Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-02-10T15:30:29+01:00
Do Tesalonik św. Paweł przybył w czasie drugiej podróży misyjnej. Mamy rok 49. Dzieje Apostolskie podkreślają wyraźną interwencję Jezusa dotyczącą kierunku wyprawy. Apostoł chciał wyruszyć na północ Azji Mniejszej, w stronę Bitynii, ale Jezus skierował go w stronę Troady. Tak rozpoczęła się ewangelizacja Europy. Najpierw żegluga wzdłuż wybrzeża Morza Egejskiego, następnie głoszenie Ewangelii w Filippi, a potem Tesalonikach. To portowe miasto zostało założone w okolicach starożytnych Term w 136 r. przed Chr. generała wojsk Aleksandra Wielkiego Kasandera. Nazwał on je imieniem swej małżonki: Tesalonika.

Kim byli i w co wierzyli mieszkańcy tego stutysięcznego wówczas miasta?

Nowe miasto przyciągało tych, którzy chcieli zrobić karierę, dawało schronienie podróżnikom i kupcom. Tu znajdował się główny postój dla podróżujących z Bałkanów do Azji Mniejszej. W Tesalonikach rozpowszechniony był kult bóstw-olbrzymów zwanych Kabirami, a także innych bóstw rzymskich, greckich i egipskich. Traktowano także jako bogów dobroczyńców miasta. W Tesalonikach obecni także byli rodacy św. Pawła wyznający wiarę w Jedynego Boga. To do nich skierował swe pierwsze kroki św. Paweł, by głosić Dobrą Nowinę o Jezusie.

Czy to głoszenie Jezusa przez św. Pawła trafiło na podatny grunt w Tesalonikach, czy może jak w Atenach usłyszał „Posłuchamy cię innym razem”?

Jego nauczanie przyniosło dwojaki skutek. W wielu sercach wzbudziła się wiara i radość. Powstała pierwsza wspólnota chrześcijan, która gromadziła się w domu Jazona. Przekroczyła ona wszelkie bariery: połączyła bogatych i ubogich, Żydów i pogan. Nie wszystko jednak wiązało się z sukcesem. Gdy topniało znaczenie synagogi w wielu sercach zrodziła się zazdrość. Doszło do tego, że po trzech tygodniach pobytu Apostoła w Tesalonikach oskarżono go, jakoby chciał ustanowić innego władcę w miejsce Cezara. Może nie zrozumiano tego, co mówił o władzy Jezusa nad ludzkim życiem, a może nie chciano zrozumieć. Może niektóre serce zostały zamknięte, by mogło otworzyć się serce pogan? Oskarżenie było niebezpieczne. Choć politarchowie po otrzymaniu poręki od Jazona odstąpili, uniewinnili św. Pawła to musiał on opuścić miasto. Udał się do Bereii.

Ale oczywiście jego pobyt w Tesalonikach nie był daremny?

Krótki pobyt – niecały miesiąc – zaowocował. Zrodził w Tesalonikach Kościół, który pośród prześladowań wyrastał jak młode drzewo smagane wichrami. Stąd potrzebował umocnienia wiary. Ponadto nie wszystko, co Apostoł głosił zostało dobrze zrozumiane. Wiara Tesaloniczan była płomienna, ale niedojrzała. Zapał neofitów buduje wiele dobra, ale może też być przyczyną nadużyć. Tak stało się w tej wspólnocie. Ponieważ Apostoł nie mógł przybyć tam osobiście, wysłał posłańców, a następnie interweniował pisząc listy. O skali problemu niech świadczy to, że by został dobrze zrozumiany musiał pisać dwa razy.

Bodaj najbardziej znane słowa św. Pawła do Tesaloniczan to te z drugiego listu: „Kto nie chce pracować niech też nie je”. Czy Tesaloniczanie byli bardziej leniwi od innych ludzi im współczesnych?

Święty Paweł mówi o ludzkiej pracy już w pierwszym liście. Wpierw wskazuje na swoją postawę. Choć zajmował się głoszeniem Ewangelii, to jednocześnie przez pracę fizyczną zarabiał na swe utrzymanie. Czynił tak: „aby nikomu z was nie być ciężarem” (1Tes 2,9c). Paweł nie chciał, by jakikolwiek cień podejrzeń padł na rozpoczętą misję. Nie chciał też nadużywać ludzkiej dobroci. Taka odpowiedzialność była konsekwencją wiary. Znakiem przepowiadania, który zagubili Tesaloniczanie, przez co przestali być świadkami Ewangelii. Stali się błędnym drogowskazem. Dlatego Apostoł w zakończeniu listu wzywa do powrotu do codziennej pracy i spełniania należnych obowiązków.

Czy Tesaloniczanie byli bardziej leniwi niż inni? Nie przypuszczam. Procent leniwych pewnie był taki sam jak w innych miastach. Tesaloniki raczej charakteryzowały się dość dużym dynamizmem rozwoju. To się leniwym nie zdarza.

