Odpowiedzi

2009-10-11T17:31:02+02:00
Rok 1292. Dokument lokacyjny nowego miasta na prawie magdeburskim na obszarze biskupiej wsi Kamienicy - opodal której od strony północnej istniała druga osada, w niej kościółek murowany w stylu romańskim - pozostający pod wezwaniem św. Małgorzaty - wyznaczał jarmark przypadający na dzień patronki świątyni.

Św. Małgorzata, czczona w Kamienicy, była męczenniczką za wiarę, ściętą w Antiochii w III w. I opleciona została legendą o ujarzmieniu smoka piekielnego.

Częstym zwyczajem miast średniowiecznych było przyjmowanie za swoje godło patrona miejskiej fary. Zwyczaj ten potwierdził się w przypadku nowo założonego miasta.
Najstarsza zachowana pieczęć miejska wyobraża św. Małgorzatę w koronie i aureoli na głowie, z krzyżem w jednej ręce, a drugą lejcami powściągającą smoka. Napis w jej otoku ryty gotycka majuskułą +S. ADVOCATI - ATQUE - CIVIUM -D -KEMNIZ+ wymienia na pierwszym miejscu wójta, a w drugiej kolejności obywateli Kamienicy.

Drugi napis w treści pieczęci umieszczony w dwóch wierszach BTA MARG/ERITA utwierdza przejęcie patronki kościoła na miejskie godło. Pochodząca z pierwszych lat założenia miasta pieczęć ta odciskała nazwę - KAMIENICA - na dokumentach zachowanych lat 1306, 1317 i 1323.

Druga pieczęć wyobraża św. Małgorzatę w koronie siedzącą na tronie, powstrzymującą krzyżem z proporcem atak leżącego u jej stóp smoka. W ręce lewej widnieje model romańskiego kościoła z jedną wieżą i oknami w dwóch kondygnacjach. To wizerunek pierwszej miejskiej fary. Majuskułowy napis w otoku pieczęci +S'ADVOCATI. ET. CIVIUM. IN. NOVOSANDECZ. Głosi, że pieczęć ta należy do wójta i obywateli Nowego Sącza. Pierwszy raz w tej pieczęci używane nowe miano miasta - NOWY SĄCZ - utrwaliło jego nazwę na zawsze. Pieczęć okazalsza od poprzedniej i o bogato rozwiniętym rysunku podkreśla wzrost znaczenia miasta. Znana jest z dokumentów z lat 1329 i 1343.



Zachowany trzeci odcisk pieczęci miejskiej ukazuje św. Małgorzatę w koronie i aureoli na głowie, stojącą na smoku, dzierżącą w prawej ręce krzyż, którego drzewce tkwi w paszczy smoka, palmę męczeńską w ręce lewej. Majuskułowy napis w otoku S. CIVITATIS. DE NOVO SAND. Wskazuje, że przed powstaniem tej pieczęci nastąpił rozdział uprawnień wójtowskich od rady miejskiej. Takie wyobrażenie św. Małgorzaty z XIV-wiecznej pieczęci, odciśniętej u dokumentu z roku 1531, utrwaliło się w późniejszych pieczęciach miasta.


Zaznaczony w pieczęci czwartej rozdział sądu wójtowskiego od rady miejskiej ujawnił się w XIV-wiecznej pieczęci przeznaczonej dla sądownictwa miejskiego. Wnętrze jej wypełnia rysunek czujnego w swej postawie smoka i napis w otoku +S'CABINORUM IN NOVA SANDECZ. Brak na pieczęci postaci św. Małgorzaty podkreśla, iż jest to część herbu miejskiego, co było zgodne ze zwyczajem umieszczona na znaku sadu wójtowskiego części tego godła, którym pieczętowała się rada miejska. Pieczęć ta używana była w wójtowskim sądzie ławniczym Nowego Sącza od 1389 r. do 1737 r. Odcisk jej znany jest z dokumentu z roku 1583.

