę zasługują dysputy filozoficzne na temat ubóstwa Chrystusa prowadzone przez franciszkanów i benedyktynów, które mimo umownego charakteru problemu (dyskusje akademickie) zadziwiają bogactwem szczegółów dotyczących różnych kierunków dotyczących różnych kierunków filozoficznych epoki przełomu XIII-XIV wieku.

Tyle na prawach przykładu. Należy podkreślić, że sposób przeprowadzania syntez zależy przede wszystkim od inwencji uczącego tudzież od poziomu uczniów, ich uzdolnień, zainteresowań, ich kultury czytelniczej, od umie-jętności formułowania samodzielnych sądów i opinii oraz korzystania z pomocniczej literatury naukowej.

Bez wątpienia polonista może, a nawet powinien posiłkować się tymi dziełami przy realizacji treści programowych w celu pogłębienia edukacji literackiej i utrwalenia jej rezultatów w pierwszych klasach szkół średnich, a zwłaszcza w klasie ostatniej, w ramach przygotowania do egzaminu doj-rzałości, bo słowa nawet najbarwniejsze i styl, choćby najkwiecistszy nie są w stanie zastąpić obrazu, tym bardziej tak znakomitego. Inny powód to audiowizualny charakter współczesnej kultury. Lektura filmowa tworzy swoistą atmosferę odbiorczą, fantom zyskuje rangę realizmu i prawdy. Ta-ki sposób syntezy wymaga od ucznia znacznej samodzielności w zakresie kojarzenia, systematyzowania i porządkowania zjawisk literackich, ekspo-nowania tego co najważniejsze. Wdraża zatem do bardziej samodzielnego myślenia, narzuca temu myśleniu rygory intelektualnej dyscypliny, uczy nie tylko zapamiętywania określonych faktów, lecz w ogóle lepszego rozumienia zachodzących procesów kulturowych, pewnych zjawisk literackich i artystycznych. Należałoby zatem w praktyce polonistycznej stosować przede wszystkim takie syntezy, które właśnie wyzwalają - jak to się dzieje w tym przypadku - maksymalną aktywność uczniów, nie przeciążają ich pamięci zbytecznym balastem erudycyjnym i wykorzystują wiedzę oraz umiejętności nabyte w toku całej nauki szkolnej, na różnych poziomach edukacji literackiej.

Można sobie wyobrazić miłe zaskoczenie młodzieży, kiedy nauczyciel za-proponuje im zamiast sztampowej syntezy projekcję filmu Annauda. To zrozumiałe zaciekawienie trzeba bezwzględnie wykorzystać, bo wszyscy dydaktycy doskonale wiedzą, że efekty w nauczaniu osiąga się wówczas, gdy przedmiot jest akceptowany, lubiany, mieszczący się w bogatym świecie uczniów, tak choćby jak film.

Oba dzieła mimo, że rewelacyjne i wymagają dużych kompetencji w odbiorze, nie mogą być jednak w pełni miarodajną syntezą okresu średniowiecza. Tu warunkiem uczciwości intelektualnej - mimo zgody na szkicowość, jedynie zarysowującą kontury zjawisk - jest również ukazywanie wielości, opozycji, sprzeczności tak w materii historii, jak w jej widzeniu przez naukowe autorytety. Musimy bowiem pamiętać o dwóch równorzędnych i równoprawnych symbolach epoki: krzyżu i mieczu. A właśnie zabiegi o umocnienie swej wyższości jednej instytucji nad drugą, rywalizacja o władzę i wpływy doprowadzały wówczas do ostrych zatargów między cesarstwem a papiestwem, między koroną a tiarą. Był to jeden z czołowych konfliktów epoki. Dlatego dobrze byłoby wesprzeć syntezę średniowiecza filmem stricte historycznym, na przykład polskimi "Krzyżakami"(1960 r) Aleksandra Forda. Akcja powieści i filmu rozgrywa się bowiem na bogatym tle historycznym, przybliżając nam epokę opisem stroi, zbroi, narzędzi, ówczesnej architektury i dawnych obyczajów. Oba dzieła dostarczają nam także opisów życia ówczesnych ludzi w klasztorach i sadybach rycerskich. Bohaterowie podróżując po całym kraju, pokazują stosunki panujące między ludźmi, obowiązującą na dworach hierarchię, obyczajowość dworską oraz wizerunek średniowiecznego, nieskazitelnego rycerza gotowego na śmierć w imię życiowej dewizy "Bóg, Honor, Ojczyzna" i ideał władcy, którego cechowała energia, szybkość postępowania, bystrość orientacji politycznej, rozwaga i przezorność. Dzięki temu obrazowi uczeń zostanie wyposażony w znacznie większą wiedzę o średniowieczu; przyniesie mu to pełniejszy wizerunek tego obszaru dziejów literatury, a zarazem nastąpi usystematyzowanie i uporządkowanie dotychczas zebranych wiadomości. Młodzież zdobędzie sprawność myślenia historycznego, nauczy się kojarzyć ze sobą określone fakty i zjawiska, integrować zdobytą wiedzę, problematyzować ją i systematyzować oraz tworzyć zarys pewnych uogólnień. W końcu sprawą najważniejszą jest to, by przy końcowym podsumowaniu nie stracić z pola widzenia tych cennych wartości, jakie dane dzieło kryje w sobie, w swojej warstwie poznawczej, artystycznej i ideowo-wychowawczej. Chciałbym na koniec zaznaczyć, że nie są to ujęcia roszczące sobie prawo do pełnienia roli kompletnej syntezy; są to bowiem zawsze próby zarysu większych całości (co więcej - całości nie zamkniętych, zmiennych, wieloznacznych).
54 2 54