Jak więc możemy wytłumaczyć to ostre napomnienie Św. Pawła?

Wydaje się, że na tę sytuację mogły składać się trzy sprawy. Grecy lubowali się w prowadzeniu sporów i teoretycznych dywagacji. To mogło sprowadzić dynamizm Ewangelii na tor jałowych spekulacji. Chrześcijanie byli przekonani o szybkim powrocie Chrystusa. Prześladowania mogły to przekonanie wzmocnić. Stąd uznali dotychczasowe zajęcia za niepotrzebne. Niektórzy zaś, nadużywając miłości bliźniego, mogli chcieć żyć na koszt innych. Dlatego Apostoł daje nakaz podejmowania odpowiedzialności za własne życie. To jest właściwe przygotowanie na przyjście Pana.

Czy powyższy problem dotyczył dużej grupy, czy też chodziło o teorie głoszone przez jednostki? Nie rozstrzygniemy tej kwestii, ale sprawa była poważna, gdyż św. Paweł powrócił doń w drugim liście. Tam zapisał zdanie, które stało się punktem wyjściowym dla naszych rozważań. Choć odwołuje się do dobrej woli, to zaznacza, że jeśli ktoś nie chce pracować nie powinien korzystać z owoców pracy innych, bo praca to fundament ludzkiego życia. Powyższe zdanie dotyczy osób złej woli: „kto nie chce pracować”. Zdanie to w demoniczny sposób wykorzystano podczas rewolucji bolszewickiej, odmawiając pożywienia nie pracującym fizycznie: „kto nie pracuje, nie je”. Pominięcie jednego słowa zmieniło istotę rzeczy. Zabrakło ewangelicznej miłości bliźniego i jej źródła jakim jest Bóg. W konsekwencji zbudowano ludziom piekło na ziemi.

Apostoł mówi więc nie tyle o lenistwie co o niewłaściwym stosunku człowieka do pracy...

Zdecydowanie. Św. Paweł podkreśla: Tesaloniczanie zajmują się rzeczami niepotrzebnymi – nie są więc całkowicie bezczynni, ale nie robią tego co należy. Te słowa warto odczytać w kontekście naszego rachunku sumienia. Często obraca się on wokół skupienia na modlitwie, udziału we Mszy Świętej. Rzadko podejmuje kwestię codziennej pracy. Przedwczesne opuszczanie miejsca pracy, źle wykorzystany czas, niesolidność, zaleganie z wypłatami, nie spełniane umowy, pozbawianie pracy... Może dziś nie porzucamy pracy tak radykalnie jak niektórzy Tesaloniczanie, ale bliska jest nam tendencja życia na cudzy koszt lub ponad stan. Jest to poważnym złem.

Oczekując przyjścia Pana trzeba więc pracować. Jakie rozumienie paruzji czyli powrotu Pana Jezusa na końcu czasów wyłania się z listów do Tesaloniczan?

Sam termin paruzja jest zaczerpnięty z języka greckiego. Mówi nam zarówno o czyimś przyjściu, jak i o obecności. Nowy Testament odnosi go do ponownego przyjścia Chrystusa, w chwale. W Listach do Tesaloniczan Paweł mówi o wielkiej radości, jaka nastanie w tym momencie. Oczekujący Pana zostaną porwani na obłoki – zakończy się czas ich ziemskiej egzystencji. Będą zawsze przebywać w bliskości z Jezusem. Jednocześnie odbędzie się sąd Boga obejmujący wszystkich ludzi zmarłych i żyjących. Początkiem tych wydarzeń będzie znaczne odstępstwo od wiary. Jego apogeum będzie postawienie się człowieka w miejsce Boga.

Czy Paweł daje nam jakieś konkretne wskazówki co do czasu przyjścia Pana?

Mówi o fałszywych znakach i zwodzicielskich słowach, które będą mu towarzyszyć. Pośród nich dokona się wybór człowieka: za lub przeciw wierze. Wybór ten zostania przypieczętowany wyrokiem Jezusa. Św. Paweł pisze Tesaloniczanom, iż ma nadzieję, że w tym dniu zgromadzą się wokół niego jako wierni Jezusowi.

Apostoł podkreśla: czas paruzji jest okryty tajemnicą. Przyjdzie „jak złodziej w nocy”. Będzie zaskoczeniem. Stąd najistotniejsze w przygotowaniu na spotkanie z Panem jest codzienne życie. Istotne jest by uczeń Jezusa był zawsze gotowy na spotkanie ze swym Mistrzem.

Twórczość epistolograficzna jest często pomocna w nakreśleniu charakteru autora. Jakie cechy św. Pawła widzimy w listach do Tesaloniczan?

