Odpowiedzi

2010-02-23T17:38:39+01:00
Czas nieobecności Mojżesza był dla Izraela czasem oczekiwania i niepewności. Ludzie wiedzieli, że poszedł na górę z Jozuem i wszedł w obłok głębokiej ciemności, oświetlany od czasu do czasu blaskiem Bożej obecności, który spoczywał na szczycie góry i był widoczny z równiny. Skwapliwie oczekiwali jego powrotu. Przyzwyczajeni w Egipcie do materialnych wyobrażeń bóstwa ciężko im było zaufać niewidzialnej istocie, polegali więc na Mojżeszu, który podtrzymywał ich wiarę.

Teraz jednak go nie było. Mijał dzień po dniu, tydzień po tygodniu, a on wciąż nie wracał. Pomimo to, że obłok był stale widoczny, wielu osobom w obozie zdawało się, iż wódz opuścił ich albo spłonął w pożerającym ogniu.

Podczas tego okresu oczekiwania mieli dość czasu na rozmyślanie nad prawem Bożym, które usłyszeli, i przygotowanie swych serc na przyjęcie dalszych objawień Bożych. Nikt jednak nie poświęcał temu wiele czasu. Gdyby usilnie starali się lepiej zrozumieć Boże wymagania i ukorzyliby swoje serca przed Bogiem, ochroniłoby to ich przed pokusą. Jednak oni nie uczynili tego i wkrótce stali się nierozważni, roztargnieni i samowolni. Dotyczyło to zwłaszcza „mieszańców”. Byli niecierpliwi i chcieli jak najprędzej udać się w drogę do ziemi obiecanej — ziemi płynącej mlekiem i miodem. Ten dobry kraj został im obiecany jedynie pod warunkiem posłuszeństwa, ale oni o tym już zapomnieli. Znaleźli się i tacy, którzy proponowali, aby się wrócić do Egiptu, ale bez względu na to, jakie chcieli przyjąć rozwiązanie, byli zdecydowani na to, żeby nie czekać dłużej na Mojżesza.

Bez wodza czuli się bezsilni i wracali do swoich starych zabobonów. „Mieszańcy” jako pierwsi ośmielili się szemrać i okazywać zniecierpliwienie. Oni to byli przywódcami odstępstwa, do którego doszło. Symbolem bóstwa u Egipcjan był między innymi wół albo cielę. Na propozycję tych, którzy praktykowali tę formę bałwochwalstwa w Egipcie, uczyniono więc cielę i oddawano mu cześć. Lud pragnął jakiegoś obrazu, który by przedstawiał Boga i prowadził ich dalej w zastępstwie Mojżesza.

Bóg w żaden sposób nie objawił swojej podobizny i zabronił czynienia jakiegokolwiek materialnego wyobrażenia z takim zamiarem. Potężne cuda w Egipcie i nad Morzem Czerwonym miały umocnić wiarę w Niego jako niewidzialnego, wszechmocnego Pomocnika Izraela, jedynego prawdziwego Boga, a pragnienie jakiegoś wizualnego objawienia Jego obecności zostało zaspokojone za pomocą słupa obłoku i ognia, który prowadził ich zastępy, oraz przez objawienie Jego chwały na górze Synaj. Jednak pomimo to, że obłok Bożej obecności wciąż był przed ich oczami, zwrócili swe serca ku bałwochwalstwu egipskiemu i chwałę niewidzialnego Boga przedstawili przez podobiznę wołu! []

Pod nieobecność Mojżesza do sprawowania władzy sędziowskiej wydelegowano Aarona, i wielki tłum zebrał się wokół jego namiotu z żądaniem: „Nuże, uczyń nam bogów, którzy pójdą przed nami, nie wiemy bowiem, co się stało
z owym Mojżeszem, mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej”. Stwierdzili, że obłok, który ich dotychczas prowadził, teraz spoczywał stale na górze i już nie będzie dłużej kierować ich wędrówką. Muszą mieć zamiast niego jakiś posąg, a jeśli, jak sugerowano, postanowią wrócić do Egiptu niosąc ten posąg przed sobą i uznając go jako swego boga, zyskają łaskę w oczach Egipcjan.

Tego rodzaju kryzys wymagał człowieka stanowczego, zdecydowanego i o niezłomnej odwadze, kogoś, kto honor Boga stawia wyżej niż osobistą popularność, bezpieczeństwo, a nawet własne życie. Jednak obecny przywódca Izraela nie był człowiekiem o takim charakterze. Słabo przeciwstawił się ludowi, a jego wahanie i niezdecydowanie w krytycznej chwili sprawiły jedynie to, iż ludzie utwierdzili się w swoim zamiarze. Podniósł się tumult. Wydawało się, że ślepy, obłędny szał zawładnął tłumem. Byli tacy, którzy pozostali wierni przymierzu z Bogiem, ale większa część ludu przyłączyła się do odstępstwa. Nieliczni, którzy odważyli się proponowane uczynienie posągu potępić jako bałwochwalstwo, zostali potraktowani brutalnie, a w zamieszaniu i podnieceniu stracili w końcu życie.

