Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2009-03-19T22:33:25+01:00
Werona, 15 marca

Mimo że wydarzyło to się już parę miesięcy temu, doskonale pamiętam te wydarzenia, choć może już nie tak dokładnie. Młody Romeo szalał jeszcze za Rozaliną, a młodziutka Julia szukała swojej drogi. Kiedy spotkali się i trafiło ich jak grom z jasnego nieba- zakochali się w sobie. Och, jak oni się pokochali. Nie widzieli poza sobą świata. Że też spotkał ich taki los... Gdyby nie to, że wywodzili się z dwóch walczących rodów- Kapuletich i Montekich, żyliby jak w bajce. A tak? Teraz oboje leżą pod ziemią. Dobrze przynajmniej, że po śmierci kochanków zapanował pokój między dwoma walczącymi rodami. Niedługo potem poprosili mnie, bym udzielił ich śłubu. Wtedy jeszcze nie wiedizałem, co ich spotka. W dniu ślubi i nocy poślubnej jeszcze wszystko było dobrze. Dopiero potem rozpętała się bójka, w której doszło do śmierci Tybalta- kuzyna Julii. Romeo został wygnany, gdyż to on zabił. Biedny chłopak... Zrozpaczona dziewczyna opłakiwała i śmierć krewnego i odejście ukochanego. To bło za wiele jak na jedno, małe, dobre serce. A i spadł na nią kolejny cios. Ojciec powiadomił młodą mężatkę o planach wydania jej za Parysa- przystojnego młodzieńca, zakochanego w niej, którego jednak uczuć nie odwzajemniała. i wtedy zwróciła się ze mną z prośbą o pomoc. Poradziłem jej wypicie specyfiku imitującego śmierć. Na dwa dni miała wyglądać jak martwa. Po tych dwóch dniach zaś mieli uciec z Romeem i wieśc szczęśliwe życie. Wypadki jednak potoczył się inaczej. Do młodzieńca nie doszedł mój list przez co, gdy zobaczył "martwą" ukochaną, popełnił samobójstwo. Julia, budząc się i widząc wykrwawiongo już męża, również się zabiła i tak skończyła się ta wielka miłość. Ze smutkiem o tym myślę, z bólem serca to wspominam. Obwiniam siebie za nie szczęsliwe losy kochanków.
21 4 21