Na pierwszy plan wysuwa się postać człowieka zafascynowanego Bogiem i Ewangelią. Z tekstu przebija ogromna troska, aby słowo zasiane w sercach Tesaloniczan mogło wzrastać i owocować. Wzrost wiary młodego Kościoła jest największą radością Pawła i za to wielokrotnie dziękuje Bogu.

Apostoł jest tym, który na pierwszym planie widzi dobro. Wpierw wylicza zasługi i przymioty Tesaloniczan: moc wiary, wzajemną miłość, gorliwość. Trudno czasem powiedzieć czy opisuje stan Kościoła, czy też pokazuje mu kierunek drogi, bo przecież ta wspólnota nie była idealna. Może taki obraz miał wzbudzić zbawienne zawstydzenie?

Apostoł umiejętnie podnosi poprzeczkę i kieruje w stronę Dobra.

Z pisanych słów wynika wielka odpowiedzialność za tych, których spotkał na drodze swego życia. Z niecierpliwością oczekuje na wieści dotyczące ich wiary. Delikatnie koryguje ich błędy, ale też nie waha się przed radykalnymi słowami, gdy dostrzega, że łagodność nie przynosi skutku. Nie polega tylko na swych zdolnościach, ale ogarnia nieustanną modlitwą, tych którym głosił Chrystusa.

Jest troskliwy. Tych, do których mówi nazywa swoimi dziećmi. Kieruje się miłością i oczekuje na podobną odpowiedź ze strony założonej wspólnoty. Jednocześnie przekracza pragnienie przywiązania ludzi do siebie. Choć wielokrotnie powołuje się na własny autorytet, to zawsze punktem docelowym jest osoba Jezusa. Nadsłuchuje z drżeniem serca wieści z Tesalonik. Koryguje ich postawy. Wszystko po to, by wychować dojrzałych chrześcijan.

„Zaklinam was na Pana, aby list ten został odczytany wszystkim braciom” - pisze św. Paweł na zakończenie pierwszego listu. Również dzisiaj, zwłaszcza polscy biskupi korzystają z tej formy kontaktu z wiernymi, choć może nie „zaklinają” ks. proboszczów do ich odczytywania. Czy ta forma jest równie skuteczna dzisiaj jak była w czasach św. Pawła? Czy św. Paweł dobrze „administrował” wspólnotą za pomocą listów?

Na początku musimy dokonać pewnego bardzo ważnego rozróżnienia. Kiedy św. Paweł pisze Listy do Tesaloniczan oraz kolejne listy mamy do czynienia z sytuacją, w której Bóg przekazuje Kościołowi swe Objawienie. Ten czas kończy się wraz z uformowaniem się pism Nowego Testamentu i rozpoznaniem przez Kościół ich natchnienia. Wydarzenia, jakie miały miejsce w poszczególnych wspólnotach, postawione pytania i dane odpowiedzi nie dotyczą jedynie danej epoki, czy wspólnoty, ale zawierają orędzie Prawdy o zbawieniu skierowane do całej ludzkości.

Druga rzecz, to administracja i struktura, bo i do nich odwołuje się Paweł w swych listach: jest wspominana o tyle, o ile służy głoszonej Ewangelii. Porządkuje życie wspólnoty tak, by nic nie przesłaniało blasku Dobrej Nowiny.

Wreszcie u podstaw listów stoi zawsze osobiste spotkanie Apostoła ze wspólnotą, do której pisze. Św. Paweł przedkładał osobiste spotkanie – doświadczenie żywego słowa – nad pisanie listów. Te powstawały wtedy, gdy do danej wspólnoty nie mógł przybyć osobiście.

Czy forma listu jest dziś równie skuteczna? Wszystko zależy od danego listu i nastawienia odbiorców. W Polsce był czas, kiedy wobec poważnych zagrożeń Kościoła była to jedyna możliwa forma kontaktu z wiernymi i przekazania im nauczania biskupów. Dziś - z wielu racji - możliwość kontaktu bezpośredniego jest o wiele prostsza. Pozostają jednak kwestie dotyczące życia Kościoła, prawd wiary, moralności, czy spaw społecznych, które wymagają nakreślenia jednoznacznego stanowiska. Pamiętajmy jednak, że jest to wyjaśnianie nauczania Kościoła. Nie zastąpi ono żywego słowa Ewangelii i słowa o Ewangelii prowadzącego do spotkania z Jezusem, słowa na które wierni oczekują. Takie „osobowe” odniesienie pozwala potem zupełnie inaczej słuchać listów. Tak więc, jak u św. Pawła: najpierw spotkanie i poznanie, później - ewntualnie - pisan
4 4 4
2010-02-10T15:30:51+01:00
Święty Paweł pisze w Liście do Tesaloniczan: „Kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi.
2 5 2
2010-02-10T15:31:42+01:00
` Ja sądze tak:
powiedział to, bo ludzie nie pracujący nie zasługują na jedzenie.
po prostu . ; )
1 5 1