Odpowiedzi

2010-02-03T14:17:45+01:00
Książką którą zabrałabym na bezludną wyspę jest „Kwiat kalafiora” Małgorzaty Musierowicz. Pisarka urodziła i mieszka w Poznaniu. „Kwiat kalafiora”, wpisany został na Listę Honorową im. Andersena. Książkę tą czyta się szybko, bo jest ciekawa i humorystyczna więc na pewno nie była by jedyną książką zabraną przeze mnie na bezludną wyspę.
"Kwiat kalafiora" opowiada o pierwszym miesiącu 1978 roku. W Sylwestra 1977 mama Borejko zostaje zabrana do szpitala i cały dom jest na głowie najstarszej Gabrieli. Ale nie dość, że trzeba zajmować się ojcem i trzema młodszymi siostrami, po głowie Gabrysi "plącze się" jeszcze przystojny Janusz Pyziak. Dużo nauczyłam się dzięki niektórym postaciom i zdarzeniom opisanych w powieści. Gabrysia Borejko -od niej nauczyłam się najwięcej jak poradzić sobie w trudnych sytuacjach, ile wystarczy aby uszczęśliwić kogoś. Do jej obowiązków należy wiele rzeczy takich jak pranie, zajmowanie się młodszym rodzeństwem, czy gotowanie, a dodatkową trudnością jest nieobecność rodzicielki. Nauczyłam się również, że nigdy nie należy załamywać rąk i wszystkim stawiać czoła przeciwnościom Na bezludnej wyspie pomogłaby mi, nie zwariować. Pokazała, że nie tylko ja mam wielki problem, ale i siostry, pozostawione bez pomocy Matki.
Książka pt. „Kwiat kalafiora” bardzo mi się podobała, ponieważ lubię czytać o życiu nastolatek, o ich problemach. Przekonałam się jak wyglądało życie w latach siedemdziesiątych i teraz już wiem, że bardzo różniło się od dzisiejszego. Sądzę, że jest to wartościową książka, ponieważ ukazuje nam życie młodej dziewczyny, która zmaga się z normalnymi problemami, codziennego życia, od pierwszych stron czytało mi się ją bardzo dobrze. Z chęcią przeczytam kolejne książki z serii „Jeżycjady”, ponieważ uważam, że jest to dobra lektura na zimne, grudniowe wieczory.
1 3 1