KTO MI NAPISZE STRESZCZENIE DO TEGO DOSTANIE NAJLEPSZE:)Prosze pilne za 2 godziny.
Kadmos.
Już jowisz pozbył się udanej postaci byka, dał się poznać i osiadł na Krecie.Tymczasem ojciec Europy, Agenor niespokojny o córkę, każe synowi szukać porwanej.Czuły i srogi razem przykazuje, grożąc wygnaniem, jeśli jej nie znajdzie.
Kadmos świat cały przeszedł, lecz komu się uda wyśledzić, co Jowisz ukrywa? Więc siostry nie znalazł, a uciekającprzed ojcowskim gniewem, postanawia nie wracać do kraju.Prosi o wyrocznię Apollina, pyta gdzie osiąść mu, w jakiej krainie.
-Jałówka drogę ci zabiegnie w polu-głosi wyrocznia-bez śladów jarzma lub ciężkiego pługa.Idź za nią,znajdziesz drogę, a tam, gdzie legnie na trawie,tam wzniesiesz mury miasta i nazwiesz je Teby.
Zaledwie wyszedł Kadmos z kastalijskiej pieczar, ujrzał jałówkę idącą samopas.[...]Poszedł za nią.Milcząc, dziękuje za wróżbę.Już miną zdrój Kefisu, panopejskie błonia, gdy nagle stanęła jałówka i wznosząc do góry czoło , rogami wspaniałymi zdobne, głośny ryk wydała.I tuż na oczach Kadmosa, który szedł w jej ślady, legła bokiem na trawie.
Kadmos składa dzięki bogu, całuje ziemię gościnną, wita nieznajome wzgórza i pola.
Aby święte ofiary złożyć Jowiszowi, każe swym dworzanom szukać wody źródlanej.
Stał las prastary nietknięty siekierą.W środku grota, gęstwą gałęzi zarośnięta, sklepiona niskim łukiem kamiennym, a obok źródło świeżej wody.Lecz wyjścia do pieczary strzegł smok Marsa ze złotym grzbietem, z ognistymi oczyma.Ciało jego obrzękłe od jadu, trzy jęzory zwisają z paszczy, trzy szeregi zębów grożą.Nieszczęśni wygnańcy z tyryjskiego kraju tu właśnie zaszli, lecz zaledwie wiadro zanurzine w wodzie brzękneło, smok głowę wychylił z jaskini, wydał syk straszliwy.Wiadro wypadło im z rąk i krew uciekła z ciała, drżą z nagłego lęku.On zaś poerścienie w łuskach rozwija i jednym susem zwisa nad łukiem sklepienia.Tak zawieszony w powietrzu większą częścią ciała, spogląda z góry wyżej niż drzew szczyty, tak potężny, że w całym swym ogromie nie mniejszy zgoła niż Wielka Niedźwiedzica, co rozdzieliła Bliźnięta na niebie.
W net rycerze Kadmosa dobywają strzały, jedni patrzą ,którędy uciekać, inni zaś osłupiali, co czynić, nie wiedzą.Lecz smok wszystkich porywa, jednym samym ukąszeniem zęba zabjia lub oddchem jadowitym, innych dusi w swych potężnych skrętach.Już słońce południowe krótkie kładło cienie, gdy Kadmos, dziwiąc się spoźnieniu towarzyszy, ruszył w ich ślady.Okryty skórą lwa, niósł w ręku strzały okute żelazem i włócznię.Ale sama odwaga jest najlepszą zbroją.
gdzy wszedł do lasu, ujrzał martwe ciała, a ponad nimi zwycięskiego wroga, który językiem lizał krwawe rany.
-Albo pomszcze śmierś waszą, towarzysze mili, albo z wami zginę!-zawołał.
Prawą ręką głaz dźwignąłi wielkim zamachem rzucił w potwora.Od tego ciosu mury by zadrżały razem z wieżami, smok pozostał cały.Czarny pancerz twardej skóry i łuska obroniły go od głazu.Ale przed ciosem włóczni nawet twardość skóry nie obroni , pociskugodził w skręty pomiędzy pierścienie [...]
Smok wściekły z bólu, ogląda się, ujrzał ranę, kąsa drzewce włóczni.Wreszcie, szarpiąc z całej siły, wydziera je z grzbietu,ostrze jednak zostało.