Aaron bał się o swoje bezpieczeństwo, zamiast więc szlachetnie stanąć w obronie honoru Boga, uległ żądaniom tłumu. Pierwsze, co zrobił, to zarządził, aby wszyscy ludzie zebrali i przynieśli mu złote kolczyki, miał bowiem nadzieję, iż duma sprawi, że odmówią takiej ofiary, ale oni chętnie oddali swoje ozdoby. Aaron ulał z nich cielca, na wzór bożków egipskich. Lud oświadczył: „To są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej” 2 MOJŻ. 32,4. Aaron nikczemnie zezwolił na tę zniewagę, jakiej Jahwe doznał od ludu. Posunął się nawet jeszcze dalej. Widząc, z jakim zadowoleniem przyjęty został złoty bożek, zbudował przed nim ołtarz i oświadczył: „Jutro będzie święto Pana” (w. 5). Ogłoszono to przy pomocy trąb po całym obozie. „I wstawszy nazajutrz wcześnie rano, złożyli ofiary całopalne i przynieśli ofiary pojednania; i usiadł lud, aby jeść i pić. Potem wstali, aby się bawić” (w. 6). Pod pretekstem obchodzenia „święta Pana” oddawali się obżarstwu i rozpustnej hulance.

Jakże często, w naszych czasach, umiłowanie przyjemności ukrywane jest pod „pozorem pobożności”! Religia, która pozwala ludziom przy wykonywaniu religijnych obrzędów oddawać się zaspokajaniu egoistycznych czy zmysłowych pragnień, jest dzisiaj tak samo wielu ludziom miła, jak w czasach Izraela. Wciąż znajdują się też podatni na wpływy Aaronowie, którzy piastując wysokie stanowiska w Kościele ulegają pragnieniom ludzi nieuświęconych i przez to zachęcają ich do trwania w grzechu. []

Zaledwie kilka dni minęło od chwili, gdy Hebrajczycy zawarli uroczyste przymierze z Bogiem, że będą posłuszni Jego głosowi. Stali trzęsąc się z przerażenia u stóp góry i słuchali słów Pana: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”. Chwała Boża unosiła się wciąż nad Synajem na oczach zgromadzenia, ale oni odwrócili się i żądali innych bogów. „Uczynili cielca na Horebie i kłaniali się ulanemu posągowi, zamienili chwałę Boga swego na obraz wołu jedzącego trawę” PS. 106,19.20. Czyż mogli okazać większą niewdzięczność lub bardziej znieważyć Tego, który objawił się im jako czuły ojciec i wszechmocny król?

Mojżesz, który był na górze, został ostrzeżony o odstępstwie w obozie i otrzymał polecenie, by niezwłocznie wrócił. „Zejdź na dół” — brzmiały słowa Boże — „gdyż sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Rychło zeszli z drogi, jaką im nakazałem. Zrobili sobie cielca ulanego, oddali mu pokłon” 2 MOJŻ. 32,7.8. Bóg mógł stłumić bunt w zarodku, pozwolił jednak, by się rozszerzył, aby móc pokazać wszystkim, jak karze zdradę i odstępstwo.

Przymierze Boże z ludem zostało unieważnione, więc Bóg oświadczył Mojżeszowi: „Teraz zostaw mnie, aby zapłonął mój gniew na nich. Wytracę ich, a ciebie uczynię wielkim ludem” (w. 10). Lud izraelski, a zwłaszcza „mieszańcy”, będą stale skłonni do buntu przeciwko Bogu, będą szemrać przeciwko swemu przywódcy i zasmucać go swoją niewiarą oraz krnąbrnością, więc doprowadzenie ich do ziemi obiecanej będzie ciężkim i męczącym zadaniem. Ich grzechy sprawiły, że utracili łaskę Bożą, a sprawiedliwość domagała się zniszczenia ich. Pan postanowił więc, że ich zniszczy, a z Mojżesza wywiedzie wielki naród.

„Zostaw mnie (...). Wytracę ich” — powiedział Bóg. Jeśli Bóg zamierzał zniszczyć Izraelitów, kto mógłby się za nimi ująć? Wielu na pewno pozostawiłoby grzeszników losowi, na jaki zasłużyli! Wielu z pewnością wymieniłoby swoje życie pełne mozołu, ciężarów i ofiar, za które jedyną zapłatą jest niewdzięczność i szemranie, na życie, które mogliby spędzić bez takich kłopotów i we czci, zwłaszcza jeśliby taką zamianę proponow
12 3 12