Odpowiedzi

2010-02-08T13:46:59+01:00
Zbyszko i jego stryj Maćko z Bogdańca odpoczywali w gospodzie „Pod Lutym Turem”. Nagle do karczmy wszedł pachołek oznajmiając, ze księżna Anna Danuta Mazowiecka ze swoim pocztem zmierza w te progi. Wygoniono ubogą szlachtę i chłopów, nakryto pięknie do stołów i czekano. Już z dala słychać było głośne śpiewy. Po chwili księżna i dwór weszli do gospody i zasiedli do jedzenia.

Gdy skończyli jedna z dwórek, ulubienica Anny Danuty – Danusia stanęła na ławie i grając na lutni śpiewała swoim ślicznym głosikiem.
Lecz otyły człowiek, który siedział na tej ławie, gdzie stała dziewczyna gwałtownie podniósł się. Wtedy ława przechyliła się i Danusia spadła z niej. Zauroczony panienką Zbyszek rzucił się jej na pomoc i złapał dziewczynę w locie. Już od pierwszego wejrzenia brały go ciągoty do Danusi, lecz teraz miarka się przebrała.

Postawił ją na ziemi, ukląkł na prawe kolano i ślubował jej miłość i wierność aż do śmierci. Dowiedziawszy się wcześniej jak zginęła jej matka i kim jest jej ojciec ślubował jej także trzy pawie pióra z hełmów krzyżackich. 18-letni Zbyszko był może porywczy, lecz w tym wypadku wiedział co robi. Danusia – śliczna, drobna, delikatna, niewinna dziewczyna przyciągała wzrok, a nawet więcej – Zbyszko się niemal w niej zakochał. Toteż przysięgi chciał spełnić jak najszybciej. W drodze do Tyńca zobaczywszy pawie pióra zaatakował tego, który je nosił. Nie wiedział jednak, że jest to bardzo ważny w swoim kraju poseł Lichtenstein. I gdyby nie Powała z Taczewa, który zatrzymał i złamał kopię młodzieńca, ten byłby ugodził w tę osobistość.

Krzyżak jako, że był nieubłagany ani przez Powałę ani przez księżną kazał klęknąć przed sobą Zbyszkowi, zdjąć hełm i przeprosić za postępek, tym samym hańbiąc młodzieńca. Lecz on jako rycerz znający obyczaje, choć nie pasowany, nie zrobił tego. Wiedział, że teraz Lichtenstein poskarży się i chłopak prawdopodobnie zostanie skazany na śmierć, lecz wolał umrzeć niż się upokorzyć. Sprawy toczyły się tak jak myślał. Poseł zapowiedział mu, że wniesie sprawę do króla i chciał go spętać, lecz Zbyszko przysiągł na rycerską cześć, że stawi się na sądzie.

Po kilku dniach chłopak znów spotkał Lichtensteina, tylko w trochę innych okolicznościach. Odbywało się wielkie śniadanie z udziałem króla i wielu ważnych książąt polskich.

Teraz król miał dowiedzieć się o pochopnym czynie Zbyszka. Niemiec najpierw tylko wspominał o nim, lecz nikt nie zwracał na to uwagi, ale potem zaczął mówić otwarcie. Wtedy powstała wrzawa i krzyk. Niektórzy twierdzili, że to hańba dla całego kraju, inni chcieli pozwać tego młodzieńca na śmierć i życie, jeszcze inni po prostu go zobaczyć. Sądzili, że wcale się nie stawił, lecz Zbyszko wtedy nieśmiało wyszedł z cienia i przyznał się do postępku. Po długich naradach stwierdzono, że jest winny i strażnik zaprowadził go do zamkowej baszty.

Po drodze poradził mu, żeby się powiesił, ale Zbyszko nie zrobił tego ze względu na swoją wiarę.
Skazaniec w swojej wieży siedział długo, a przyjaciele odwiedzali go często. Prawdą jest, że gdy Królowa Jadwiga i jej dziecko zmarli zapomniano na kilka dni o Zbyszku. Czas dłużył mu się nieubłaganie, lecz w końcu przyszedł dzień stracenia.

Zbyszko jako młody i przystojny chłopak przyciągnął na rynek wielu ludzi, a zwłaszcza kobiet, toteż cała droga wiodąca od zamku zakwitła kwiatami. Zbigniew strojnie ubrany, z głową spuszczoną szedł tą kwiecistą ścieżką. Lecz nagle Powała stojący z biało przybraną Danusią na ręku krzyknął żeby poczekali i podszedł do młodzieńca, a Danusia nakryła go nałęczką mówiąc „Mój ci jest! Mój ci jest!”. Tłum rozkołysał się wrzeszcząc, aby cała trójka poszła do kasztelana. Kasztelan zaś uznał ten powód za wystarczający i zwolnił chłopaka od wyroku.

