Odpowiedzi

2010-01-30T14:26:09+01:00
Last summer I was with the family on holidays in Egypt. We had the hotel with the swimming pool, the beach and free drinks. We lost entire days on sunbathing and swimming in a pool. We were there week. These were my best holidays.

Po polsku:

Ostatniego lata byłam z rodziną na wakacjach w Egipcie. Mieliśmy hotel z basenem, plażą i darmowymi napojami. Całe dnie traciliśmy na opalaniu się i pływaniu w basenie. Byliśmy tam tydzień. To były moje najlepsze wakacje.

Pasi? Krótko i treściwie.
Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-30T14:33:00+01:00
We finished exactly our three-week-old wakacje.Ca łe, apart from the two-day interlude, spent outside our country beautiful, sad and eternally hopelessly set at variance. We started with two weeks in Egypt. Week, travelling by the track of Agata Christie by ship up Nilu from Luxor (of ancient Thebes, by Arabs which found here to in half filled in światynie named "al Aksar", that is "palaces" - hence the today's Europeanised name of the city) to Assuanu, above which Nil is becoming the Nassera Lake. It is an interesting trip - entire masses of antiques, I will exchange briefly one after the other, according to fudge geographical.
Luxor - temple in Karnaku and łacząca oneself with her with avenue famous but made degenerate already today of sphinxes temple in very Luxor. On the second Nilu edge, almost directly opposite Karnaku światynia Hatchepsut (at one time perhaps more about her I will write something - interesting feminist motifs), place by the way covered with the disgrace of the assault of islamists in 1997. On the same edge the Valley of the Kings - ossuary of Pharaohs with particularly a recommendable tomb of VI Ramzes. in the end destroyed, but famous from ancient descriptions of Egypt colossi of Memnon. Then Edfu, poor hick town with wonderful Horusa temple coming from times far more late because built in the Hellenist period through eclectic in religious issues and very much pragmatic politically dynasty of Ptolemies.
Next Comombo, which as first probably let us feel the taste of Africa and double (then again Ptolemaic) the blest Horusowi temple and Sobekowi. Egotist - the Nilu god introduced with the head of the crocodile didn't have such a good opinion perhaps rapidly ancient, but principle "for you for God candle and for devil candle-end" it turns out not to be a modern invention... In the end Assuan - large city put up in stratogicznym in ancient times and today for place by the first cataract on Nilu. Here of monuments a bit less, by it more ethnographical impressions can. Here to know it is other continent - into the Arabic element a root root sneaked: the skin is blacker, nubijczycy here populations constitute the considerable fraction and with familiar tone they are explaining, that one should not confuse them with Arabs. Assuan is a place where łaczy oneself water, the desert and the greenness kindly granted by Nil of the waterside belt.
In the end we broke free from world ekstremsalnych of temperatures and the clear sky and after a short stay in Cracow we went into the land of family and friends for our heart of landscapes, of family and friends for our palate of tastes, into world of mountains and water: to Slovakia. Since when Orawy inhabitants threw in the wealth of thermal waters around which they built exemplary centres of rest into their gem beautiful landscapes are which it is one of our favourite directions. We weren't disappointed and this time. Five days of the sun, clouds, swimming and the relaxation. Quite a lot of time for the reading. Perfect place on the second part of long leave. On it slowly I am finishing, Travellers are writing books, travelling on business reports and reports.
PO POLSKU:
