Odpowiedzi

2010-02-23T22:12:38+01:00
Wszystko zaczęło się podczas mojej choroby. Całymi dniami szukałem sposobu aby przerwać nudę. Wkońcu postanowiłem że zrobię porządek w szafie na ubrania. W kilka minut cała zawartość znalazła się na podłodze. Zacząłem ścierać zakurzone pułki i właśnie wtedy natrafiłem na dziny przycisk. Zaintrygowany odkryciem nącisnąłem go. W jednej chwili dno szafy się zapadło i moim oczom ukazały się schody prowadzące w nieznaną odchłań. Przestraszyłem się. Jednak ciekawość wzięła górę. Zamknąłem drzwi pokoju na klucz i zacząłem pokonywać kolejne stopnie.

98,99 i 100. Równe sto schodów w dół i moim oczom ukazał się ogromny las. Gdzieś w oddali rysował się tak jakby wulkan. Zafascynowany przyrodą, która mnie otaczała rószyłem przed siebie. Jeszce w tedy nie zdawałem sobie sprawy jak ważne zadanie będę musiał wykonać. Idąc przez dziką puszczę nasuchiwałem przeróżnych dźwięków. Wkońcu dotarłem do dużego stawu.Wtedy przyroda zamarła. Ogarnęło mnie przerażenie. Nagle z wody wyłoniła się postać na kształt nimfy wogdnej. Spostrzegłem również że wokół mnie jest poełno zwierząt, których wcześniej nie dostrzegałem. Nimfa przemówiła:,, Człowiekiem jesteś z dalekiej doliny, nie bój sięNimfy z wód głębiny". Jej głos mnie oczarował. Dlugo by pisać o tym co działo się później więc powiem tyle, że okazało się że byłem dawno wyczekiwanym przybyszem. Moim zadaniem było ocalić dolinę przed potężnym smokiem , który zamnieszkiwał wcześniej wspomniany wulkan. Razem z pomocnikami których otrzymałem od nimfy wyrószłem w stronę ,,Góry ognistej"(tak nazwana przez mieszkańców lasu). Im bliżej wulkanu tym było cieplej. Ukryliśmy się w zaroślach. Wtedy smok jakby przeczuwając że grozi mu napad wyfrunął przd swoją jamę. Uzałem że nie ma na co czekać. Rószyłem z odcieczą. Smok miał 8 głów każda z jadowitym językiem.Spoglądając na mnie domyślił się celu mego przybycia. Nie czekał na mój ruch. Zaatakował pierwszy. Udało mu się wytrącić mi miecz z ręki. NAszczęście moi pomocnicy odwrócili jego uwagę, podczas kiedy ja podniosłem swoją broń. Teraz ja zaatakowałem. Prosto w serce. Poczwara zawyła boleśnie. Jednak nie upadła na ziemię. Zrozumiałem że tu potzeba sprytu. Pobiegłem więc w stonę pobliskich drzew. Smok za mną. Próbjąc ukąsić mnie swym jęzorem plątał się coraz bardziej w śród drzew. Ja byłem szybszy. Tym razem użyłem mocy serca. Pomogło. Głowy upadały na ziemię jedna po drugiej. Wiedziałem że od tego zależy życie moich nowych przyjaciół. Poczwara padła. Zadałem ostateczny cios. Razem z Goblinami wrzuciliśmy ogromne cielsko smoka do krateru. Później wróciliśmy do stawu Nimfy. Okazali mi wiele wdzięczności. Chcieli bym został z nimi i rządził jako król. Nie godziłem się

Po bardzo miłym pożegnaniu wróciłem po 100 schodach do swojego pokoju. Nie wiem jak to się stało ale w ręce trzymałem bursztyn z podobizną nimfy. Czułem się szczęśliwy(aż do czasu kiedy przypomniałem sobie że jeszcze muszę posprzątać pokuj). Jednak tą historię zatrzymam w pomięci na zawsze.



Mam nadzieję że się na coś przyda ;)
Uważać na blędy ort za które przepraszam ;)
3 5 3