Odpowiedzi

2010-02-09T16:53:58+01:00
Było lato, a przynajmniej mi się tak wydawało. Ja, czyli dziewięcioletni szkrab spędzałem właśnie czas na spacerku. A dokładniej - poszedłem nad rzekę płynącą leniwym nurtem zaledwie kilkadziesiąt metrów od mojego domu. Nagle nie wiedzieć czemu zechciałem wrócić do domu. Patrzę do góry, niebo zaczynają zasnuwać ciemne chmury, wiatr wieje coraz mocniej i mocniej. Zaczynam się bać. Czego? Na pewno nie wiatru. Lęk się potęguje gdy patrzę na drzewa, częste miejsce dziecięcych zabaw. Zwykle leniwie szepczące swą odwieczną melodię, teraz jakieś niespokojne, zaczynają przybierać nieznane mi wcześniej rozmiary. Drzewa zazwyczaj grube stają się strasznie smukłe. Przyspieszam kroku, kiedy wszystkie po kolei zawalają się za mną na ziemię. Trzaski, huki, przerażenie. Biegnę do domu, już nie ma drzew. Jest czysta przestrzeń przede mną. Jestem coraz bliżej, jeszcze 30 metrów i dotrę do oazy spokoju. Obracam się choć wiem, że nie powinienem i widzę wielkiego, złego byka pędzącego w moim kierunku. Jest coraz bliżej i bliżej, gdy docieram do drzwi, zatrzaskuję je i się budzę zlany potem.
1 5 1
Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-09T16:58:14+01:00
Pewnego dnia przyśnił mi się dziwny sen. Spotkałam w nim wróżkę która miała bardzo znajomą twarz. Spytała mnie ona jakie jest moje największe marzenie. Powiedziałam, że chciała bym pojechać w podróż po całym świecie. Wróżka kilka razy machnęła różdżką i nagle znalazłam się w pociągu. Za oknem widziałam piękne widoki:lasy, góry, pola, łąki. Po pewnym czasie gdy chciałam wstać by zapytać konduktora gdzie jesteśmy ktoś mnie zawołał, żebym nie stawała. Zdziwiona obróciłam głowę i ujrzałam... moją babcię. Zanim zdążyłam wstać tuż przede mną runęła jakaś blacha. I w tym momencie się obudziłam.
Może być???:)
6 4 6
2010-02-09T17:09:42+01:00
Wczoraj po lekcjach wróciłam bardzo zmęczona do domu.
Nikogo jeszcze nie było, więc postanowiłam polozyc się na chwilkę i nawet nie wiem kiedy usnęlam.
Śnilo mi się, że jestem na samym dole jakichś schodów, wysokich, krętych, prowadzących chyba do nieba, bo nie było widac ich końca. Stałam przed tymi schodami i nie wiedzialam co mam robic wejśc na nie, czy odwrócic się i iśc drogą, która też nie wiem dokąd prowadzila.
Większośc osób które tu były próbowała wejśc po schodach do góry pomyślałam, że i ja spróbuję.
Nie było to wcale takie łatwe.
Schody były bardzo strome i ciężko bylo się po nich wspinac, jednak nie dawałam za wygraną, szłam ciągle wyżej i wyżej.
Ze schodów roztaczał się piękny widok przystanęłam na chwilę aby odpoczac, rozejrzałam się dokoła, jak tu cudnie, tyle drzew, krzewów, ptaków i motyli. Czułam sie jak w raju.
Po chwili odpoczynku ruszylam w dalszą drogę, coraz wyżej i wyżej. Byłam już prawie u szczytu, jeszcze tylko kilka stponi.
Już, już sięgałam ręką końca poręczy, już wchodziłam na sam szczyt. Nagle ból. Otwieram oczy i widzę ... sufit.
Szkoda, że nie zobaczyłam co jest na końcu schodów z mojęgo snu, ale może jeszcze kiedyś tam dojdę.
1 5 1