Wyobrażenie św. Małgorzaty z miejskiego herbu Nowego Sącza, przy której dodano inicjał "S", reprezentowało miasto na pieczęci wyższego sądu prawa magdeburskiego. Pieczęć wypełniona jest rysunkiem korony i w jej tle godłem Orła na tarczy, poniżej których w okoloną labrami sześciopolową tarczę wpisane są herby sześciu miast małopolskich: Krakowa, Nowego Sącza, Kazimierza, Wieliczki, Bochni i Olkusza. Napis łaciński w okręgu o brzmieniu SIGILLUM + DOMINORUM + SEX + CIVITATUM + mówi, że jest to pieczęć sądu komisarskiego sześciu miast. Sąd ten ustanowiony przez króla Kazimierza Wielkiego w roku 1365 był najwyższą władzą świecką. Trzy razy do roku - 2 lutego, 7 maja i 29 września - udawało się z tych miast po dwóch powoływanych przez króla rajców miejskich, aby w jego obecności rozsądzać sprawy sporne. Pieczęć pozostawała w użyciu do roku 1623.



Koniec wieku XVIII. Rozbiór Polski. Nowy Sącz położony na terenie ziem wcielonych przez władze zaborcze monarchii austriackiej w jej skład, traci w 1782 r. miejskie prawo magdeburskie. Austriacki cesarz Józef II wprowadził wyższość władzy monarchy nad Kościołem. Duch "józefinizmu" zaciążył na zmianie herbu Nowego Sącza. Usunięto z jego godła około 1820 r. motyw kościelny, a na tarczę herbu i na pieczęcie wprowadzono w ich pole środkowe wyobrażenie bramy fortecznej o trzech basztach, z których najwyższą wieńczy korona i z rycerzem stojącym w otwartym przejściu bramnym. Napis w otoku pieczęci głosi, że jest to KRÓLEWSKIE MIASTO NOWY SĄCZ.






Nie zapomniało jednak miasto o swym historycznym herbie. Pod koniec XIX w. Pojawiły się papierowe nalepki pieczętne wklejane w miejsce pieczęci. Wzorem rysunku była dla nich XIV-wieczna pieczęć Nowego Sącza z wizerunkiem św. Małgorzaty. Nalepka taka znana jest z dokumentu z 1900 roku.




Starania ówczesne o przypomnienie św. Małgorzaty w herbie miasta nie przyniosły rezultatu, skoro w stroju architektonicznym - nowobudowanego ratusza od 1895 roku - wielokrotnie powielono herb z brama forteczną. Patriotyczne działania sądeczan znalazły jednak swe odbicie w umieszczeniu w sali radnej ratusza Orła Białego na amarantowym tle, a na frontonie wieży zegarowej znalazł się herb stolicy Polski nie istniejącej powtórnie na mapie Europy - Syrenka Warszawska.

Rok 1937. Zarząd Miejski Nowego Sącza żywiąc wątpliwości co do herbu z bramą forteczną jako prawowitego, wystąpił w 1937 r. do Ministra Spraw Wewnętrznych w Warszawie o ustalenie godła dla miasta. Ministerstwo po porozumieniu się z Ministerstwem Wyzwań i Oświecenia Publicznego opublikowało w Monitorze Warszawskim nr 88, poz. 130 z dnia 21 marca 1938 r. zarządzenie zatwierdzające dla miasta herb z wyobrażeniem św. Małgorzaty ujarzmiającej smoka, używany przez miasto od czasów jego założenia, od koniec czasów królewskich w Polsce. Podano jego rysunek nawiązujący do XIV-wiecznej pieczęci rady miejskiej oraz kolory heraldyczne. Było to pierwsze urzędowe zatwierdzenie herbu Nowego Sącza. Zarząd Miejski ogłosił dnia 26 maja 1939 r. konkurs, którego przedmiotem był projekt herbu i pieczęci. Zapytania o warunki konkursowe składane być miały w kopertach z hasłem "Bardzo pilne". Deponowanie prac konkursowych wyznaczono na dzień 15 lipca 1939 r. Rozpatrzenie konkursu nastąpić miało 1 września 1939 r.

Rok 1945. Miasto Nowy Sącz przyjęło do oznaczania swych akt herb z bramą forteczną i rycerzem. Na rok 1962 przypadające 670-lecie lokacji miasta wywołało u sądeczan świadomych historii swego miasta, zgrupowanych w Polskim Towarzystwie Historycznym i Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym "Beskid", inicjatywę podjęcia starań o przywrócenie zgodnego z pięciowiekową tradycją herbu. Bezskutecznie kruszono wówczas opór władzy w tym względzie.