Gdy coraz większa wściekłość go rozdrażnia, z pełnej gardzieli pluje jadowitą śliną, łuskami orze, że aż jęczy ziemia, bucha czarny kłąb dymu z piekielnej paszczęki, oddech zatruwa powietrze wokoło.A całe cielisko zwija się w potężne kręgi po ziemi, to wystrzela w górę jak maszt łodzi, to spada jak rzeka deszczem wezbrana, piersią powala wszystkie na swej drodze drzewa.
Cofnął się Kadmos, choć go chroniła lwia skóra, i trzymał w pogotowiu włócznię.
Smok szalony kąsa żelazo i na ostrzu łamie zęby.Już za zatrutej paszczęki krew tryskać zaczyna i plami zieloną murawę.Lecz rana była lekka, bo się uchylał od ciosu i szyję odwracał.Aż wreszcie potąd mierzył Kadmos, aż trafił ostrzem w samą gardziel; właśnie smok skrył się za dębem, więc pocisk przebił pień drzewa i kark potwora zarazem.Od ciężaru smoka ugiął się dąb potężny i runął na ziemię z łoskotem.
Gdy oglądał zwycięzca ogrom swej ofiaty, wtem głos usłyszał z niewiadomej strony:
-Synu Agenora, czemu patrzysz na smoka i ty smokiem nędziesz!
Kdmos przerażony zbladł i osłupiał, włosy zjeżył mu strach lodowaty.
Lecz oto schodzi z nieba opiekuńcza Minerwa i rozkazuje zasiać w ziemię rozrzucone zęby smoka, z nich to przyszły lud wyrośnie.
Kadmos posłusznie pługiem zaoruje ziemię i sieje w bruzdy zęby, nasiona pokoleń.Nagle zaczyna się poruszać ziemia, o dziwo, najpierw włócznie nad skiby wytrysły,potem hełmy chwiejące barwnymi kitami , wreszcie ramiona, piersi, ręce trzymające łuki, wyrósł łan rycerzy![...]
Przerażony, że wróg nowy stanął mu na przeciw, Kadmos za borń chwyta.Lecz jeden z rycerzy wykrzyknął:
-Nie tknij ludu, co wyrósł z ziemi, i do wojny domowej się nie mieszaj.
To mówiąc mieczem przebił jednego ze swych braci z ziemizrodzonych, lecz sam padł od innej strzały.Ale i ten, co mu śmierć zadał, poległ po chwiliugodzony z drugiej strony.Tak tłum szalony ginie iz zabija , padają wszyscy od braterskich dłoni.
Już młodzież śmierci chciwa ustała piersiami skrwawioną matkę ziemię.Pięciu pozostało, pośród nich- Echion.Ten za radą Minerwy rzucił broń na ziemię, dał braciom dłoń na zgodę, ich dłonie uścisnął.To oni wraz z Kadmosem wznieśli gród nowy z rozkazu i wyroczni Apollina.

Dzięki

1

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-01T16:14:24+01:00
Jowisz pozbył się udanej postaci byka, dał się poznać i osiadł na Krecie.
Kadmos świat cały przeszedł, lecz komu się uda wyśledzić, co Jowisz ukrywa? Więc siostry nie znalazł, a uciekającprzed ojcowskim gniewem, postanawia nie wracać do kraju.Prosi o wyrocznię Apollina, pyta gdzie osiąść mu, w jakiej krainie.
-Jałówka drogę ci zabiegnie w polu-głosi wyrocznia-bez śladów jarzma lub ciężkiego pługa.Idź za nią,znajdziesz drogę, a tam, gdzie legnie na trawie,tam wzniesiesz mury miasta i nazwiesz je Teby.
Kadmos składa dzięki bogu, całuje ziemię gościnną, wita nieznajome wzgórza i pola.
Aby święte ofiary złożyć Jowiszowi, każe swym dworzanom szukać wody źródlanej.
