Odpowiedzi

2010-02-22T23:22:09+01:00
Oj ciężko jest oderwać się od myślenia utartymi kategoriami. Człowiek od zawsze ma dążność do oglądu spraw wszelakich w odniesieniu do swojej osoby. Mimo, że Kopernik dawno już zrzucił człoweka z piedestału pępka wszechświata a einsteinowska rewolucja nauczyła nas względności w każdym wymiarze, o tyle wciąż antropomorfizujemy na potęgę, gdzie tylko można i jak można. Tak naprawdę poza matematyką i fizyką jesteśmy w stanie zaakceptować tylko te rzeczy i fakty, które są jakoś związane z naszym postrzeganiem rzeczy, biorąc własną miarę za obowiązujący wzorzec. Weźmy chociażby za przykład nasze wyobrażenie istot pozaziemskich czyli UFO. Koronnym dowodem w tym wywodzie może być Star Wars. Otóż film roi się od stworzeń wszechstronnie inteligentnych, ale każde z nich przypomina mniej lub bardziej wyprostowaną sylwetkę człowieka, zwięczoną głową. Nie ma mowy o tym, żeby inteligencja pozaziemska była w postaci jakiegoś gluta, bądź dżżownicy. Tego nasze umysły, kojarzące inteligencję z essowatym kształtem kręgosłupa i parą oczu by nie zdzierżyły. Osobiście sądzę, że jeżeli inteligencja w kosmosie istnieje, to bardziej przypomina Ocean z Solaris, niż małpokształtne wymysły speców od celolidowych bajdurzeń.
Ale antropomorfizacja dotyka nie tylko tak banalnych zagadnień jak UFO. Dopiero gdy wpatrzymy się w nasze pojmowanie Boga, to dopiero czeka nas zaskoczenie. Otóż pomni religijnych nauk wyobrażamy sobie Boga dokładnie tak, jak przedstawił go Michał Anioł we fresku zwieńczającym kopułę Kaplicy Sykstyńskiej - jako człowieka, przed którym kiedyś staniemy, któremu wytłumaczymy posługując się naszą mową, naszym językiem, naszymi wargami z postępków i zaniedbań, a On wtedy wskaże nam ręką kierunek w którym się udamy. Najbardziej niewiarygodne we fresku Michała Anioła jest to, że dzieło tak świętokradcze (w sensie pierwszego przykaznia) stanowi okrasę centralnego miejsca chrześcijaństwa. Aż zaczynam wierzyć Philipowi Vandenbergowi, który w Spisku Sykstyńskim śmiałą tezę zarysował o zemście prześladowanego za poglądy i własną wiarę artysty. Niestety taki obraz Boga, wpajany od małego dzieciom przez różnych katechetów jest złamaniem Bożego przykazania, które przecież w oryginale (nie obrobionym edyktami papieży) brzmi (Księga Wyjścia):

Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!
Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.

Tymczasem, nie dość, że archetypowym przedstawieniem Boga stał się starzec z fresku Michała Anioła, to jeszcze w dodatku oddajemy mu pokłony. Co gorsza, Kościół świadom zagrożenia płynącego z tego przykazania trochę je zmanipulował i w standardowej-katechizmowej postaci brzmi ono:
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Ale ten post nie miał być o katechizmowych manipulacjach!. Niestety nie jesteśmy w stanie zobrazować sobie Boga w inny sposób, niż tylko rzutując to, co dobrze znamy - przekaz z naszych zmysłów. Dialog z Bogiem przeważnie zantropomorfizujemy do rozmowy z drugim człowiekiem. Wyobrażenie Boga będzie zawsze wyobrażeniem człowieka, nie potrafimy myśleć inaczej. I wciąż zapominamy słów Kanta:

Nie ma żadnego donioślejszego miejsca w hebrajskich pismach nad przykazanie: »nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu«, gdyż Bóg jest »całkiem inny« i nie może być niczym wyobrażony. Jezus Chrystus wzywał do oddawania czci Bogu »w duchu i w prawdzie«”. To tutaj dotyka człowiek istoty prawdziwej religii: Bogiem nie można dysponować. On ma inne wymiary. Stoi ponad wszelkim ludzkim myśleniem i postępowaniem, „bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje — mówi Pan”

Może bliższe temu co płynie ze stron Biblii, temu, co zauważył Kant jest postrzeganie Boga, tak jak to robimy z matematyką - jako pewnej abstrakcji. Może myślenie o nim w kategoriach biologicznego istnienia jest najbardziej świętokradczą myślą człowieka?

W podobną pułapkę umysłu wpadamy myśląć o śmierci jako przejściu do innego wymiaru, z zachowaniem naszych ludzkich cech - postrzegania, czucia, itd. Tymczasem wszystkie te wrażenia płyną z neuronów naszego umysłu - w chwili ich wyłączenia (braku tlenu) pozostanie pustka. Może to jest tak przerażające, że nie potrafimy tego zaakceptować i umysł broni się w ten sposób przed bezdenną otchłanią. A może to tylko nasze pobożne życzenie trwania w nieskończoności z tą samą menażerią wrażeń , tak jakby życie się nie skończyło.

Jeżeli prawdą jest to, co głoszą religie, że duszę ma się od samego poczęcia, to stan po śmierci powinien przypominać stan w którym byliśmy przed urodzeniem - a przecież dokładnie nic z niego nie pamiętamy. Wtedy nasza świadomość może była świadoma istnienia, ale nie potrafiła artykułować tego wrażenia w żaden utrwalony w pamięci sposób. I najlepszą rzeczą, które może nam się przydarzyć po śmierci, jest stan nieświadomego (czyli pozazmysłowego) istnienia, analogiczny do tego, w jakim byliśmy kilka chwil po zapłodnieniu. Możemy mieć pewność, że to wszystko, co składa się na nasze postrzeganie rzeczywistości, wszystkie barwy, zapachy, smaki, temperatura, dotyk, zostaną odłączone, zbyt są uzależnione od zmysłów, do naszej biologicznej budowy, która niestety szybko ulega degradacji. I uświadomienie sobie tego faktu otwiera umysł na zaakceptowanie Kantowskiego, stojącego poza wszelkim ludzkim postępowaniem i myśleniem Boga.