Odpowiedzi

2010-02-05T18:54:29+01:00
Dwóch Krzyżaków z impetem wyłamało drzwi od wieży. W oknie stał starszy mężczyzna z rozbieganymi oczami.
- Złaź Walter! – krzyknął wyższy
- Odejdźcie, bo skoczę...
- Ktoś chce z tobą porozmawiać, zanim cię spotka przeznaczenie!
- Nie będę z nikim rozmawiał.
- Podobno to coś ważnego – drwiącym głosem rzucił niższy z zakonników z nosem, jak
kartofel
Weszłam do pomieszczenia. Wciąż jeszcze byłam zszokowana tym, że Krzyżacy wpuścili mnie do zamku. Izba była ciemna, jedynym źródłem światła był kaganek stojący na krzywym stoliku. Strasznie dymiący, swoją drogą. Rycerze wyszli.
- Tylko nie próbujcie uciekać. I tak was złapiemy. Nikt nie przechytrzy naszego potężnego zakonu – rzucił któryś na odchodnym.
- Oczywiście, tylko, że KTOŚ to niedawno zrobił – nie powiedziałam tego głośno.
- Czego pani chce ode mnie?
- Chciałabym tylko porozmawiać. Prowadzę gazetę "Wieść Gminna" i interesują mnie powody pańskiego desperackiego kroku.
- Zmarnowałem swoje dotychczasowe życie, resztki pozostałego też mam haniebnie stracić, więc po co czekać? Zawiodłem ojczyznę, rodzinę...
- Czy gdyby można było cofnąć czas, zmieniłby pan swoją decyzję?
- Zmieniłbym! Wiedząc, jakie konsekwencje będzie miał mój czyn, nigdy nie wróciłbym tutaj
- Ale uratował pan ojczyznę.
- Tak? I co mi z tego przyszło? Za jaką cenę? Utraciłem moją ukochaną, szansę na założenie rodziny. Moja misja została spełniona, uratowałem ojczyznę, a ona co dała mi w zamian? Pozbawiła mnie miłości. Nie mam już nic do zrobienia na tym świecie.
- W takim razie dlaczego zrezygnował pan z wygodnego życia na litewskim dworze, z miłości, z życia w tak kochanym przez pana kraju, skoro teraz mówi pan o poświęceniu z takim rozgoryczeniem?
- Wtedy byłem młody i widocznie głupi, lecz nie mogłem patrzeć na najazdy Krzyżaków na moje przygraniczne tereny. Wprawdzie siedziałem sobie w bezpiecznym pałacu i napady mi nie groziły, lecz do czasu. Zakonnicy rośli w siłę i incydenty takie, jak w czasie mojego dzieciństwa, stawały się powszechne. Mordowano ludzi, palono wioski. Musiałem temu zapobiec! I tak się składało, że miałem możliwości. Długo się zastanawiałem, nie chciałem stracić mojej Aldony. W końcu miłość do Litwy zwyciężyła. Nie mogłem poświęcać tysięcy ludzi za jednego człowieka. Myślałem wtedy, że nie uniósłbym takiego balastu, i że sumienie gryzłoby mnie do końca życia, gdybym się nie zdecydował. Teraz chętnie przyjąłbym taki "balast"
- Proszę tak nie mówić! Dokonał pan szlachetnego czynu – uratował pan ojczyznę. Teraz te krzyżackie niedobitki nie zdołają zniewolić Litwy.
- Nieprawda! Moje czyny były podłe! Powinienem walczyć otwarcie! Robiłem natomiast podchody, co jest niezgodne z kodeksem honorowym. Ratując jednych ludzi, wysyłałem na śmierć innych, gdyż niejednokrotnie kazałem iść moim rycerzom na bitwy, z których nie mieli możliwości ujść żywi. Mimo, że robiłem to dla kraju, będę potępiony, bo zdradziłem zasady rycerskie!
- Panie Wallenrodzie, pragnę przypomnieć, że przed laty stanął pan w sytuacji niemal bez wyjścia. Wszystkie decyzje przyniosłyby panu niechybną klęskę. W takiej sytuacji wybrał pan mniejsze zło. Każda możliwość działania, jaka była panu dana kłóciła się z kodeksem rycerskim. Mówi pan, że nie zachowywał się pan jak rycerz, lecz przecież zadaniem każdego rycerza jest obrona własnego kraju i to pan uczynił.
- Tak, łatwo pani mówić. Nie myślała pani codziennie o straconej miłości, życiu. Nie zastanawiała się pani, co teraz dzieje się w ojczystym kraju, nie męczyła się pani też z ludźmi, wśród których się wychowała, ale bądź co bądź, zupełnie obcych! Jedynym wyjściem z tego dramatu wydawał mi się alkohol, który pozwalał zapomnieć... Ale było to krótkotrwałe delirium tremens. Potem czułem się jeszcze podlej. Skutek tego był taki, że wyrobiłem sobie wśród moich "kompanów" opinię dziwaka. Zamykałem się w swojej komnacie ze szklanicą ulubionego napoju i śpiewałem rzewne, litewskie pieśni. Nic nie mogło ukoić mojego bólu i tak zostało do teraz. Muszę skoczyć. To jedyne wyjście.
- Proszę zaczekać! Może jednak Krzyżacy nie zabiją pana.
- Nie zna pani Krzyżaków? Zresztą zdradziłem ich, doprowadziłem ich do klęski, gdy mi zaufali, mają do tego pełne prawo! I tak nie mam już tu co robić. Niech to się wreszcie skończy.
- Proszę pamiętać, że na Litwie jest pan bohaterem. Ludzie będą pamiętać o panu przez całe wieki. Czy to się nie liczy? Chociaż to powinno uspokoić pana sumienie.
- Co mi z tego? Nic już nie przywróci mi mojej Aldony. Nawet ona, ta, którą kochałem, odrzuciła mnie! Po moim wyjeździe została pustelnicą i teraz po latach nie chciała mnie!
Skoczył...
Stałam, jak wrośnięta w podłogę. Nawet teraz, po latach, słyszę w nocy świst powietrza i głuchy odgłos ciała uderzającego o ziemię.


Ostra