Stał las prastary nietknięty siekierą.W środku grota, gęstwą gałęzi zarośnięta, sklepiona niskim łukiem kamiennym, a obok źródło świeżej wody.Lecz wyjścia do pieczary strzegł smok Marsa ze złotym grzbietem, z ognistymi oczyma.Ciało jego obrzękłe od jadu, trzy jęzory zwisają z paszczy, trzy szeregi zębów grożą.Nieszczęśni wygnańcy z tyryjskiego kraju tu właśnie zaszli, lecz zaledwie wiadro zanurzine w wodzie brzękneło, smok głowę wychylił z jaskini, wydał syk straszliwy.Wiadro wypadło im z rąk i krew uciekła z ciała, drżą z nagłego lęku.On zaś poerścienie w łuskach rozwija i jednym susem zwisa nad łukiem sklepienia.Tak zawieszony w powietrzu większą częścią ciała, spogląda z góry wyżej niż drzew szczyty, tak potężny, że w całym swym ogromie nie mniejszy zgoła niż Wielka Niedźwiedzica, co rozdzieliła Bliźnięta na niebie.
W net rycerze Kadmosa dobywają strzały, jedni patrzą ,którędy uciekać, inni zaś osłupiali, co czynić, nie wiedzą.Lecz smok wszystkich porywa, jednym samym ukąszeniem zęba zabjia lub oddchem jadowitym, innych dusi w swych potężnych skrętach.Już słońce południowe krótkie kładło cienie, gdy Kadmos, dziwiąc się spoźnieniu towarzyszy, ruszył w ich ślady.Okryty skórą lwa, niósł w ręku strzały okute żelazem i włócznię.Ale sama odwaga jest najlepszą zbroją.
gdzy wszedł do lasu, ujrzał martwe ciała, a ponad nimi zwycięskiego wroga, który językiem lizał krwawe rany.
-Albo pomszcze śmierś waszą, towarzysze mili, albo z wami zginę!-zawołał.
Smok wściekły z bólu, ogląda się, ujrzał ranę, kąsa drzewce włóczni.Wreszcie, szarpiąc z całej siły, wydziera je z grzbietu,ostrze jednak zostało.
Gdy coraz większa wściekłość go rozdrażnia, z pełnej gardzieli pluje jadowitą śliną, łuskami orze, że aż jęczy ziemia, bucha czarny kłąb dymu z piekielnej paszczęki, oddech zatruwa powietrze wokoło.A całe cielisko zwija się w potężne kręgi po ziemi, to wystrzela w górę jak maszt łodzi, to spada jak rzeka deszczem wezbrana, piersią powala wszystkie na swej drodze drzewa.
Smok szalony kąsa żelazo i na ostrzu łamie zęby.Już za zatrutej paszczęki krew tryskać zaczyna i plami zieloną murawę.Lecz rana była lekka, bo się uchylał od ciosu i szyję odwracał.Aż wreszcie potąd mierzył Kadmos, aż trafił ostrzem w samą gardziel; właśnie smok skrył się za dębem, więc pocisk przebił pień drzewa i kark potwora zarazem.Od ciężaru smoka ugiął się dąb potężny i runął na ziemię z łoskotem.
Gdy oglądał zwycięzca ogrom swej ofiaty, wtem głos usłyszał z niewiadomej strony:
-Synu Agenora, czemu patrzysz na smoka i ty smokiem nędziesz!
Kdmos przerażony zbladł i osłupiał, włosy zjeżył mu strach lodowaty.
Lecz oto schodzi z nieba opiekuńcza Minerwa i rozkazuje zasiać w ziemię rozrzucone zęby smoka, z nich to przyszły lud wyrośnie.
Kadmos posłusznie pługiem zaoruje ziemię i sieje w bruzdy zęby, nasiona pokoleń.Nagle zaczyna się poruszać ziemia, o dziwo, najpierw włócznie nad skiby wytrysły,potem hełmy chwiejące barwnymi kitami , wreszcie ramiona, piersi, ręce trzymające łuki, wyrósł łan rycerzy![...]
Przerażony, że wróg nowy stanął mu na przeciw, Kadmos za borń chwyta.Lecz jeden z rycerzy wykrzyknął:
-Nie tknij ludu, co wyrósł z ziemi, i do wojny domowej się nie mieszaj.
Już młodzież śmierci chciwa ustała piersiami skrwawioną matkę ziemię.Pięciu pozostało, pośród nich- Echion.Ten za radą Minerwy rzucił broń na ziemię, dał braciom dłoń na zgodę, ich dłonie uścisnał .prosze;))
1 5 1