Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-08T00:59:43+01:00
Zaczęło się tak...: z rodzicami przeprowadziłam się z małego miasteczka na obrzeżach Kalifornii, do ślicznego Seatle. Jestem sama więc rodzicom było łatwiej z rozdysponowaniem pieniędzy na remont i zakup mebli do naszego nowego domu... Było to dośc duże mieszkanie dwupiętrowe w kamienicy. Co prawda zajmowaliśmy tylko parter i pierwsze piętro a drugie zarezerwowane było na strych oraz rupieciarnię. Ogród był dość wąski zresztą jak mieszkanie. Przedłużeniem ścian domu był dość wysoki, czerwony, wykonany z cegieł murek. Obrośnięty był pięknymi jasnoróżowymi różami-zupełnie jak kolor moich policzków. Zaczęłam chodzić do prywatnej szkoły i powoli zmieniałam się i stawałam się zupełnie jak uczennice z tamtąd. Zapraszałam moich nowych znajomych do mnie, gdzie przesiadywaliśmy całe popołudnia, aż do wieczora w altanie na końcu ogrodu. Pewnie zastanawiacie się skąd taka wiejska dziewczyna wzięła się w Seatle? Otóż mój tata otrzymał od swoich rodziców farmę, w którą zainwestował spore pieniądze, założył firmę mleczarską i prowadził ogromne pola na których rosły dynie... Tak zaczęła się produkcja cennego, czarnego złota-oleju z pestek dynii. No i tak się "dorobiliśmy" teraz mama pracuje jako nauczycielka w dziennej, prywatnej szkole dla dziewcząt od 6 do 10 lat. Tata prowadzi interesy, w firmie Zdrowej Żywności , gdzie jest "kierownikiem produktów rolniczych". Wracając do mnie... zaczęłam palić, pić ostro imprezowac... w Kalifornii byłam inna-skromna, cicha... Może byłoby dobrze gdyby nie 25 kwietnia... Moje urodziny, wiec wybrałam się ze znajomymi
do "Felixa". Świetny klub, super muzyka, no i Evi miała wtyki... Evi to moja najlepsza kumpela ona mnie w to wprowadziła i pomogła się zaaklimatyzować.
Wpuścili nas mimo, że Ja, Evi i John mamy po 16 lat. Co prawda Max, Hubert i Michelle są o rok starsi, ale i tak jesteśmy niepełnoletni... Zbytnio się tym nie przejęłam, przeciwnie-bardzo chciałam tu przyjść. Podeszliśmy więc do lady gdzie u Kim(siostry Evi) chcieliśmy zamówić drinki. Kim pracuje tu czasem ponieważ klub jest jej chłopaka. Zamawiając dwa "Szalone Lazury" zwróciłam uwagę na przystojniaka spoglądającego od czasu do czasu na mnie. Sączył piwo rozmawiając ze znajomym. Po chwili podszedł do mnie. W tym momencie poczułam,że ktoś mnie puka w łopatkę... Była to Evi, kiedy tylko zobaczyła "Tajemniczego Słodziaka" powiedziała:
-O...! Maggie, widzę, że poznałaś już Georg'a młodszego braciszka naszego "dostawcy".-Na początku nie wiedziałam o co jej chodzi, ale tuż po chwili zrozumiałam... Chłopak, który stał z Georg'em teraz siedział przy stoliku który zajęliśmy, wraz z Michelle, Max'em, Hubertem i Johnem... Rozmawiali... Nagle Tom (bo tak miał na imię jak się dowiedziałam) wyjął ze skórzanej kurtki saszetki z czymś białym... Chyba to był jakiś proszek. Już po chwili domyśliłam się dlaczego Evi nazwała Georga "bratem naszego dostawcy". Chciałam powiedzieć Evi ,że już muszę wracać i źle się czuję, kiedy pomyślałam"Maggie, to przecież nie Kalifornia jesteś nową lepszą wersją siebie. Teraz Jesteś Meg i możesz robić co tylko chcesz". No i tak też się stało. Spróbowałam... Na początku nie było źle, wręcz fajnie ale po pół roku ostrego brania amfy, palenia jointów, działek zaczęły się schody. Byłam coraz bardziej zmęczona, słaba... Nie było dnia, żebym nie zaspała do szkoły, czasem nawet wcale nie przychodziłam. Byłam blada, bezsilna- ,ale nie przestawałam brać i imprezować do upadłego. Znajomi musieli wnosić mnie do domu i prosić Brendę-gosposię , by nic nie mówiła rodzicom, których nie było, kiedy ich potrzebowałam...
W końcu musiało dojść do tragedii. Był to 22 grudzień obchodziliśmy szkolną gwiazdkę tego dnia wzięłam dość dużo... Już w autobusie z Evi źle się czułam i przechodziły mnie drgawki... Myślałam, że to chwilowe, ale myliłam się. Ktoś mnie zawołał miałam iść pomóc nosić dziewczynom herbaty i ciasta na stoły... Dalej nie pamiętam... Evi opowiadała ,że gwałtownie się obróciłam, zrobiłam krok i upadłam. Teraz leżę w szpitalu mam komplikacje, ponieważ wystąpił również wylew i jestem częściowo sparaliżowana. Są nikłe szanse, że odzyskam w pełni czucie i do tego mam odwyk. Przychodzą do mnie psycholodzy i lekarze , bo narazie nie mogę ruszać się ze szpitalnego łózka. Opuścili mnie... Mieli być przyjaciółmi... Uważali się za nich, a teraz nikt z mojej "paczki" mnie nie odwiedza... Nikt oprócz Georga... okazuje się, że on zakochał się we mnie i zależy mu na mnie, jest miły, opiekuńczy i nie jest ćpunem jak jego brat i reszta znajomych... Nie zawsze to, co z pozoru wydaje się dobre i nieszkodliwe jest takie... Czasem to niszczy nas od środka, a na końcu pokazuje swą ogromną moc w walce z naszymi słabościami...


pisałam sama wieć prosze nie zgłaszać błędu... pozdrawiam:)
1 1 1