Odpowiedzi

2010-02-01T16:23:09+01:00
Serią 50 koncertów w O2 w Londynie Michael Jackson miał triumfalnie powrócić na scenę. Mało kto wierzył, że będzie to show udane. 50-letni król popu podobno nie był w najwyższej formie. Nowych przebojów też brakowało. Jak było naprawdę, warto się przekonać, oglądając dwugodzinny dokument, a właściwie widowisko filmowe, zmontowane z roboczych materiałów z przygotowań do koncertu, odbytych w czerwcu 2009 r. w STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood. Michael Jackson dowcipkuje, poprawia muzyków, ulepsza dramaturgię spektaklu, zachwyca się bizantyjską scenografią i radzi reżyserowi Kenny’emu Ortedze zachować więcej skromności: zamiast tysięcy zmultiplikowanych tancerzy ma wystąpić tylko kilkunastu. Przede wszystkim jednak naprawdę śpiewa, i to genialnie, cały czas usprawiedliwiając się, że jedynie rozgrzewa gardło.

Czym „This Is It” miałoby być, możemy sobie tylko wyobrazić na podstawie luźnych, odbytych w familijnej atmosferze prób, które zaangażowaniem zespołu i perfekcyjnością wykonania powalają na kolana. „Dar dla fanów”, jak się o filmie wyraża Ortega, ma przekonać nie tylko ich, że artysta był u szczytu formy i że mimo jego odejścia planowany spektakl, energia w niego włożona nie zostały zmarnowane. To piękny hołd złożony wielkiemu MJ oraz jego muzyce, nazwanej w filmie „kościołem rock and rolla”. A przy okazji, jest to również szkic do portretu nadwrażliwego marzyciela, samotnego, niedostosowanego do rzeczywistości artysty, zanurzonego we własnym bajkowym świecie.
2010-02-01T16:25:08+01:00
Wszyscy zastanawialiśmy się chyba, jak Sony wykorzysta zakupione za 60 milionów dolarów ponad sto godzin nagrań. Czy będzie to "nagroda pocieszenia" za to, że nigdy nie zobaczymy tego, nad czym przez miesiące pracował Michael Jackson? Czy raczej okraszony fragmentami prób wyciskacz łez, w którym współpracownicy Michaela Jacksona podzielą się wspomnieniami? A może zaspokajający potrzebę gawiedzi swoisty "freakshow"?

"This Is It" daje pewne wyobrażenie tego, jak wyglądałoby pięćdziesiąt koncertów w Londynie, pozwala też zajrzeć za kulisy przygotowań olbrzymiego widowiska. Nie o to jednak w tym filmie chodzi. Nie chodzi też o wzruszenie widzów opowieściami o tym, jak fantastyczna była współpraca z Jacksonem - chusteczki w kinie raczej nie będą potrzebne. W filmie brakuje też zupełnie kontrowersji, które często budziło życie Michaela Jacksona. O czym więc jest "This Is It"?

Zlepek nagrań z prób, materiału składającego się zwykle na "making of" oraz rozmów z twórcami olbrzymiego show może początkowo przesłaniać to, na czym skoncentrował się Kenny Ortega, tworząc film. Nie chodzi w nim bowiem tylko o to, żeby pokazać tańczącego i śpiewającego Michaela Jacksona. Jest to film o jego perfekcjonizmie.

Michael Jackson dbał o każdy szczegół planowanych koncertów. Surowo instruował muzyków, tancerzy, reżysera... po czym dodawał, że pouczał ich z miłości. Na scenie nie widzimy dziwaka, umierającego człowieka czy narzędzia w rękach grupy, która chce dzięki niemu zarobić. Widzimy niepozbawionego poczucia humoru profesjonalistę, który wie, jaki efekt chce osiągnąć.

"This Is It" pokazuje, że Jackson miał na kształt koncertów nie mniejszy wpływ niż Kenny Ortega, reżyser widowiska. Można nawet odnieść wrażenie, że Ortega realizował jedynie wizję Jacksona, a ten z kolei doskonale wiedział, czego będzie oczekiwać publiczność.

"This Is It" nie jest ani studium psychologicznym Michaela Jacksona, ani też zwykłym zapisem ostatnich miesięcy jego życia. Pokazuje Jacksona-muzyka, Jacksona-profesjonalistę i Jacksona-showmana.
1 5 1