Maćko i Zbyszko zamierzali wrócić do Bogdańca, aby starszy mógł wyleczyć się i wyjąć szczebrzuch spod serca którego nabawił się u krzyżaków. Jednak w międzyczasie przyjechał Jurand, ojciec Danusi i Zbyszko korzystając z okazji poprosił o zgodę na ślub jego i Jurandówny. Pogromca Krzyżaków nie wyraził jednak takowej z niewyjaśnionych powodów. I choć przyjaciele namawiali go, ten pozostał konsekwentny.

Maćko i Zbyszko musieli już wracać do Bogdańca bo stryj czuł się coraz gorzej. W drodze do rodzinnej wioski spotkali Zycha ze Zgorzelic, dawnego sąsiada oraz jego córkę Jagienkę. Zbyszkowi zaraz ona się spodobała, ale nie mógł zapomnieć Danusi. Gdy Maćko czuł się lepiej, Zbyszko wyruszył na Mazury do swej ukochanej. Kiedy był już na miejscu dowiedział się, że niedługo ma się odbyć polowanie więc i on się na nie szykował.

Podczas łowów odważny i szlachetny Zbyszko uratował księżnę Annę Danutę od śmierci, jednak sam został poważnie raniony. Przekonany o swoim rychłym odejściu z tego świata poprosił ks. Wyszońka aby go pasował na prawowitego rycerza. Ten po krótkim zastanowieniu, zgodził się.

Po jakimś czasie przyszedł list od Juranda, że ślepnie i przed całkowitą utratą wzroku i niechybną śmiercią chciałby ostatni raz zobaczyć swoją córkę. Tak więc Zbyszko pomyślawszy, że jeśli Jurand umrze to nie będzie komu sprzeciwić się jego i Danusi ślubowi. Myślał też, że sam długo niepożyje, toteż zwrócił się z ponowną prośbą do księżnej i do ks. Wyszońka o udzielenie im ślubu. Chłopak po przedstawieniu swojej racji usłyszał pozwolenie i nikomu nic nie mówiąc, w nocy wziął ślub ze swoją ukochaną. Zaraz następnego dnia Danusia wyruszyła do ojca.

Po wyjeździe Danusi, Zbyszko jeszcze kilka dni leżał w łóżku, lecz bardzo szybko wracał do zdrowia. Potem nadeszła Wigilia i rycerz wyruszył do Ciechanowa aby zjeść wspólną wieczerzę z księstwem oraz spotkać się z Danusią, która miała przybyć tam z Jurandem. Wszyscy martwili się, czy dotrą, gdyż była to pora siarczystych mrozów i wielkich opadów śniegu.

Kiedy nadeszła długo oczekiwana chwila kolacji wigilijnej wszyscy zasiedli do stołu nie czekając na Juranda i jego córkę ponieważ wiadomo było, że zaraz powinni dotrzeć na miejsce. Poczęli się martwić, gdy wieczerza zaczęła dobiegać końca. Wtedy wbiegł pachołek i oznajmił że znaleziono jakichś ludzi opodal Ciechanowa. Zbyszko nie czekając na pozwolenie kazał okulbaczyć konia i wybiegł, żeby dotrzeć tam jak najprędzej. Gdy był już na miejscu przeszukał wszystkie wozy i znalazł tam tylko Juranda, ale Danuśki nie mógł odszukać. Postrach krzyżaków długo nie mógł przyjść do siebie, ale jak już się to stało okazało się, że ukochana w ogóle nie dotarła do Spychowa. Wszyscy momentalnie domyślili się czyja to sprawka. Krzyżacy porwali Danusię!

Zbyszko wyruszył do Malborka poskarżyć się mistrzowi i ewentualnie prosić o pomoc w odnalezieniu dziewczyny. Zajechawszy tam uczestniczył w wielu turniejach i walkach rycerskich. W jednym z nich brał udział także brat Wielkiego Mistrza Zakonnego - Konrada von Jungingena – Ulrich. Zbyszko potykając się z nim darował mu życie i ten pokochał go za to. Kochający mąż dostał zatem bez problemu ten nakaz. Rycerz jeździł i szukał, ale bez skutku.
Wrócił do Bogdańca, gdzie długo chorował. Potem postanowił przyłączyć się do kniazia Witolda, a Maćko z nim. Tak też zrobili. W jednej z wygranych bitew wpadli na ślad Danusi i podążał za nim. Ostatecznie dostał w swoje ręce tego, który porwał jego żonę. Pozostali troje już nie żyli, a tego ostatniego pozostawił Jurandowi (któremu krzyżacy wyłupali oczy, odcięli język i prawicę), żeby się zemścił. Z nim pachołek Zbyszka pojechał do Spychowa, a sam Zbigniew został, żeby trochę wykurować zabiedzoną Danusię. Kiedy mieli już wyruszać dziewczyna nagle i poważnie zachorowała. Więc musieli się już bardzo spieszyć, lecz panienka przed samym Spychowem zmarła. Zrozpaczony mąż zawiózł swoją żonę do ojca.

W jej rodzinnym miasteczku urządzono bardzo uroczysty i piękny pogrzeb, pochowano ją godnie i po chrześcijańsku. Wszyscy opłakiwali miłą Danusię, ale najbardziej wierny swojej żonie Zbyszko.
7 2 7