Odpowiedzi

2010-02-11T19:25:39+01:00
To także dodawałam na zadane.pl do wypracowań :)

Zwolnili mnie.
Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Chodziłem po mieście bez celu, nie chciałem o tym myśleć, jednak to samo przychodziło do mnie. Starałem się myśleć o innych ludziach, patrzeć na ich uśmiechnięte twarze, zastanawiając się, czemu oni mogą być szczęśliwi, a ja nie.
Weź się w garść – pomyślałem. Nie dając myślom za wygraną skupiłem się na dalszym poszukiwaniu jakiegoś miasta, kraju odpowiedniego dla mnie, które jak poprzednie, nie odrzuci mnie. Przechodząc koło morza zauważyłem odpływający statek. Zamyśliłem się. Czy nie chciałbym popłynąć do Nowego Yorku?
Następnego dnia rano byłem już w drodze do wymarzonego miasta, na statku. Byłem bardzo szczęśliwy, porównując moje uczucia z poprzedniego dnia. Tamte kojarzyły się ze smutkiem, nieszczęściem, ale taka prawda… Jednak dziś, zupełnie inna historia.
Stwierdziłem, że nie jestem jeszcze dość silny, by wyjść na pokład i przyglądać się głębi morza. Postanowiłem iść do kajuty. Gdy już się tam znalazłem zauważyłem dwa łóżka, a obok jednego z nich, na półce leżała jakaś książka. Usiadłem. Materac był twardszy, niż normalnie powinien być, lecz wygodny. Wziąłem książkę aby ja poczytać. Była ona dość zniszczona, więc pomyślałem, że ktoś ją tu zostawił i jest ona już bardzo stara, niczyja…
Otworzyłem ją na jednej z pierwszych stron i zacząłem czytać.
Opowiadała ona o dorosłym mężczyźnie, który w swoim życiu wiele podróżował, by znaleźć to jedyne miejsce dla siebie, które by kochał nad życie. Czytając ten długi fragment przypomniała mi się historia całego mojego życia. Czy to nie ja jestem tym dorosłym mężczyzną, który poszukuje miejsca i szczęścia? Tak, to ja.
Nagle do kajuty weszła kobieta. Wysoka, szczupła, lecz dobrze po 50-tce. Jej włosy były kolory rudego, bardzo ognisto rudego. Nie za długie, bo do ramion. Spięte gumką na czubku jej głowy. Uśmiechnęła się. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Po chwili ciszy odezwała się ze szczerym uśmiechem na twarzy:
- Widzę, że czytał pan moją książkę.
- E… - zawahałem się. – Myślałem, że ktoś ją tu zostawił, wyglądała na bardzo starą. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi – usiadła na łóżku obok. – Należała do mojej babci. Podobała się panu?
- Nie przeczytałem jej do końca, właściwie, przed chwilą zacząłem ją czytać. Ale po tych kilku stronach, które zdążyłem poprzeglądać bardzo mi coś przypomina – uśmiechnąłem się szczerze.
- Bardzo mi miło – powiedziała.
Zamilkliśmy. Postanowiłem zmienić pozycję, więc położyłem się na twardym łóżku, patrząc w sufit.
Moje myśli znowu zaczęły mnie denerwować, wracając do latarni, tamtych pięknych chwil. Rzeczywiście, kiedyś były cudowne, ale teraz? Są koszmarem, najgorszym z najgorszych.
Nie chcąc o tym myśleć zacząłem rozważać piękno kobiety, która siedziała obok, czytając swoją książkę. Jej twarz wcale nie przypominała wiekiem, starej babci – stwierdziłem.
Nagle miałem ochotę wyjść na zewnątrz, popatrzeć na morze.
Wstałem.
- Do zobaczenia później – powiedziałem.
- Do zobaczenia – odpowiedziała, gdy już wychodziłem.
Na pokładzie było bardzo ciepło, panowała miła atmosfera. Cóż się dziwić, przecież świeciło słońce.
Oparłem się o jedną z pobliskich ścianek i patrzyłem w dal, w głębie oddalającej się wody…
Nie chciałem patrzeć na ludzi. Ich szczęście mnie odrzucało, ale także, nie miałem ochoty dzielić się z nimi moim smutkiem.
Myślałem o przyszłości, co będzie w nowym mieście, jacy tam będą ludzie? Co będę tam robił? Nasuwało mi się coraz więcej pytań, na które nie umiałem sobie odpowiedzieć.
Zauważyłem w oddali ląd. Tak, to był Nowy York. Moich uczyć nie dałoby się opisać.
Statek po chwili zatrzymał się, wszyscy wraz ze mną, jak i piękną kobietą z kajuty wysiedli…