Rok 1980. "O roku ów...". Wiew "Solidarnościowej" wolności wzmocnił głosy sądeczan upominających się o przywrócenie prawowitego herbu. Potknięcie o próg stanu wojennego i ostry sprzeciw ówczesnych władz politycznych utrudniały starania o powrót Świętej Patronki na tarczę miasta. Zapytany w tym względzie Urząd Rady Ministrów stwierdził pismem datowanym dniem 13 lipca 1982 r., że zarządzenie z dnia 21 marca 1938 r. prawnie uznające należący do historii miasta Nowego Sącza herb z postacią św. Małgorzaty nie straciło swej obowiązującej mocy. Stwierdzenie to pozwoliło w sierpniu 1983 r. uczynić pierwszy wyłom i na kartuszach w holu ratusza umieścić godło Ziemi Sądeckiej i herbowy wizerunek św. Małgorzaty ujarzmiającej smoka. Przez następne cztery lata mnożone były przeszkody, by utrudnić powrót wypędzonej przez Austriaków Patronce Miasta na przysługujące jej miejsce. Orzeczenie Rady Państwa z dnia 28 marca 1987 r. ponownie wskazało, że dla Nowego Sącza obowiązującym jest herb przedstawiający postać św. Małgorzaty stojącej na smoku. Nie ostudziło to przeciwników krzyża w herbie. Przygotowano nowy projekt herbu, w którym miasto miał reprezentować smok.

Mocnym głosem w imieniu sądeczan przemówili wówczas w tej sprawie proboszczowie wszystkich parafii Nowego Sącza, ogłaszając dnia 11 października 1987 r. komunikat odczytany we wszystkich kościołach miasta, ostrzegający przed niepraworządnym deptaniem dziedzictwa przeszłości miasta. W historii miasta przetrwał bez zmian przez wieki wizerunek św. Małgorzaty w pieczęci kościoła farnego, pozostającego pod jej wezwaniem. Miejska Rada Narodowa w Nowym Sączu uznała w dniu 16 października 1987 r., że obowiązującym odtąd godłem miasta jest herb z postacią św. Małgorzaty ujarzmiającej smoka, odpowiadający heraldycznemu opisowi: w błękitnym polu tarczy widnieje postać św. Małgorzaty w białej sukni i narzuconym na ramiona czerwonym płaszczu. Na głowie ma złotą koronę i takąż aureolę wokół głowy. W prawej ręce trzyma złocisty krzyż o długim drzewcu, w lewej zielony liść palmy. Postać Świętej stoi na zielonym smoku. W rozwartej paszczy smoka zwróconej w prawo ku górze tkwi ukośnie trzymane przez Świętą drzewce krzyża. Ogon smoka uniesiony ku górze, zakręcony w pętlę, jest rozczłonowany na trzy końcówki. W pośrodku długości smoka widoczne są szponiasta jego noga i zwinięte skrzydło.
2 3 2
Najlepsza Odpowiedź!
2009-10-11T20:09:31+02:00
Dziewczę z Sącza”

Rzecz ta wzięta jest z czasu kiedy cała Polska zalana była wojskiem Karola Gustawa. Sącz zagrożony rzezią od szwedzkiego pułkownika Sztajna, zostawał przez parę tygodni w nieustającej trwodze. Rzecz w końcu przyszła do przesilenia. Szwedzi postanowili wyciąć i spalić miasto , aby nie mieć nieprzyjaciela za placami na tak korzystnym stanowisku jak Sącz, wypadało im bowiem wyruszyć z miasta przeciw Czarnieckiemu, który przeciągał po Pogórzu na czele pułku królewskiej husarii. Mieszczanie atoli, dowiedziawszy się o ich planie, znieśli się z gromadą z Nawojowej i pod dowództwem Wąsowicza uprzedzili Szwedów o trzy dni w planie.

Powstanie w Sączu, zdziałane 13 grudnia 1655roku, rozszerzyło się wnet na całym Pogórzu. Szlachta z dworów, wieśniacy z chat, zbrojni w kosy i siekiery, szli i bili Szwedów.

Podania sądeckie niosą, że w pewnej dziewczynie miejskiej Basi rozkochał się oficer dragonów Pontusa de la Garde.

