Odpowiedzi

2010-02-17T17:38:49+01:00
Zobaczylem dziennik lekcyjny i wtedy do pokoju nauczycielskiego weszla matematyczka Zofia Matter. Nie lubie jej odkad, wypomina mi, ze ta czworke z maty mam nadciagnieta. gdy tylko moze, wypomina mi to. Kiedys, przysiegam, powiem jej, co o tym mysle. Moje rozmyslania przerwala, mówiac:
-Norbert, co ty robisz sam w pokoju nauczycielkim, co?-
Nie moglem jej przeciez powiedziec, ze chcialem sobie wspisac ocene z polskiego, wiec musialem szybko cos wymyslic, lecz ona nacisakla:
-Prosze mi powiedziec, co robisz sam w pokoju nauczycielskim?-powiedziala Matematyca.
-Bo ja, ja,ja...- nie wierze, zajaknalem sie... Teraz pewnie wszystkiego sie domysli. Postanowilem mowic dalej mimo wszytsko.
-Pani Wojciechowska prosila o dziennik IIId, wiec chcialem wziac- wykrztusilem z siebie.
Ale takiego obrotu sprawy sie nie spodziewalem. Zofka-tak na nia mowimy- podeszla do grafiku zajec i sprwadziala moj plan zajec. Wpdalem jak sliwka w kompot... Teraz mam historie.Serce tak mi walilo, ze myslalem, ze wyjdzie mi przez gardlo. Pocily mi sie rece, cisnienie we mnie zaraz mnie rozsadzi. Pomyslalem, ze to koniec. Powtórze trzecia klase. I wtedy z jej torebki wydobyl sie dzwiek dzwona. Byla juz 2 kroki od tablicy z planem. Jednak opatrznosc boza czuwa nad biednym Jasiem Kowalskim. Podeszla do torebki i wyciagnela telefon. Odebrala go, a w miedzy czasie dala mi ten dziennik. Szybkim i zdecydowanym krokiem wyszedlem na korytarz. Musialem sie spieszyc, bo historykowi-panu Rodgierowi mowilem, ze ide do lazienki. Usiadlem na najblizszej lawce i juz wycigalem dlugopis z moich czarnych, przykrótkich spodni, a tu nagle stanela w korytarzy wyskoka sylwetka mezczyzy, ktory zmierzal w moim kierunku. No nie moglem. Nie dadza czlowiekowie nawet poprawic ocen w dzienniku. Okazlalo sie, ze to masz pan wozny. Nazywamy go Chybziu. Czemu? NIe mam pojecia, ale mniejsza z tym. Podszedl do mnie i zapytal sie do mnie, co robie wskazujac palcem na dziennik. Odrzeklem, ze zatrzymalem sie, zeby zawiazac buta. Pan Mopek-to bylo kolejne z przezwisk woznego-nie byl tak dociekliwy, jak P.Matematyca. Gdy odszedl zrozumailem, o co chodzi. Ta "opatrznosc boza" chce, abym odniosl dziennik i nic nie wspisywal. Wiec odnioslem dziennik do pokju. Nikogo nie bylo. Szybko wrocielm do sali historycznej, a tu... czekala na mnie mala niespodzianka-odpytywanko. Po prostu nie rozumiem nic, przeciez nic nie wspialem do tego dziennika.
2 4 2