Skończyliśmy właśnie nasze trzytygodniowe wakacje.Całe, poza dwudniowym interludium, spędzone poza naszym pięknym, smutnym i wiecznie beznadziejnie skłóconym krajem. Zaczęliśmy od dwóch tygodni w Egipcie. Tydzień, śladem Agaty Christie podróżując statkiem w górę Nilu od Luksoru (starożytnych Teb, przez Arabów, którzy zastali tu na wpół zasypane światynie nazwanym "al Aksar", czyli "pałace" - stąd dzisiejsza zeuropeizowana nazwa miasta) do Assuanu, powyżej którego Nil staje się Jeziorem Nassera. To ciekawa wycieczka - całą masa starożytności, wymienię skrótowo po kolei, według klucz geograficznego.
Luksor - świątynia w Karnaku i łacząca się z nią słynną a zdegenerowaną już dziś aleją sfinksów świątynia w samym Luksorze. Na drugim brzegu Nilu, niemal na wprost Karnaku światynia Hatchepsut (kiedyś może coś więcej o niej napiszę - ciekawe wątki feministyczne), przy okazji okryte niesławą miejsce zamachu islamistów w 1997 roku. Na tym samym brzegu Dolina Królów - miejsce pochówku Faraonów z szczególnie godnym polecenia grobowcem Ramzesa VI. W końcu zniszczone, ale słynne z starożytnych opisów Egiptu kolosy Memnona.
Potem Edfu, biedne prowincjonalne miasto ze wspaniałą świątynia Horusa pochodzącą z czasów o wiele późniejszych bo zbudowane w okresie hellenistycznym przez eklektyczną w kwestiach religijnych i bardzo pragmatyczną politycznie dynastię Ptolemeuszy.
Następnie Comombo, które jako pierwsze chyba pozwoliło nam poczuć smak Afryki i podwójna (znowu ptolemejska) świątynia poświęcona Horusowi i Sobekowi. Sobek - bóg Nilu przedstawiany z głową krokodyla nie miał może takiej dobrej opinii w oczach starożytnych, ale zasada "Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek" okazuje się nie być wynalazkiem nowożytnym...
W końcu Assuan - wielkie miasto ulokowane w stratogicznym w starożytności i w dniu dzisiejszym miejscu przy pierwszej katarakcie na Nilu. Tu zabytków może trochę mniej, za to więcej wrażeń etnograficznych. Tu znać, że to inny kontynent - w żywioł arabski wkradł się pierwiastek rdzenny: skóra jest czarniejsza, nubijczycy stanowią tu znaczny procent ludności i konfidencjonalnym tonem wyjaśniają, że nie należy mylić ich z Arabami. Assuan to miejsce gdzie łaczy się woda, pustynia i łaskawie udzielona przez Nil zieloność pasa nadbrzeżnego.
Stąd jeszcze mały wypad (bagatela 280 km) autokarem na południe, za Zwrotnik Raka i jesteśmy w Abu Simbel, wielkiej światyni zbudowanej przez wielkiego władcę Egiptu Ramzesa II na pamiątkę zwycięstwa nad Hetytami (będącego co prawda bardziej łutem szczęścia niż wynikiem myśli strategicznej) i ku przestrodze i onieśmieleniu południowych sąsaidów Egiptu. To znowu właściwie dwie światynie, bo posiadający znaczną ilość żon Ramzes II jedną - Nefretare - wyróżnił osobną, mniejszą ale równie wspaniałą.
Abu Simbel to trochę oszutwo, świątynie pierwotnie leżały kilkaset metrów od miejsca, gdzie można je dziś oglądać. Uratowano je przed zalaniem wodami Jeziora Nassera za pomocą małego cudu inżynieryjnego (całkiem niemały dodatek do geniuszu budowniczych świątyni). Po prostu pocięto je na kawałki i wklejono w dwie trochę podrasowane, by przypominały oryginalne, góry. Niecodzienne zjawisko - obiekt mający delikatny posmak falsyfikatu - zyskuje dzięki temu jaki kunszt musiano włożyć w jego przygotowanie.
Assuan dał nam rzeczywiście poczuć Afrykę. Dwa dni błąkania się po mieście, knajpa którą mylnie zidentyfikowaliśmy jako tą, kórą poleca nam biuro podróży, a która okazała się po prostu popularnym wśród tubylców miejscem. To będzie jedno z jaśniejszych wspomnień.
W końcu wyrwaliśmy się ze świata ekstremsalnych temperatur i bezchmurnego nieba i po krótkim pobycie w Krakowie wybraliśmy się w krainę bliskich naszemu sercu krajobrazów, bliskich naszemu podniebieniu smaków, w świat gór i wody: na Słowację. Od kiedy mieszkańcy Orawy do swojego skarbu jakim są piękne krajobrazy dorzucili bogactwo wód termalnych wokół których pobudowali wzorowe ośrodki wypoczynku to jeden z naszych ulubionych kierunków. Nie zawiedliśmy się i tym razem. Pięć dni słońca, chmur, pływania i relaksu. Sporo czasu na lekturę. Idealne miejsce na druga część długiego urlopu.
Na tym z wolna kończę, Podróżnicy piszą książki, podróżujący służbowo raporty i sprawozdania.
MYŚLĘ, ŻE BĘDZIE DOBRZE;):):)