Kiedy pułkownik Sztajn rozkazał wojsku gotować się do rzezi, oficer nie mógł znieść, aby jego kochanka wraz z rodziną ginęła i ostrzegł ją, że będzie rzeź choć Sztajn nakazał zachować tajemnicę pod karą gardła. Basia otrzymaną wiadomością dzieli się z mieszczaństwem, które miało czas uprzedzić Szwedów. Do miasta wpadają uzbrojeni mieszczanie oraz okoliczni chłopi i zaczyna się krwawa walka. Basia biegnie na pole bitwy i ginie wraz z ukochanym. Ale miasto dzięki jej postawie wyzwoliło się z pod panowania Szwedów.

Tyle piękna legenda.

LEGENDA O ŹRÓDEŁKU PRZY MURACH MIEJSKICH

U podnóża baszty Kowalskiej wybijało źródełko nigdy nie zamarzającej wody, tworzącej w ocembrowaniu biały osad o zapachu i smaku siarki. Na zamku sądeckim straż przy bramie pełnili młodzi, odważni rycerze. Co jakiś czas ginęli jednak bez śladu – nikt nie mógł dojść co się z nimi stało. Szukano tedy odważnego młodzieńca, któryby wyśledził, kto odciąga rycerzy od obrony zamku i dlaczego przepadają bez wieści.

Znalazł się taki śmiałek. Uzbrojony w halabardę stanął nieopodal baszty Kowalskiej na straży. Posiadał przy sobie świeconą kredę oraz różaniec. Kredą zakreślił wokół siebie koło, różańcem okręcił dłoń.
Gdy północ minęła młody rycerz usłyszał piękne śpiewy, muzykę i wyłaniające się ze źródełka pod basztą nimfy, które zapraszały go do tańca. Spostrzegł rycerz, iż to muszą być te istoty, które były zgubą dla jego poprzedników – strażników zamku.

Nie wychodząc z zakreślonego święconą kredą kręgu rzucił rycerz do źródełka różaniec. Rozprysnęła się woda z źródełka – nimfy przedzierżgnęły się w czarownice i na ożogach odleciały w noc. A rycerz stwierdził: „Te nimfy – pannice to czarownice winne zguby rycerzy”.

Wybuch zamku w styczniu 1945 wstrząsną zamkowym wzgórzem, zwały ziemi i kamieni przysypały źródełko z siarczaną wodą (nie jedyne w Nowym Sączu) – legenda została.


Alchemik z nowosądeckiego rynku.

Pośród wielu opowieści i legend o zjawach, duchach i wszelkich niezwykłościach, jakie usłyszeć można w mieście nad Dunajcem, jedną z najciekawszych jest chyba historia o Sędziwoju, przesławnym alchemiku, goszczonym na niejednym królewskim dworze.

Michał Sędziwój (1566 – 1646), znany w całej siedemnastowiecznej Europie jako Sendivogius Polonus, lub też pod pięknie brzmiącym mianem „księcia alchemików”, był postacią niezwykłą i godną pamięci.
Pochodził z okolic Nowego Sącza i w mieście tym pobierał ponoć pierwsze nauki, a odznaczał się tak niezwykłymi zdolnościami, że dzieckiem nieledwie wstąpił na uniwersytet krakowski, nie nęciła go jednak ani kariera duchowna, ani sędziowska toga, ani nawet doktorski biret, choć początkowo poświęcił się medycynie.

Ambitny młodzieniec chciał zgłębić tajemnice natury – posiąść sekret kamienia filozoficznego, znaleźć sposób zamieniania metali nieszlachetnych w najczystsze, dukatowe złoto.

Odziedziczywszy po ojcu znaczny majątek, wyruszył w podróż po Europie. Odwiedzał najznakomitszych ówczesnych alchemików, skupywał pożółkłe rękopisy, przeprowadzał coraz to nowe doświadczenia.

W czasie tej podróży wydarzyła mu się przygoda, która wywarła wpływ na jego dalsze życie. Przejeżdżając przez Saksonię, uwolnił z więzienia włoskiego alchemika Sethona, wtrąconego tam za to, że chciwemu księciu Christianowi nie chciał zdradzić tajemnicy zamieniania ołowiu w złoto.

Z wdzięcznością Sethon obdarował polskiego alchemika uncją proszku, który jakoby miał zdolność przemieniania kilograma ołowiu w kilogram złota. Wkrótce Sethon – wyczerpany torturami, których nie szczędzili mu książęcy oprawcy – zmarł, pozostawiając Sędziwojowi w spadku wszystkie swe księgi, tygle i retorty, a przede wszystkim ów proszek oraz....swą młodą jeszcze żonę Weronikę.

Sedziwój szybko poślubił wdowę po sławnym alchemiku i wyjechał z nią do Czech, dokąd wezwał go cesarz Rudolf II, parający się alchemią, magią i astrologią.

W jednej z sal zamku na Hradczanach, w obecności cesarza i jego dworu, Sendivogius wrzuciwszy do tygla kawałek ołowiu wsypał doń szczyptę proszku Sethona, zmieszał i – z roztopionego metalu wyciągnął sztabkę złota. Uszczęśliwiony cesarz kazał inskrypcje o tym wydarzeniu umieścić na sklepieniu, a syty chwały i zaszczytów Sędzwój wyjechał do Wirtembergii.

Ówczesny władca tego państwa, Fryderyk III, lubił otaczać się alchemikami, wierząc, że w ten sposób napełni swój pusty wiecznie skarbiec workami dukatów. Sędziwój z dużym powodzeniem demonstrował swe doświadczenia ma książęcym dworze, spotkała go tu jednak bardzo niemiła przygoda. Przebywający tam wówczas alchemik Mühlenfels, dotychczasowy faworyt władcy, zazdrosny o splendor spływający na Sendivogiusa, pojmał go razem ze swymi sługami, potłukł alchemiczny retorty, a co najgorsze – zabrał prawie wszystek cudowny proszek, dar Sethona.

Na szczęście Sędziwój zdołał przy pomocy wiernego pomocnika Jana Badowskiego wydostać się z lochu, dokąd wtrącił go Mühlenfels.
Sprawcę całego zajścia ukarano, a Fryderyk III, chcąc złagodzić przykre wspomnienia Sendivogiusa z Wirtenbergii, nadał mu tytuł barona Serübau i dobra Leiningen, które alchemik szybko zresztą sprzedał, by mieć pieniądze na dalsze podróże i doświadczenia.

Znękany i przygnębiony wirtemberską przygodą Sędziwój przyjechał na pewien czas do Nowego Sącza – miasta swej młodości. Stamtąd udał się do Warszawy na dwór Zygmunta III Wazy, ale gdy alchemiczne próby nie dały upragnionego efektu (Sędziwojowi udało się zaledwie powlec kilka srebrnych monet cieniutką warstwą złota), starzejący się już książę alchemików kupił na Śląsku majątek zwany Krawarzem i tam spędził ostatnie lata życia, dzieła naukowe, które nie zawierały co prawda formuły zamiany ołowiu w złoto ani uzyskania kamienia filozoficznego, lecz wiele cennych i do dziś uznawanych odkryć w dziedzinie chemii.

Zmarł w roku 1646 i odtąd zaczęto spotykać go znów w Nowym Sączu – kroczył w uniwersyteckiej todze, z podniesioną głową, rynkiem rodzinnego miasta, rozrzucając złote monety. Lśniące krążki bezdźwięcznie padały na ziemię, a sama postać alchemika – nawet w czasie pełni księżyca – nie rzucała cienia.

O zjawie tej opowiadała nam jedna z mieszkanek Nowego Sącza, dodając, że Sędziwój zwykł się najczęściej pojawiać w noc sylwestrową, kiedy do rana okna wielu domów jaśnieją światłem, a zewsząd dobiegają dźwięki tanecznej muzyki.

Powiadają, że temu kto natknie się na ducha słynnego alchemika, towarzyszy przez cały rok szczęście i materialne pomyślność.

Tak więc, jeśli ostatnią noc starego roku spędzać będziecie w Nowym Sączu, kiedy zegary wybiją północ i przebrzmią noworoczne toasty, obejdźcie sądecki rynek – może z podcieni którejś kamieniczek wynurzy się postać „księcia alchemików” i sypnie wam pod nogi garścią widmowych dukatów – na szczęście w Nowym Roku.
3 3 3